- Autor: Hilkiewicz Adam
- Tytuł: Jego prywatne alibi
- Wydawnictwo: Iskry
- Seria: Klub Srebrnego Klucza
- Rok wydania: 1991
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Recenzja Pawła Nozdryna-Płotnickiego

Sierżant Roman Nowak oraz kapral Jarosław Żukowski prowadzą obserwację domu w Podkowie Leśnej; dwa dni temu tuż za jego ogrodzeniem znaleziono zwłoki prostytutki Beaty Krasuckiej.
Pewnego dnia Żukowski udaje się w ślad za mężczyzną opuszczającym obserwowany dom i warszawskich Łazienkach przejmuje od niego neseser z pół milionem złotych. Wkrótce kapral znika i Nowak podejrzewa, że został zamordowany; niedługo potem właściciel domu zostaje znaleziony martwy, a obok niego leży służbowy pistolet Żukowskiego. Nowak, któremu wiele się w tej sprawie nie zgadza, postanawia wyjaśnić ją na własną rękę i dlatego bierze dwutygodniowy urlop i zaczyna prywatne dochodzenie.
Spodziewałem się po tej książce wszystkiego najgorszego, bo uważam, że na przełomie lat 80. i 90. nie powstał w Polsce żaden dobry kryminał – i spotkała mnie niespodzianka: to jest dobra i mocna historia. Swoistym novum jest to, że tę trudną sprawę prowadzą na miejscu sierżant i kapral – w kryminałach typowo milicyjnych podoficerowie mogli co najwyżej służyć dobrą radą, a dochodzeniem zajmowali się oficerowie. Widać też zmianę stosunku narodu do milicji: to już nie jest poddaństwo; w drugą stronę zaś nie widzimy władczości – jest po prostu tak, jak powinno być zawsze czyli wzajemny szacunek i współpraca; oczywiście nie dotyczy to czarnych bohaterów, bo ci są bardziej bezwzględni niż w PRL-u. Istotne jest też to, że nie ma tutaj żadnych elementów ideologicznych – jest po prostu solidne dochodzenie i proza milicyjnego życia. Sama intryga jest rzetelna i wiarygodna, choć chwilami widać pewne niedoróbki – Nowak i Żukowski nie znają rozkładu obserwowanego domu. Jest za to trochę prawdy czasu: taksówkarz odjeżdża z postoju „na pusto”, bo jechał tam, gdzie nikomu nie pasowało – dziś rzecz nie do wyobrażenia ale w latach 80. to pasażerowie byli dla taksówkarzy. Jest kobieta, która widząc milicjanta palącego camele twierdzi, że do milicji też dotarła reforma; pojawia się instrukcja gry w snookera, bo jest to niedawno powstała gra. Ale jest też ciekawe spostrzeżenie, że żaden szanujący się milicjant nie pije alkoholu w czasie pracy – i dlatego po pracy sierżant Nowak nie jest wielbłądem, bierze bony, kupuje w Pewexie „Poloneza” i zalewa frustrację. Ogólnie jest to więc dość przyzwoita lektura i czyta się ją dobrze. I jest to, tak właściwie, ostatnia książka z Klubu Srebrnego Klucza – w 1994 ozdobiono „Kluczykiem” okładkę jednej książki, w 2000 roku drugiej, a w ostatnich latach również widziałem ten znaczek na kilku książkach; uważam jednak, że ta seria w jednolitej szacie graficznej skończyła się właśnie tutaj.
