Dziewulski Jerzy, Pyzia Krzysztof – Jerzy Dziewulski o polskiej policji 324/2025

  • Autor: Dziewulski Jerzy, Pyzia Krzysztof
  • Tytuł: Jerzy Dziewulski o polskiej policji w rozmowie z Krzysztofem Pyzią
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • Rok wydania: 2017
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Tempelhof na Okęciu, czyli jak to naprawdę było z tym biletem do Frankfurtu

Osiemnasty odcinek serialu „07 zgłoś się” nosi tytuł: „Bilet do Frankfurtu”. Scenariusz powstał na podstawie opowiadania Ryszarda Bugajskiego. „Decydującą akcję na warszawskim lotnisku „Okęcie” przeprowadził major Dziewulski – dowódca brygady antyterrorystycznej.

Drużynę milicjantów, ubranych w szare kaski i nakrapiane kurtki, zapakował na dwa gaziki (w filmie były to UAZ-y 469) i wraz z nimi ruszył w ślad za startującym samolotem pasażerskim AN-24. Opowiadanie ma epickie zakończenie: „Major [Dziewulski] schował pistolet do kabury. Wolnym krokiem szedł pustym pasem startowym w stronę zabudowań”. W filmie odcinki serialu kończą się zatrzymaniem obrazu, ale ten odcinek jest wyjątkowy. Obraz nie został zatrzymany, a scena idącego spokojnym krokiem, z hełmem w ręku, majora (oddalającego się od kamery) jest naprawdę wyjątkowa. W ogóle akcja na lotnisku jest tym, co najbardziej utkwiło mi z całego serialu.” https://www.klubmord.com/recenzje/recenzje-2022/szmagier-krzysztof-bilet-do-frankfurtu-262-2022/

O tym jak naprawdę wyglądała akcja przedstawiona w końcówce tego odcinka możemy dowiedzieć się z recenzowanej pozycji liczącej 320 stron, z ceną okładkową 35 zł. Historia milicyjnej służby porucznika Jerzego Dziewulskiego na lotnisku „Okęcie” opisana jest w trzech rozdziałach, na stronach od 212 do 266 (z przerwą na inną akcję). Komendę Centralnego Portu Lotniczego Warszawa-Okęcie utworzono w roku 1975. Dziewulskiego przeniesiono tam z Pałacu Mostowskich, gdzie od roku 1971 – jako starszy inspektor – pracował w … wydziale kadr Komendy Stołecznej MO. Wcześniej przy lotnisku działał mały komisariat. Utworzenie tam większej jednostki było efektem zdarzeń, do jakich doszło w okresie od października 1969 roku do października 1970, kiedy to Polska była niechlubnym światowym liderem pod względem liczby porwań samolotów. Łącznie w naszym kraju dokonano w tym okresie 34 zamachów na samoloty cywilne (na lotnisku w Warszawie dokonano 4 prób zamachów, ale wszystkie zostały udaremnione). Podstawowym celem działań sprawców tych przestępstw była chęć ucieczki z kraju. Ciekawa jest statystyka urządzeń wykorzystywanych do tych przestępstw: noże, brzytwy, skalpele (8 zamachów), granaty (8), broń palna krótka (7), ładunki wybuchowe – bomby (4), materiały wybuchowe – trotyl, dynamit (4), broń palna długa (3). Zapyta ktoś: jak to możliwe, że tyle niebezpiecznych przedmiotów udało się sprawcom wnieść na pokład? Odpowiedź jest prosta: nie było żadnej ochrony lotniska ani kontroli bagażu!

W warszawskiej komendzie lotniska było kilka komórek organizacyjnych: wydział dochodzeniowo-operacyjny, sekcja patrolowa ruchu drogowego, sekcja finansowa oraz wydział zabezpieczenia naziemnego, którego szefem został Dziewulski. Zadaniem jego wydziału były czynności związane z zabezpieczeniem antyterrorystycznym obiektu, w tym: przeszukiwanie osób, kontrola dokumentów, organizowanie list osób zastrzeżonych do odlotu, współpraca z wydziałem prewencji.

W tamtym okresie głównym celem naszych rodaków porywających rodzime samoloty było lotnisko Tempelhof, położone koło Berlina. Doszło nawet do tego, że skrót „LOT” tłumaczono jako „Landet Oft in Tempelhof”, czyli „Często ląduję na Tempelhof”. Tylko w roku 1981 aż 10 razy porywano u nas samoloty pasażerskie, co stanowiło 27% wszystkich porwań w tym okresie na całym świecie.

Do jednego z najbrutalniejszych porwań w historii naszego lotnictwa doszło po południu dnia 22 września 1981 roku. Uprowadzono samolot lecący z Warszawy do Słupska. Trzech sprawców – dwóch mężczyzn i jedna kobieta – terroryzując stewardesę skalpelem, zażądali zmiany kierunku lotu na Tempelhof. Pilot zmienił kierunek lotu, ale na … Okęcie, o czym skrycie poinformował – wykorzystując chwilową nieuwagę sprawców – wieżę kontroli lotów w Warszawie. Postąpił tak, gdyż lot do Berlina byłby o wiele bardziej niebezpieczny z uwagi na „ewolucje”, jakie wyczyniali radzieccy piloci myśliwców, którzy usiłowali w ten sposób zmusić porwane samoloty do zawrócenia z lotu poza granicę. Na pokładzie doszło do niebezpiecznych wydarzeń: jednego z pasażerów omal nie powieszono, a w korytarzu pomiędzy siedzeniami rozlano benzynę. Oczekując na przylot AN-24, z pięćdziesięcioma pasażerami na pokładzie, na żądanie Dziewulskiego, napis na budynku lotniska „Warszawa-Okęcie” zasłoniono banerem z napisem … „Tempelhof”, przygotowanym już kilka miesięcy wcześniej. A ponadto wygaszono światła na Pałacu Kultury i Nauki oraz oświetlenie pałacu w Wilanowie i budynku Dworca Centralnego. Milicjanci mający wziąć bezpośredni udział w akcji założyli wyprodukowane w Szwajcarii kuloodporne kamizelki, specjalnie w kolorze białym, gdyż taki kolor przyciągał uwagę sprawców i podświadomie celowali oni w kamizelki, a nie w głowę funkcjonariuszy, co dla milicjantów było o wiele bezpieczniejsze. Antyterroryści wsiedli do trzech UAZ-ów typu Afganistan, czyli 469 KPV. Kiedy samolot wylądował i kołował, każdy pojazd ruszył do innego wejścia, a były ich właśnie trzy: główne z tyłu oraz do luku bagażowego z przodu i z tyłu. Akcja przebiegła sprawnie, ale pojawiły się komplikacje …

„Bilet do Frankfurtu” wyprodukowano w roku 1984, a więc prawie trzy lata po zdarzeniu. Jak łatwo można się zorientować fabuła filmu bardzo różni się od autentycznych wydarzeń. Relacja Dziewulskiego jest dość szczegółowa i posiada dobrze nakreślone tło. Poza opisanym fragmentem nic więcej z książki tej nie czytałem. Jednak zdecydowanie więcej jest niej o milicji niż o policji. Pewnie to i dobrze.