- Autor: Kłodzińska Anna
- Tytuł: Srebrzysta śmierć
- Wydawnictwo: MON, Wielki Sen
- Seria: Labirynt, Seria z Warszawą (tom nr 53)
- Rok wydania: 1959
- Nakład: 30000
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Klubowa Księgarnia
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego
LINK Recenzja Tomasza Lady

Kapitan Szczęsny i przypadkowa kokaina
W „Srebrzystej śmierci”, trzeciej (po: „Porucznik Szczęsny prowadzi śledztwo” i „Złota bransoleta”) powieści mistrzyni kryminału milicyjnego Anny Kłodzińskiej, główny bohater – Szczęsny – oficer śledczy z Komendy Miasta Milicji Obywatelskiej jest w randze kapitana, a pamiętamy, że zaczynał literacką karierę jako porucznik.
W utworze tym autorka sięga po temat narkotykowy, który w roku 1959 był raczej nowością. Szczęsny wraca motorem (własnym !!!) Jawa 350, od kumpla z Konstancina i zostaje potrącony przez czarnego wartburga. Całe szczęście ląduje w rowie i poza drobnymi otarciami wychodzi cało z opresji i nie wie jeszcze, że ta przypadkowa sytuacja stanie się początkiem afery narkotykowej z kilkoma trupami.
W ślad bowiem za pierwszą przypadkową sytuacją idzie druga – Szczęsny, chcąc się doprowadzić się do porządku, trafia do domku na osiedlu inżynierów na Sadybie. Wszyscy zachowują się tu nieco dziwnie, jakby byli w jakimś letargu. Szczęsny zostaje opatrzony przez jedną z mieszkających tam kobiet i…sam zaczyna czuć się dziwnie. Ledwo dociera do domu na Piękną, parkuje motor w garażu i udaje się do swego lokum na piątym piętrze (dużo szczegółów mieszkaniowych kapitana tu mamy) Niezwłocznie wzywa znajomego lekarza i szybko wychodzi na jaw iż jest…pod wpływem narkotyków, a dokładnie kokainy, która musiała być w opatrunku z Sadyby. Ta więc sprawa kryminalna sama znalazła oficera milicji, dzięki splotom przypadków, co jest typową cechą w twórczości Anny Kłodzińskiej. Kapitan wie, że musi wrócić na Sadybę i wyjaśnic co faktycznie dzieje się w odwiedzonym niedawno domu. Tak, „Srebrzystą śmierć” cechuje pewna naiwność fabuły, ale dzieje się sporo i z całą pewnością Kłodzińska nie nudzi, a to mocny aut powieści. Lekki styl powoduje, że lektura jest wciągająca. Szczęsny musi wyjaśnić, kto rozprowadza narkotyki. Wspiera go w działaniach major Daniłowicz, wspomaga porucznik Kręglewski. Ci bohaterowie będą zapełniać kolejne tomy dzieł Kłodzińskiej. Szczęsny jest tu młody i wygląda niemal na studenta, choć wcześnie posiwiał i bywa nazywany z tego powodu Białym Kapitanem. Chcąc wzbogacić wiedzę o narkotykach sięga po „Farmakologie” Supniewskiego, jak również zasięga jezyka u swego stryja – lekarza, który ma dużą wiedzę o przedwojennym rynku narkotyków i ludziach z tym związanych. W lokalu „Pod Kandelabrami” (słynna knajpa w budynku Hotelu MDM, która była czynna niemal do rana), siedząc przy kawie i giewontach (kolejny szczegół o Szczęsnym) spotyka pewnego lekarza, który zachowuje się podejrzanie. Czyżby to on był zaplątany w sprawę zwłok znalezionych w rowie pod Wilanowem? Oto jest pytanie. W użyciu był pistolet kaliber 9 mm. Śladów jest niestety mało, gdyż padał deszcz. I tu pojawia się słynna sentencja, będąca znakiem firmowym Kłodzińskiej: „Deszcz to wróg milicjanta. Zmywa wszelkie ślady niczym sprzymierzeniec mordercy. Należałoby właściwie oddać deszcz pod sąd”. Nie brak innych, równie celnych spostrzeżeń, rozsianych po fabule: „Milicjant wyśpi się tylko w grobie”. Tak, stróż prawa to osoba szczególna i czytelnik musi o tym pamiętać, a gdyby mu pamięć szwankowała, to autorka przybiegnie z odsieczą – takie zdanie wypowiada kapitan Szczęsny: „-Milicjant, który pozwoli sobie umrzeć przed dokończeniem śledztwa, jest skończoną ofermą”. Czyż nie są to urokliwe zdania, które zapadają w pamięć, nie tracą jednocześnie nic ze swej funkcji perswazyjnej? No właśnie. Zwróćmy także uwagę, że Szczęsny lubi posługiwać się mistyfilkacją, podawać za innych ludzi, wszystko zaś dla dobra śledztwa. Wszak nie każdy jest gotów otworzyć swe serce i pamięć na oścież bezpośrednio przed oficerem milicji, a przed inżynierem już bardziej.
Funkcjonariusz śledzący adwokata Meyera, który wyszedł z sądów przy Świerczewskiego, gdzie uczestniczył w rozprawach o manku w sklepie i rodzinnym mordobiciu, raportuje: „Podjechał do baru „Europa”, gdzie zjadł na stojąco flaki i wypił jedną wódkę”. Piękna mikroobserwacja. Niestety lokali na stojaka już nie ma w Warszawie. Wprawdzie nie pamiętam baru „Europa”, ale „Bar Zakopiański” na Ząbkowskiej, czy „Bar Lotos” na rogu Belwederskiej i Chełmskiej, już tak. Lektura dzieł Anny Kłodzińskiej budzi rozmaite skojarzenia i mimo, że intryga kryminalna zwykle nie jest pierwszej próby (w „Srebrzystej śmierci” mamy jeszcze trupa kobiety w Parku Skaryszewskim, co stanowi wątek wtrącony i nie mający rozstrzygnięcia), co trzeba jasno powiedzieć, to mamy tyle wartości dodatkowych i z całą pewnością jest to proza, nad którą warto się pochylić. Oczywiście późniejsza Kłodzińska (a to blisko 30 książek) jest może lepsza konstrukcyjnie, ale niestety zaczynają się pojawiać męczące wtręty propagandowo-polityczne, czego w „Srebrzystej śmierci” nie uświadczymy. No i co, nie bez znaczenia, autorka w przystępnej formie kryminału zwróciła uwagę na bardzo ważny problem społeczny, jakim zaczynała być narkomania. Później wróci do tego temat jeszcze dwukrotnie, zwracając uwagę na nasilanie się zjawiska.
