Kłodzińska Anna – Malwina przegrała milion 471/2025

  • Autor: Kłodzińska Anna
  • Tytuł: Malwina przegrała milion
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: Labirynt
  • Rok wydania: 1984
  • Nakład: 160000
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Bartosza Kaliskiego

Francuska firma ANL zrywa kontrakt z Zakładami C-12 z Golewic, a jej przedstawiciele wyjeżdżają z Polski; oficjalnym powodem zakończenia współpracy jest to, że Francuzom nie zapłacono w terminie odsetek od kapitału. Zerwanie kontraktu oznacza dla Polaków brak katalizatora bez którego niemożliwa jest produkcja amoniaku typu W-154; trzej inżynierowie-chemicy oraz główny technolog Zakładów postanawiają więc sami wyprodukować taki katalizator. Wkrótce dochodzi do zamachów na inżynierów: jeden w parku zostaje uderzony kamieniem w głowę, drugi odkrywa w kuchni odkręcone kurki z gazem, a trzeciemu ktoś podpala mieszkanie; dodatkowo w wyniku pomyłki zostaje otruty przypadkowy pracownik Zakładów. Tymczasem główny technolog wyjeżdża do Francji oficjalnie w celu nawiązania kontaktów handlowych; jest on jednak członkiem terrorystycznej grupy GET, której chodzi o działalność dywersyjną w Zakładach i jest zdecydowana nawet na wysadzenie laboratorium. Technolog chce jednak uzyskać dodatkowy zarobek od pewnej amerykańskiej firmy, której zależy na tym, aby w Zakładach nie ruszyła produkcja; gdy układ dojdzie do skutku wyśle on do Polski depeszę: „Malwina wygrała milion”.

Anna Kłodzińska niczym w tej książce swoich czytelników nie zaskoczyła, bo i niczym zaskoczyć nie mogła; miało być propagandowo, topornie i jednoznacznie – i było. Autorka tradycyjnie stawia barykadę i po jednej stronie umieszcza naszych, a po drugiej nie naszych – nasi to tym razem idealistyczni inżynierowie, a nie nasi to materialistyczne hieny. Postacie te pokazane są, również tradycyjnie, zero-jedynkowo: chemicy mało zarabiają i razem z rodzinami gniotą się po jakichś małych klitkach, terroryści zaś to zaślepione dolarami pijaki; brak w tych opisach jakiejkolwiek finezji ale, szczerze mówiąc, czy w którejkolwiek powieści Kłodzińskiej chodzi o finezyjne pokazanie postaci? w większości z nich chodzi o propagandowe walenie w głowę czytelnika, a nie o jakieś pomysłowe czy malownicze wizerunki bohaterów. Wszystko w tej książce jest do znudzenia przewidywalne: siedziba zła jest w Monachium, polska myśl techniczna jest błyskotliwa, a kontrwywiad jest wszędobylski i zawsze wyprzedza wrogów o krok – jak może być jednak inaczej, skoro ci wrogowie są pokazani jak skończone ofermy? Zamachu na życie dokonać nie umieją, otruć człowieka nie potrafią, mieszkanie podpalą i w okolicy pozostawią nasączone benzyną szmaty; potrafią tylko chlać wódę, marzy im się Wielka Eksplozja i są zachłyśnięci wizją dolarów – i tu autorka chyba się lekko zagapiła, bo sama stwierdza, że to, co dla Polaków jest majątkiem, w USA pozwala na rok życia. W ogóle Anna Kłodzińska, nie pierwszy raz zresztą, wykazuje się krótką pamięcią: Zakłady C-12 podpisały z Francuzami kontrakt w 1977 roku, a akcja dzieje się w 1983 roku i z ust jednego z bohaterów pada zdanie, że sytuacja kraju jest trudna – no, ale do tej trudnej sytuacji doprowadziła polityka władzy, którą autorka jeszcze kilka lat temu zachwalała. Można więc powiedzieć, że jest to książka typowa dla schyłkowego okresu twórczości Kłodzińskiej czyli siermiężna, propagandowa i nijaka; myślę więc, że szkoda na nią tracić czas.