Uwaga, komunikat specjalny – Norbert Jeziolowicz 57/2011

  • Autor: Safjan Zbigniew
  • Tytuł: Uwaga, komunikat specjalny
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 11
  • Rok wydania: 1969
  • Nakład: 100257
  • Recenzent: Norbert Jeziolowicz



Życie to nie kodeks

W popkulturze Peerelu Zbigniew Safjan to niewątpliwie jedno z  najbardziej wybitnych nazwisk. I to nawet nie dlatego, że przez sponad 30 lat był członkiem rządzącej partii (nawet chyba jej miejskich warszawskich władz), ale z powodu osiągnięć twórczych, które były poza wszelkim podejrzeniem o sukcesy wspierane metodami administracyjnymi przez partyjnych  kolegów.

Był on bowiem połową duetu scenariuszowego używającego pseudonimu Andrzej Zbych i odpowiedzialnego  za wykreowanie postaci kapitana Klossa oraz redaktora Maja. Lepszej rekomendacji niż serial „Stawka większa niż życie” wtedy nie było, a i dzisiaj przygody  Stanisława Mikulskiego w mundurze Abwehry ma pewnie całkiem przyzwoitą  oglądalność.

I muszę uczciwie przyznać, że ten zeszyt Ewy – jedyny autorstwa Safjana – spełnił moje pokładane w  nim nadzieje, chociaż wyraźnie autor zrezygnował z wątków o charakterze bardziej przygodowym na rzecz analizy postaw moralnych i źródeł zachowań bohaterów.

Wszystko zaczyna się od tego, że szef wzywa kapitana Rusaka późnym wieczorem  do komendy (za każdym razem okazuje się, że przełożeni spędzają w komendzie więcej czasu niż podwładni ?). Ta nagła prośba wynika z faktu, że  inny funkcjonariusz , kapitan Miernicki,  miał zawał serca i należy przejąć prowadzone przez niego  śledztwo w sprawie morderstwa. Stan zdrowia chorego oficera jest na tyle poważny, że lekarze zabronili kontaktów z nim, a więc jedyne informacje pochodząc z akt i notatek służbowych.  Ten zeszyt dziele się zresztą na dwie mniej więcej równe połowy – w pierwszej kapitan Rusak zapoznaje się z dotychczas zebraną dokumentacją, a w drugiej prowadzi już własne dochodzenie. Zresztą obaj kapitanowie znają się jeszcze z czterdziestego piątego roku, początków Milicji Obywatelskiej, a więc okresu utrwalania władzy ludowej.

Ta feralna sprawa morderstwa to zabójstwo niejakiego Michała Tworowskiego, czterdziestoośmiolatka, który w ciągu piętnastu lat  był kolejno urzędnikiem jednego z centralnych zarządów, agentem handlowym prywatnej firmy produkującej broszki, współwłaścicielem warsztatu samochodowego, a ostatnio deklarował utrzymywanie się z prac  dorywczych. Został on zamordowany  we własnym mieszkaniu („nowe budownictwo spółdzielcze, domy z kolorowymi balkonikami, pawilon handlowy, ogródek jordanowski dla dzieci”)  uderzeniem bagnetu w okolice serca.

Historia jest więc dość standardowa, rozwija się także w sposobów nie odbiegający  od rutyny powieści milicyjnych: działania MO są zakrojone są jak zwykle na bardzo szeroką skalę, wszystkie wątpliwości są wyjaśniane w tempie zaiste ekspresowym, ściągane materiały z całego kraju, całe zastępy wywiadowców tropią podejrzanych i tak dalej. Rozpracowując pozornie uczciwego człowieka milicja dociera oczywiście do świata przestępczego, jako że denat trudnił się także paserstwem (funkcjonariusze słusznie wychodzą z założenia, że musiał z czego żyć).

Jednak, to co jest w tej noweli najciekawsze, to łączenie motywów klasycznych ze złotego wieku powieści detektywistycznej z nowoczesnymi (jak na koniec lat 60-tych) pochodzącymi z amerykańskich filmów kryminalnych. Za tradycyjny pomysł można bowiem uznać sytuację   locked room mystery, jako że  z analizy czasu zgonu, sprawdzania alibi potencjalnych podejrzanych  oraz innych uwarunkować wynika jasno, że nikt z mieszkańców bloku oraz ewentualnych  innych gości nie mógł popełnić tego  morderstwa. A jednak znaleziono zwłoki. Zaleta tak postawionej zagadki kryminalnej  z punktu widzenia czytelnika jest to, że w takiej sytuacji śledztwo musi być prowadzone nieco inaczej, a finalny sukces zależy od inteligencji i milicjanta, a nie skrupulatności badania śladów. Z drugiej jednak strony obaj prowadzący śledztwo  nie są usatysfakcjonowani wynikiem swojej pracy  – wskazano co prawda złoczyńcę  (a nawet udowodniono mu winę), ale wszyscy zdają sobie sprawę, że ukarano jedynie rękę, a nie faktycznego inicjatora zbrodni. Sumienie kapitana Rusaka nie może znieść tej sytuacji ze spokojem (zapewne choroba jego poprzednika jest także wywołana tym faktem). W tym zeszycie bohaterowie nie mają więc poczucia sukcesu, a pozostaje im  jedynie frustracja i rozczarowanie, że życie jest bogatsze niż przewiduje to kodeks karny, a morderca czasami może okazać się jednocześnie ofiarą.

Przy czym, akurat to rozczarowanie dobrze świadczy o milicjantach, których celem jest przywrócenie porządku świata poprzez doprowadzenie przed oblicze Temidy osoby naprawdę winnej morderstwa, a nie tylko poprawienie bieżącej statystyki wykrywalności.

A sposób na wyprowadzenie milicji w pole zastosowany przez mordercę jest naprawę pomysłowy i jak by się wtedy powiedziało – w niczym nie ustępuje zachodnim powieściom  kryminalnym, a nawet je niekiedy przewyższa.