Edigey Jerzy – Śmierć czeka przed oknem 242/2025

  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Śmierć czeka przed oknem
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Kluczyk
  • Rok wydania: 1973
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Adama Sykuły
LINK Recenzja Aleksandry Fedyny
LINK Recenzja Wiesława Kota

Starszy sierżant Władysław Kwaskowiak, znany i szanowany komendant posterunku w podwarszawskiej Podleśnej, został na terenie swojego rewiru zamordowany uderzeniem w głowę żelaznym łomem; żona Kwaskowiaka twierdzi, że od kilku miesięcy mąż wcześnie rano przed pracą wychodził w dresie na spacery trwające czasem nawet ponad godzinę.

Dochodzenie prowadzi kapitan Lewandowski; komendant wojewódzki postanawia jednak wysłać do Podleśnej majora Bronisława Niewarownego, kiedyś będącego postrachem przestępców, a teraz, po kilku niewykrytych sprawach, przesuniętego na stanowisko samodzielnego referenta do spraw badania rozwoju chuligaństwa w województwie. Niewarowny jest zgorzkniały, nie lubi Lewandowskiego i chce pokazać, że jest jeszcze przydatny; podrażniona ambicja nakazuje mu więc czasowe objęcie stanowiska komendanta w Podleśnej. Major szybko nawiązuje kontakty w kawiarni „Marysieńka” i dowiaduje się, że Kwaskowiak był milicjantem dość niekonwencjonalnym ale dzięki temu miał w swoim rewirze spokój; trudno więc wskazać kogoś, kto żywiłby do niego tak wielką niechęć, żeby go zabić. Sprawa niespodziewanie rusza do przodu, kiedy w miejscowej szkole jedna z uczennic mdleje przy tablicy, a lekarz stwierdza zatrucie mieszaniną różnych leków.

Przyznam, że nie przekonują mnie dydaktyczne kryminały w których intryga wydaje się być tylko dodatkiem do profilaktycznej pogadanki – Komenda Główna MO zorganizowała konkurs na książkę o tematyce społecznej, prawdopodobnie zasugerowała problematykę walki z narkomanią, a Jerzy Edigey taką powieść napisał i jeszcze za nią zgarnął od milicji jakąś nagrodę. Wygląda ona trochę jak baśń o szeryfie, który przyjeżdża do miasteczka, robi w nim porządek i zabłąkanych ludzi wyprowadza na dobrą drogę, a w nagrodę otrzymuje rękę rozwódki, sympatię jej córki oraz połowę jej willi; ten szeryf nie jest samotnym wojownikiem ale szybko zdobywa sympatię narodu, a nawet lokalnych opryszków z którymi pije bimber i przez których zostaje uznany za morowego gościa. Pomijam już fakt, że zarówno ten szeryf, jak i jego poprzednik, stosują metody, które dziś można by podciągnąć pod paragraf o nadużyciu władzy; kiedy jednak czytamy, że „z milicją trzeba być w zgodzie, zwłaszcza kiedy się jest kierowniczką sklepu. Zawsze można jakiś mandat oberwać”, to już wiemy, że czasy takiemu nadużywaniu sprzyjały.

Postać Niewarownego nie budzi mojej większej sympatii – ma 54 lata, a zgorzkniały jest jak stary tetryk; irytuje mnie jego rywalizacja z lepiej wykształconym oficerem od którego jest starszy tylko o jeden stopień – major prezentuje postawę typowego spiżowego mędrca, któremu należy się bezwzględny szacunek ze względu na wiek. Byłem lekko zażenowany, gdy przeczytałem, że Niewarowny „uczuł pewną satysfakcję, że udało mu się wykryć zaniedbania młodszego kolegi” – mamy tu więc piękny przykład milicyjnej solidarności. Mamy też trochę prawdy czasu, kiedy pułkownik chce dać majorowi mercedesa do zadania szyku w Podleśnej, a Niewarowny twierdzi, że to przesada, bo przecież „skąd u zwykłego majora milicji taki drogi wóz?” – tak mówi oficer starszy po ponad dwudziestu latach służby. Jest też coś egzotycznego dla młodszych czytelników – kierowniczka sklepu sugeruje majorowi zakup herbaty, a „jako ważna osoba dostanie pan, naturalnie spod lady, paczkę Yunnanu”.

Generalnie więc nie jestem zachwycony; owszem, nie jest to książka zła ale na tle innych „edigeyów” wydaje się trochę sztuczna i jej lektura mnie osobiście nie przyniosła satysfakcji. A na koniec trochę statystyki: wydano tę książkę dwa razy, pierwszy raz w 1973, a drugi w 2024 roku; drukowano ją w 1972 roku w „Gazecie Robotniczej” i w „Sztandarze Ludu”, a 2 listopada 1977 roku wyemitowano słuchowisko pod lekko zmienionym tytułem „Śmierć czyha przed oknem”. Wydano ją też w wyjątkowo wielu językach: w 1975 roku po niemiecku („Der Tod wartet vor dem Fenster”), w 1977 po czesku („Smrt čeká před oknem”), w 1988 po słowacku („Smrť čaká pred oknom”), a w 1990 po bułgarsku („Смъртта дебне под прозореца”). Miała też, rzecz jasna, swoje wydania rosyjskie i to aż cztery i za każdym razem w rozmaitych antologiach – i, co ciekawe, w 1991, 1992 i 2000 roku wydano ją jako „Incydent w spokojnej wiosce” („Случай в тихом посёлке”), a dopiero w 2024 roku pod właściwym tytułem („Смерть ждёт у oкнa”).