Śmierć i trochę miłości – Marzena Pustułka 8/2012

  • Autor: Marinina Aleksandra
  • Tytuł: Śmierć i trochę miłości
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
  • Seria: Mroczna Seria
  • Rok wydania: 2007
  • Nakład:
  • Recenzent: Marzena Pustułka

„Ach, co to był za ślub…”

Bardzo spodobała mi się kolejna opowieść o przygodach inteligentnej rosyjskiej milicjantki Anastazji Kamieńskiej. Jest trochę inna od tych które czytałam, ale niezmiennie interesująca i wciągająca czytelnika po same uszy.

Doskonały i oryginalny pomysł kryminalnej intrygi. Umierające panny młode …..świetne, po prostu świetne. A zaczyna się wszystko (przynajmniej dla naszej bohaterki ) od tajemniczego anonimu który Nastka dostaje w przeddzień swojego ślubu, a którego autor przestrzega ją aby tego nie robiła, bo pożałuje. W zasadzie nic w tym liście nie wskazuje, że chodzi o ślub, więc Anastazja pomyśli o zupełnie innej sprawie, kojarząc anonim z pewnymi zawodowymi sprawami. Jednak następnego dnia , w urzędzie stanu cywilnego gdzie Nastka przed chwilą zawarła związek małżeński zostaje zamordowana inna młoda kobieta , inna panna młoda oczekująca na ceremonię zaślubin. Przypadek, czy też coś naprawdę „jest na rzeczy?” A jeżeli nie przypadek to co? Jakby mało było jednej tragedii okazuje się, że dwie godziny wcześniej , w innym urzędzie stanu cywilnego w Moskwie została zamordowana inna panna młoda. Bez wątpienia sprawy się łączą — obydwie dziewczyny zginęły w damskiej toalecie, a właściwie w drzwiach prowadzących z toalety do przedsionka — palarni, z której drugie drzwi prowadziły do toalety męskiej, obydwie zastrzelone. Pisze o tym tak dokładnie, ponieważ to ważne — mordercą może być zarówno kobieta jak i  mężczyzna. Nastka wprawdzie zaraz po ślubie rozpoczęła miesięczny  urlop, ale to oczywiście wcale nie przeszkadza jej prowadzić śledztwo, trochę prywatnie, trochę za pośrednictwem kolegów z wydziału. A śledztwo z miejsca staje się wielotorowe i zagmatwane. Pierwsze podejrzenie zakładało, że ofiarą miała być Nastka, morderca po prostu się pomylił. Jednak po drugiej zbrodni założenie takie stało bardzo mało prawdopodobne. A więc co, szaleniec lata po Moskwie i morduje panny młode? Zawiedziony żonkoś? Odstawiony narzeczony?  A może coś łączyło obydwie kobiety, a może ktoś chciał nie dopuścić do ślubu jednej, a drugą zabił dla kamuflażu, aby sprowadzić śledztwo na fałszywy trop? Potworne, ale nie można takiej ewentualności  wykluczyć. W końcu śledztwo skupia się przede wszystkim wokół rodziny jednej z par, której morderstwo przeszkodziło w zawarciu małżeństwa ( ona nie jest ofiarą, ale w atmosferze śmierci zrezygnowała z zaślubin, przekładając je na późniejszy termin). Wiadomo, że wiele osób nie życzyło sobie tego mariażu, i oni stają się głównymi podejrzanymi. Powoli, krok po kroczku, trochę dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności (okazuje się, że są one niezbędne nie tylko w PRL-owskich kryminałach milicyjnych ) Nastka dochodzi w końcu do prawdy, która nawet ją zaskakuje. Bez fałszywej skromności przyznam się, że  od początku podejrzewałam konkretną i jak się okazało właściwą osobę, chociaż motywy wyszły na jaw dużo później.
Bardzo fajnie się czyta, wątek kryminalny poprowadzony umiejętnie i interesująco. Dużą zaletą książki jest — jak zawsze u Marininy — bogate tło społeczno-obyczajowe, niezmiernie zawsze mnie zaskakuje ta nowa Rosja, chciałabym tam pojechać i powęszyć ( ostatni raz była w Moskwie na olimpiadzie w 1980 roku ), ale na pewno nie chciałabym tam żyć. Nawet zakładając, że należałabym do grupy nowobogackich milionerów. To zdecydowanie nie jest kraj dla mnie, pomimo wszystko u nas jest jakoś normalniej. Książkę jednak zdecydowanie polecam, oprócz dobrego kryminału znajdziemy tam mnóstwo intrygujących szczegółów o nowej Rosji, których nie przeczytamy w żadnych oficjalnych mediach.