Andrzej Błażej „Kryptonim Kurtyna” – Trzecia seta 6

  • Autor: Błażej Andrzej
  • Tytuł: Kryptonim Kurtyna
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria:
  • Rok wydania: 1989
  • Nakład: 160000
  • Recenzent: Grażyna Głogowska
  • Broń tej serii: Trzecia seta

13 CHĘTNYCH KOBIET

Podejrzewam, że zamiarem autora było napisanie poważnej powieści szpiegowskiej, przestrzegającej przed agentami wykradającymi informacje o odradzającym się młodym państwie polskim (akcja powieści toczy się bowiem w czasach zimnej wojny, od stycznia do września 1953 roku).
Jest w tej powieści wszystko, co powinno być. Młodzi adepci sztuki szpiegowskiej obcego wywiadu, ich nauczyciele z bogatą hitlerowską przeszłością, niewidzialny atrament, siatki wywiadowcze, nielegalne przekraczanie granic oraz agentki. Zamysł autora był jak najbardziej zgodny z regułami powieści szpiegowskiej, efekt zaś…
Trzech młodzieńców decyduje się na ucieczkę z Polski, aby rozpocząć nowe, pełne dostatków życie w Zachodnich Niemczech. Przekroczenie granicy udaje się, ale to koniec sukcesów. Nie znajdują pracy w Berlinie i zmęczeni wegetacją godzą się na współpracę z niemieckim wywiadem. Mają podobne życiorysy: niemieckie pochodzenie, służbę w hitlerjugend, po wojnie niewola i polskie obywatelstwo a następnie praca na państwowych posadach, konflikty z prawem, nadzór milicyjny, wyalienowanie i marzenia o wyjeździe. Wszyscy trzej to słabo wykształceni, niezbyt lotni i inteligentni, ucharakteryzowani na konfliktowych – bo im się pracować nie chciało. W dodatku drobne złodziejaszki. Mimo zdecydowanego zamiaru nadania im przez autora rysów odstręczających, dostrzegam w nich raczej ofiary. Są zagubieni, bierni, bezradni, w szpiegowskich rozgrywkach są jedynie pionkami, choć wmawia się im, że wykonują bardzo istotne zadania.
Reprezentanci władzy – kapitan milicji Andrzej Marylski i pracownik Urzędu Bezpieczeństwa Wacław Kurowski pojawiają się jedynie jako komentatorzy żywcem wyjęci z dawnego dziennika telewizyjnego, wprowadzając czytelnika w sytuację polityczną i gospodarczą. Ich wypowiedzi to czyste cytaty z broszur propagandowych. Sztuczność i drętwota języka nie ustępuje nawet w ich rozmowach prywatnych. Autor nie użyczył im ciała ani duszy, jedynie nafaszerował komunałami. Nie trudzi ich także rozwiązywaniem zawiłych zagadek szpiegowskich. Wszystkie informacje mają podane jak na tacy. Przesyła je agent ukryty w niemieckiej centrali wywiadowczej. Mogą się, więc oddawać do woli swoim „retorycznym” popisom.
Z agentami obcego wywiadu autor nie obszedł się lepiej. Każdy z nich ma charakterystyczny, karykaturalny wygląd. Są schematyczni, niczym nie zaskakują, papierowi. Co rusz podkreślają niemiecką solidność w szkoleniu agentów, choć doskonale zdają sobie sprawę z ich miernej wartości. Często otwierają wypchane markami portfele, aby utwierdzić swój autorytet u zwerbowanych podwładnych.
Dziewczyny są brzydkie i ładne, ale jednakowo chętne do igraszek łóżkowych. Nie dość tego: wykazują w nich najwyższy kunszt połączony z zacięciem dydaktycznym. Autor z lubością podkreśla, że wiele swych partnerów w tej dziedzinie nauczyły. Na 17 przedstawionych kobiet jedynie 4 zachowuje wstrzemięźliwość – albo z racji podeszłego wieku albo koligacji rodzinnych.
Wszystkie panie są schematyczne, płaskie i zostały bezwzględnie potraktowane jako sprzęt jednorazowego użycia. Jedynie Leokadii – Lotti – autor użyczył ciała i duszy oraz obszerniej dopuścił do głosu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tak portretując kobiety autor ujawnił nam swoje własne fantazje i wyobrażenia o miejscu i roli kobiet.
W całej powieści alkohol płynie żywą strugą, nie przeszkadzając jednak agentom w szkoleniu i wykonywaniu zadań a także, co dziwi jeszcze bardziej, w wybujałym życiu erotycznym.
Większość akcji rozgrywa się przy stole, na którym podstawowym rekwizytem jest flaszka mocnego trunku. Alkohol i worek markowych szwajcarskich zegarków wartych fortuny jest najważniejszy przy tworzeniu nowej siatki szpiegowskiej. Nie trzeba wiele wysiłku, że siatkę tworzą tacy sami nieudacznicy i moczymordy, którzy w ten sposób chcą zarobić na następną flaszkę.
Nie jest oczywiście zaskoczeniem dla czytelnika, że podobna zbieranina zdegenerowanych i zatrutych alkoholem nieudaczników nie mogła odnieść sukcesu w starciu z aparatem bezpieczeństwa i jednostkami ochrony pogranicza PRL. Pozostaje jednak wrażenie, że kreśląc karykaturalny wizerunek szpiegowskiej siatki autor – zapewne nieświadomie – umniejsza sukces swoich pozytywnych bohaterów, nie pozwalając im zabłysnąć detektywistycznym geniuszem. Nie otrzymujemy też odpowiedzi na pytanie, jakie motywy kierowały wrogą centralą przy inwestowaniu czasu i pieniędzy w konstruowaniu tak żałosnej agentury, a propagandowe deklamacje duetu Marylski-Kurowski o zagrożeniach płynących ze strony obcych wywiadów pozostają zupełnie nieprzekonujące.