- Autor: Meissner Janusz
- Tytuł: S/T Samson wychodzi w morze
- Wydawnictwo: Książka i Wiedza
- Rok wydania: 1951
- Nakład: 10500
- Recenzent: Robert Żebrowski

Zatopić Samsona!
To kolejna książka Janusza Meissnera z mocnym wątkiem kryminalnym. Liczy ona 206 stron, a jej cena okładkowa to 7,85 zł.
Akcja toczy się w Polsce (Gdynia i Sopot) oraz zagranicą (akweny od Morza Bałtyckiego po Morze Północne), w roku 1950 (wtedy to 26 XI wypadał w niedzielę, o czym jest mowa w tekście).
„Samson” był trawlerem rybackim „Polmoru”, którego portem macierzystym była Gdynia. Dowodził nim kapitan Martens, szturmanem był Pieluch, a w skład załogi wchodzili m.in. bosman Gac oraz 16-letni praktykant rybacki – Wacek Mucha z ZMP. W drodze powrotnej z łowiska na Morzu Północnym, w czasie sztormu, kapitan został uderzony przez bom, który zmiażdżył mu czaszkę, co spowodowało jego śmierć na miejscu. Pochówku dokonano na morzu. Jedyną cenną rzeczą, jaką zostawił po sobie Martens był czarny zeszyt z notatkami dotyczącymi kilkuset łowisk. Okazało się jednak, że charakter pisma w nim nie był kapitana, ale poprzedniego bosmana – Pawła Czernika, prywatnie – narzeczonego córki Martensa – Anny, który poszedł na kurs szyprów. Po powrocie statku do Gdyni, okazało się, że to właśnie Czernik został nowym kapitanem „Samsona”. I już pod jego dowództwem trawler udał się na wody Dogger Bank, na połów śledzia. W drodze powrotnej statek zawadził o jakiś podwodny wrak i doznał poważnych uszkodzeń. Mimo tego, bohaterska załoga wraz z kapitanem doprowadziła go do portu macierzystego. Tam „Samson” został wyciągnięty na brzeg w celu dokonania koniecznych napraw.
Wcześniej „Samson” miał krótki postój w niemieckim Kiel. Wówczas to praktykant Mucha odnalazł na lądzie herr Maxa, któremu przekazał od inżyniera Życkiego z Gdyni, paczkę z książką. Max zaś przekazał Wackowi list z prośbą o przekazanie go inżynierowi. Sytuację tę podpatrzył Czernik. Rozpytawszy praktykanta o cała tę sprawę, wziął od niego list i po dłuższym namyśle, podejrzewając jakieś „nieprawidłowości”, postanowił go otworzyć. W liście było podziękowanie za książkę oraz prośba o przekazanie pozdrowień dla niejakiego Krausego z ul. Księżycowej 10 w Gdyni. Po powrocie z łowiska, kapitan od razu skontaktował się z pułkownikiem Madziarem z Bezpieczeństwa. Ten obejrzał list i zwrócił go Czernikowi, a swoim ludziom zlecił odpowiednie zadania.
Kiedy Życki dostał od Czernika list z rozerwaną kopertą, wściekł się. Niezwłocznie udał się do Krausego, któremu w zamian za pieniądze przekazał jakieś dokumenty. Na „Samsonie” doszło do niepokojących wydarzeń: usiłowano dokonać zamachu na kapitana, zniszczono niektóre urządzenia, a wreszcie wywołano na pokładzie pożar, który na szczęście szybko ugaszono. Inżynier wykorzystując zakochaną w nim po uszy, ale bez wzajemności, Zuzię Pieluchównę (córkę szturmana z „Samsona”), podjudził dźwigowego Bunca, zakochanego z kolei w Pieluchównie, oczywiście bez wzajemności, do zatopienia trawlera. Okazało się, że za wszystkim stoi komórka szpiegowsko-dywersyjna gdyńskiej ekspozytury organizacji „Miecz i Krzyż”.
Książka jeśli chodzi o wątki kryminalny i produkcyjny (rybacki) jest dość ciekawa, za to wątki miłosne były dla mnie męczące i trudno mi było połapać się, kto jest w kim zakochany, szczególnie, że większość tych zakochań była bez wzajemności. Działania Bezpieki nie były jakieś wyrachowane, ani szczegółowo opisane, ale czego oczekiwać po książce napisanej na początku lat 50. W roku 1957 miał premierę film „Skarb kapitana Martensa”, którego scenariusz oparto na tej powieści. Wspólne dla książki i filmu są scenerie, niektóre postacie i tematyka rybacka, a cała reszta – w tym wątek kryminalny (w książce – szpiegostwo, w filmie – kradzież pamiętnika), a także miłosny – są całkowicie inne, na niekorzyść filmu oczywiście.
PRL-ogizmy: Plan Sześcioletni i radziecki samochód „Pobieda”.
