Ziemski Krystyn – Niewidzialne kręgi 19/2025

  • Autor: Ziemski Krystyn
  • Tytuł: Niewidzialne kręgi
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1979
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Wiesława Kota
LINK Recenzja Andrzeja Smosarskiego

Porucznik Andrzej Korcz po ukończeniu Szkoły Oficerskiej zostaje skierowany do Zaborowa, trzydziesto tysięcznego miasta nad jeziorem. Niedługo po objęciu stanowiska zaczyna prowadzić postępowanie wyjaśniające w sprawie przyczyn pożaru magazynu ze stolarką budowlaną; księgowość przedsiębiorstwa stwierdza, że wartość spalonego towaru wynosi dwadzieścia milionów złotych ale magazynierzy twierdzą, że baraki świeciły pustkami.

Na następny dzień po pożarze planowano w magazynie remanent, więc Korcz podejrzewa, że doszło do podpalenia w celu zamaskowania niedoborów. Porucznik poznaje Irenę Wróbel, kierowniczkę sklepu AGD; jej starszy brat Jerzy był kierownikiem na jednej z okolicznych budów i niecały rok temu będąc pod wpływem alkoholu utopił się w jeziorze. Irena Wróbel nie wierzy w ten wypadek i uważa, że jej brata zamordowano; wszyscy uważają ją przez to za namolną wariatkę. Korczowi sprawa również wydaje się podejrzana; jego wątpliwości pogłębia fakt pobicia kobiety przez „nieznanych sprawców” oraz śmierć lokalnego pijaczka, który był jego świadkiem.

Autorska para ukrywająca się pod pseudonimem Krystyn Ziemski tym razem napisała coś, co jest bardziej zbliżone do reportażu niż klasycznego kryminału; nie zdziwiłbym się więc, gdyby się okazało, że książkowy Zaborów nie jest miastem istniejącym tylko na papierze. Śledztwo bezkompromisowego Korcza ukazuje istniejący w mieście mechanizm wzajemnych uprzejmości – i nawet miejscowy komendant milicji w pewnym momencie zauważa, że sam stał się jednym z jego trybików. Emerytowany kapitan angażuje się w dochodzenie, gdyż jest świadomy, że zawalił śledztwo w sprawie utonięcia Jerzego Wróbla; mówi on do komendanta: „przyzwyczailiśmy się do zaborowskiego status quo, zaaprobowaliśmy układy i uznaliśmy ten wzorzec za normalny”. Tymczasem Korcz nie boi się wsadzić kija w to mrowisko i rozbić tę „zaborowską rodzinną rzeczpospolitą”; wzbudza przez to lawinę plotek, falę niechęci, a nawet nienawiści; jest jednak nieustępliwy i ryzykuje nawet własnym życiem. Zajmujący się sprawą prokurator mówi: „My wrośliśmy w ten las i mamy ograniczony punkt widzenia. On spojrzał z zewnątrz – zobaczył cały las, a nie tylko pojedyncze drzewa” – i tego idealizmu starczyło mu chyba na długo: książka cofa nas do początków jego kariery, bo przecież już we wcześniejszych powieściach Ziemskiego był kapitanem.

Książka na pewno wpisała się w swoje czasy – koniec lat 70. sprzyjał rozmaitym rozliczeniom i próbom wyjaśnienia narodowi czemu jest tak, a nie inaczej; osoby, które w tym czasie dostawały spółdzielcze mieszkania, dowiedziały się czemu na podłogach mają płytki PCW a nie parkietowe klepki, a w łazienkach mają nienową armaturę. Można więc chyba powiedzieć, że Zaborów jest pewnym symbolem ówczesnych czasów; książka jest na pewno ponadczasowa i uniwersalna, choć trzeba przyznać, że jest dość oczywista, przewidywalna i dość mięciutka – u takiego, na przykład, Dashiella Hammetta doszłoby do ostrej wojny między Korczem a „zaborowską rzeczpospolitą” i trup ścieliłby się gęsto. Ale nie mamy do czynienia z gangsterską opowieścią tylko z historią rozbicia pewnego układu – i jako taka sprawdza się naprawdę dobrze; można ją więc przeczytać bez poczucia straconego czasu.