- Autor: Francis Durbridge
- Tytuł: Portret Alison
- Wydawnictwo: Da Capo
- Seria: Crime Classic
- Przekład: Elżbieta Marszał
- Rok wydania: 1992
- Recenzent: Mariusz Młyński

Greg Forrester, młody i uznany portrecista, dowiaduje się, że jego brat Lewis, dziennikarz i zagraniczny korespondent, zginął we Włoszech w wypadku samochodowym wraz ze swoją przyjaciółką, aktorką Alison Ford.
Wkrótce u Grega pojawiają się inspektor Layton oraz major Colby ze Scotland Yardu i pytają, czy Lewis przysłał mu z Neapolu kartkę pocztową z odręcznie narysowaną kobiecą dłonią trzymającą butelkę chianti. Następnego dnia Grega odwiedza Norman Briggs, ojciec Alison Ford i prosi go, by namalował olejny portret jego córki; jako wzór przynosi kilka zdjęć oraz zieloną sukienkę. Wkrótce Greg znajduje w swojej pracowni uduszoną Jill Stewart, młodą modelkę, która niedawno mu pozowała; martwa dziewczyna ma na sobie zieloną sukienkę Alison Ford.
Żeby zrozumieć czemu ta książka jest taka dziwaczna trzeba poznać okoliczności jej powstania: otóż w lutym i marcu 1955 roku telewizja BBC emitowała na żywo sześcioodcinkowy serial, którego scenarzystą był Francis Durbridge; w archiwach BBC nie ma jego nagrań, więc mamy tu podobną sytuację, jak z najwcześniejszymi spektaklami „Stawki większej niż życie”. W 1962 roku Durbridge zrobił ze scenariusza powieść – i pewnie dlatego wygląda ona momentami jak sztuka teatralna: dialogów jest co niemiara, zwrotów akcji jeszcze więcej, a dzieje się bardzo wiele – i wydaje mi się, że aż za wiele, bo w pewnym momencie powieść zaczyna lekko męczyć i irytować. Intryga jest dość wiarygodna ale chaotyczna i lekko zwariowana – i myślę, że gdyby autor okiełznał ten chaos i kołowrotek, a położył większy nacisk na nastrój czy wizerunki postaci, to książka byłaby lepsza. Uważam więc, że jest to jedna ze słabszych powieści Francisa Durbridge’a, choć ma potencjał na bycie lepszą.
