Ciemna jaskinia – Dorota Samborska 35/2012

  • Autor: Kwaśniewski Kazimierz
  • Tytuł: Ciemna jaskinia
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1967
  • Nakład: 30000
  • Recenzent: Dorota Samborska

LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego

„Gdzież więc za dnia znajdziesz jaskinię tak ciemną, by mogła oblicze twoje straszne zamaskować?”

Pisarstwo kryminalne Macieja Słomczyńskiego, uprawiane i w celach zarobkowych, i jako ćwiczenie warsztatowe, powstawało zrazu na marginesie twórczości o ambitniejszym kształcie.

Należały do niej przekłady W. Szekspira czy J. Joyce`a, wszak jako dwujęzyczny, miał Słomczyński warunki do tego, aby translacje (zwłaszcza zaś Ulissesa) wykonać nie tylko ze znawstwem, ale i niejako poprzez lingwistyczną intuicję; pisał też teksty beletrystyczne, choćby eseje Sam przeciw Tebom czy Krajobraz ze Skorpionem, a nawet sztuki sceniczne. Niewątpliwie jednak prawdziwą popularność zawdzięcza Słomczyński wykreowanemu przez siebie Joe Alexowi — jako bohaterowi szeregu powieści kryminalnych, których akcja rozgrywa się na Wyspach Brytyjskich. Zanim jednak akcję powieści przeniesie autor na grunt angielski, pod fiktonimem Kazimierz Kwaśniewski opublikuje cztery „polskie” kryminały milicyjne. Trzy z nich (Gdzie jest trzeci król?, Zbrodniarz i panna, Śmierć i Kowalski) zostały nawet przeniesione na ekran.

Najdojrzalszą spośród nich wydaje mi się jednak powieść Ciemna jaskinia, której akcja rozgrywa się w latach 60-tych, w miasteczku Poręba Morska, na Ziemiach Odzyskanych. Topografia opisywanego miasteczka może wskazywać na Darłowo — z jego ratuszem i barokowymi kamieniczkami oraz innymi detalami przestrzeni. Tam właśnie w upalne popołudnie lipcowe przyjeżdża z Warszawy młode małżeństwo. Celem ich przybycia nie jest jednak letni wypoczynek. Wręcz przeciwnie — powód, dla którego znaleźli się w nadmorskim miasteczku jest smutny: pogrzeb tragicznie zmarłego stryja. Wkrótce okazuje się, że życzeniem zmarłego było, aby jedyni jego krewni odziedziczyli dom i osiedlili się w Porębie na stałe. Początkowy zamysł małżonków o pozostaniu w uroczym, cichym miasteczku przekreśla straszliwe odkrycie: w domu zmarłego, który miałby stać się teraz ich domem, odkrywają ludzki szkielet. Świeża zaprawa i nowe cegły wskazują na to, że zamurowania dokonano niedawno. Sytuacja staje się jeszcze bardziej makabryczna, gdy młody miejscowy milicjant odkrywa, że rzekomo przypadkowa śmierć starego Mroczka (przez utonięcie) nie była jednak… przypadkowa. Krąg podejrzanych o zbrodnię zawęża się do osób z otoczenia zmarłego. Motywy — z niedawnej przeszłości i z czasów wojny — splatają się ze sobą i zagęszczają, rysując logiczny ciąg przyczyn, następstw i skutków. A odsłanianie kolejnych tajemnic staje się fascynująca przygodą czytelniczą. Słomczyński jest mistrzem w konstruowaniu logicznego i spójnego świata przedstawionego. Nic nie jest incydentalne, nic — bezzasadne. Wszyscy mogą być podejrzani, także ci najbliżsi, a może zwłaszcza oni. Milicjant Żelechowski musi działać zgodnie z logiką mordercy i podążać jego śladem, w przeciwnym razie … ofiar może być więcej. Zadanie okazuje się skomplikowane.

Każda powieść autora Cichym ścigałam go lotem zawiera aluzje do tekstów kultury, zwłaszcza do Szekspira czy tragików greckich. Także Ciemna jaskinia zaopatrzona jest w motto, zaczerpnięte z arcydzieła literatury światowej (z Szekspirowskiego Juliusza Cezara). W tych mottach kryje się podpowiedź… Nie inaczej jest i tutaj. Tytułowa ciemna jaskinia ma wartość podwójną: dosłowną, jako miejsce ukrycia szkieletu dawno zmarłego człowieka oraz metaforyczną, dotyczącą tożsamości i jej maski.

Obcowanie z pisarstwem Słomczyńskiego dostarcza nie tylko przyjemności czytania, autor ma dar sugestywnego opisywania przestrzeni, obdarzonej stygmatem deja vu. Małe, ciche, senne miasteczka nadmorskie, wyludnione plaże, stary rynek „z miniaturowym ratuszem”, rozgrzany asfalt, cisza trwania. Inny Czas! Jakże chciałoby się tam być — teraz, zaraz kontemplować spleen trwania. Nawet za cenę… trupa za ścianą.