Szlafrok barona Boysta – Dorota Samborska 72/2012

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Szlafrok barona Boysta
  • Wydawnictwo: LTW
  • Seria:
  • Rok wydania: 2009
  • Nakład:
  • Recenzent: Dorota Samborska

LINK Recenzja Ewy Helleńskiej
LINK Recenzja Moniki Przyguckiej

Późnosocrealistyczny kryminał wychowawczy

Gdyby ogłosić plebiscyt na najbardziej infantylne tytuły książek — Zeydler-Zborowski wygrałby nawet z Brzechwą! Tendencja sygnowania kryminałów niewyszukanymi tytułami nie była jednak zjawiskiem odosobnionym (wyjątkiem jest prawie wyłącznie Słomczyński).

Dość prymitywna tytulatura powieści Zborowskiego nie była jednak przypadkowa, przeciwnie — miała stanowić rodzaj wabika czytelniczego, wzbudzającego zainteresowanie prima facie. Rzecz jasna — u określonej grupy odbiorców, z pewnością nie szukających w księgarniach czy bibliotekach lektury wyrafinowanej czy skłaniającej do intelektualnego wysiłku, ale książki łatwej, przyjemnej, zabijającej czas. Wyobraźmy sobie jednak, jakie wrażenie mógł wywołać tytuł: Szlafrok barona Boysta — kiedy zaczęto publikować powieść na łamach „Kuriera Polskiego” u schyłku lat 50-tych. Asocjacje społeczne i estetyczne zogniskowane wokół obco brzmiącego nazwiska arystokraty, właściciela luksusowej zapewne (projektant okładki książkowej miał te same skojarzenia — szlafrok musiał być bordowy, jedwabny, haftowany) części męskiej garderoby musiały wędrować w kierunku nostalgiczno-zawistnym, co na tle powojennej szarzyzny i męczącej propagandy było zjawiskiem jak najbardziej zrozumiałym.

Szlafrok barona Boysta to typ kryminalnej powieści szpiegowskiej. Wykształcony, przystojny, wyposażony w cechy supermana kapitan Stasiak jest „zwykłym” milicjantem. Ostrożność władz, dyktowana brakiem zaufania wynikającym z jego zachodnich koneksji powoduje, że Stasiakowi nie powierza się zadań, do których posiada faktyczne kwalifikacje i wykazuje predyspozycje — do pracy w kontrwywiadzie. Refleksje o niesłusznym marginalizowaniu raz po raz nawiedzają niespełnionego, acz ambitnego milicjanta. Ambicja i chęć wykazania się inspirują Stasiaka do podjęcia się ryzykownego zadania: wcielenia w rolę członka szczecińskiej szajki przestępczej. Tymczasem w Warszawie zostaje zamordowany kolega Stasiaka, kapitan Borecki, a na miejscu przestępstwa znalezione zostają podejrzane przedmioty, sugerujące splot przedziwnych okoliczności i osób. Stasiak włącza się w śledztwo, a w jego trakcie zostanie mu (przez barona Boysta, oczywiście) zaproponowana praca w wywiadzie. Stasiak podejmie współpracę…

Na jednej szali: patriotyzm, honor, uczciwość, na drugiej — niewyobrażalny dla Polaka gomułkowskiej „małej stabilizacji” luksus zachodniego życia: wystawny stół z rozkoszami podniebienia, ekskluzywne samochody, wysokogatunkowe ubrania, wytresowana służba, efektowne kobiety… smak dolce vita. Czy Stasiak okaże się lojalnym Polakiem? Sumiennym milicjantem? Człowiekiem honoru? Czy za cenę świecidełek zaprzeda się obcym (Niemcom!)? Czy potrafi przewidzieć, czym jest życie szpiega? Opalizującą i dla czytelnika niepewną kreację Stasiaka uzupełnia wprowadzenie młodego wówczas Downara, milicjanta na wskroś uczciwego i przenikliwego w swoich domysłach — podejrzewając Stasiaka o kłamstwo, stanie — przez moment — po drugiej stronie „muru”.

Historia opowiedziana w Szlafroku nie ma zbyt wiele wspólnego z historyczną prawdą (warto zauważyć rolę, jaką przeznacza Zborowski Ukraińcom), realiami społecznymi czy nawet zwyczajnym życiowym prawdopodobieństwem. To pisana zapewne na zamówienie forma propagandowa, prezentująca świat zachodni w aurze niebezpieczeństwa ze zdradzieckimi refleksami (złotowłosa Ruth — osobliwa „Mata Hari”), polski zaś jako „wspaniały świat”, który zapewnia obywatelom wygodne (sic!) i bezpieczne życie; powieść tym groźniejsza, że znakomicie napisana. Akcja płynie wartko, a ciekawość czytelniczą podsyca wprost proporcjonalna do przeciętnego, polskiego patriotyzmu zagadka: „czy Stasiak zaprzeda się jedwabnym szlafrokom w chińskie smoki?”.