„Tajemniczy pasażer” i „Nienawiść” (opowiadania) – Robert Leśniewski 104/2011

  • Autor: Kłodzińska Anna
  • Tytuł: „Tajemniczy pasażer” i „Nienawiść”
  • Wydawnictwo: Kurier Polski 1961 Nr 180-181, Kurier Polski 1961 Nr 270-271
  • Seria: Gazetowiec
  • Rok wydania: 1961
  • Nakład:
  • Recenzent: Robert Leśniewski

Jak pozbyć się żony, czyli klasyk inaczej.

Na początku lat 60-tych ub.wieku pozycja Anny Kłodzińskiej wśród rodzimych twórców literatury kryminalnej stale umacniała się. Czytelnicy nie mogli narzekać na brak propozycji.

Wprawdzie kapitan Szczęsny kończył już działalność na kartach wielkoformatowego Labiryntu i dopiero przymierzał się do podboju czytelnikowskiego Jamnika, co nastąpiło za kilka lat, ale lukę pomiędzy wspomnianymi seriami doskonale wypełniły wydawane wówczas powieści w odcinkach, tak zwane gazetowce. Uprzywilejowani byli czytelnicy popołudniówki „Kurier Polski” oraz „Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, tu bowiem pojawili się „Zaprzysiężeni złu” (późniejsza „Przegrana stawka” w wydaniu książkowym), następnie „Malwersanci” i inne tytuły.
Być może satysfakcja z dotychczasowych osiągnięć w sprawdzonej formule sprawiła, że autorka postanowiła nieco urozmaicić swoją ofertę. W 1961 roku na łamach wspomnianego już „Kuriera Polskiego” ukazały się 2 opowiadania: „Tajemniczy pasażer” oraz „Nienawiść”.
Bohaterem tego drugiego jest mąż, który postanowił zamordować swoją żonę.
Nic nowego, chciałoby się powiedzieć, ale okazało się, że bynajmniej nie perspektywa odziedziczenia wielkiego majątku była powodem tej decyzji. Chciał ją zabić, ponieważ… zaczął czuć do niej narastającą odrazę fizyczną, bo była coraz starsza, brzydsza, a w szczególności… „brzydziły go jej rzadkie, tłuste włosy, tłusty brzuch zwisający fałdami pod kuchennym fartuchem, niechlujny wygląd”. Postanowił zatem otruć ją gazem w nocy w czasie pozorowanego wyjazdu służbowego. I nawet pojawiające się wyrzuty sumienia, że kiedyś ją kochał, że w czasie wojny narażała dla niego życie, a gdy chorował nie odstępowała od jego łóżka nie zdołały go odwieść od tej decyzji.
Drobiazgowo przygotowany plan nie powiódł się – akurat tej nocy, gdy odkręcił kurki z gazem, z powodu przeglądu sieci gazowniczej odcięto jego dopływ do mieszkań. Mąż nie wiedział o tym, natomiast dręczony bezpośrednio po swoim czynie coraz większymi wyrzutami sumienia nie wytrzymał presji i popełnił samobójstwo skacząc z mostu.
W zupełnie innej konwencji utrzymane jest opowiadanie „Tajemniczy pasażer”. To coś w stylu „opowieści niesamowitych” lub „opowieści z dreszczykiem”, gdzie słuchacze na koniec odkrywają, że narrator przedstawiający całą historię sam gra w niej główną rolę.
Oto taksówkarz zabiera późnym letnim wieczorem pasażera z Ośrodka Wypoczynkowego  PTTK w Zegrzynku do Warszawy. Zaczyna się burza, a kierowca dla zabicia czasu opowiada pasażerowi pewną historię związaną z tym miejscem. Przed rokiem właśnie tutaj został zatrzymany przez milicję w czasie swojego urlopu. Chodziło o domniemany współudział w napadzie rabunkowym i zabójstwie, sprawcy bowiem w czasie ucieczki korzystali w jego taksówki. Później wyjaśniło się, że nie miał z tą sprawą nic wspólnego, natomiast zapamiętał wiele szczegółów z tamtych wydarzeń, miedzy innymi zauważył pistolet u jednego ze sprawców; w ocenie taksówkarza było to parabellum dziewiątka. Pasażer z zainteresowaniem wysłuchał całej opowieści, a po przyjeździe taksówki na miejsce na ul.Ursynowską (okazało się, że pod ten sam adres kierowca wiózł przed rokiem przestępców) uprzejmie sprostował, że widzianą przez kierowcę bronią było nie parabellum, tylko TT. W chwilę po wejściu do domu mężczyzna został z niego wyprowadzony w kajdankach przez milicję, a do taksówkarza chyba dotarło wtedy, kim był jego tajemniczy pasażer.
Fani Kłodzińskiej niewątpliwie mogą odłożyć te utwory z mieszanymi uczuciami, może też z pewnym rozczarowaniem. To nie to samo, co zarwanie nocy nad kolejnym tomem przygód Białego Kapitana. W dodatku początkowo trudno ocenić, z czym mamy do czynienia. W pierwszym momencie lektury nasuwa się myśl, że jest to jakiś zalążek niedokończonej powieści; ogromna spuścizna literacka autorki każe przypuszczać, że miała w swojej szufladzie wiele szkiców bądź tylko pomysłów, których później nie
wykorzystała. Jednak te opowiadania sprawiają wrażenie zamkniętych całości. Bardziej prawdopodobne jest to, że są to zasłyszane w czasie dziennikarskiego życia autentyczne historie, przedstawione w sfabularyzowanej formie. Z tego też powodu nie ma sensu dogłębnie ich analizować, chociaż pewne wątpliwości pojawiają się od razu. W pierwszym opowiadaniu jest to przede wszystkim motyw czynu, który nawet przy uwzględnieniu najwyższego stopnia mężowskiej determinacji jest mało przekonujący czy też fakt nieskrępowanego obnoszenia się z bronią palną wobec osób postronnych, jak to ma miejsce w drugim z opowiadań. Być może Kłodzińska nie była ze swoich propozycji zadowolona, być może na kolejne tego typu przedsięwzięcia nie miała już czasu; praktycznie tworzyła i wydawała swoje powieści bez przerwy, niemal taśmowo. Jedno jest pewne – więcej takich opowiadań nie powstało (w każdym razie nic dotychczas na ten temat nie wiemy). A odnośniki do współczesności, co zawsze stanowiło zaletę jej twórczości?
Zaledwie migawki, ale warto je odnotować. Wzmianka o jeździe rozkopanymi Alejami Jerozolimskimi brzmi przecież boleśnie znajomo, a w Ośrodku PTTK w Zegrzynku jeszcze niedawno można było przyjemnie odpocząć. Szkoda, że obecnie (wg informacji z internetu) jest on zamknięty i przeznaczony do remontu…