Romans – Waldemar Szatanek 60/2011

  • Autor: Lassota Ryszard
  • Tytuł: Romans
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo MON
  • Seria:
  • Rok wydania: 1975
  • Nakład: 20000
  • Recenzent: Waldemar Szatanek

„Dwa w jednym… Niestety”

Ryszard Lassota niewątpliwie inną książkę rozpoczął a inną napisał. Gdyby trzymał się typowej dla siebie, pierwotnej wersji, moja recenzja wyglądałaby tak : „Starego partyzanta Karolkiewicza który dorabiał sobie jako strażnik na budowie nowej fabryki chcą wrobić w malwersacje i kradzież, w związku z tym postanawia odnaleźć chłopaków z oddziału i jak za dawnych lat wyprowadzić wroga w pole. Niestety lata upływają i jedni zdobyli stanowiska, innym zdrowie nie pozwala, jeszcze  innych nie można odnaleźć i tylko Tomek Tokarski – syn najlepszego przyjaciela Karolkiewicza  (wydaje mu się że ma wobec własnego ojca dług ) postanawia pomóc staremu partyzantowi. Jego zadaniem jest odciągniecie milicyjnego „ogona” śledzącego Karolkiewicza. A ponieważ śledzącą okazuje się atrakcyjna funkcjonariuszka Tomek postanawia wdać się z nią w tytułowy „Romas”…” — brzmi ciekawie ? Takiego kryminału jeszcze nie było ? A no właśnie ale Lassota mimo iż napisał najdłuższą ze swoich książek tym razem zrezygnował z typowych dla siebie zagrywek. (Oczywiście nie do końca bowiem tradycyjnie  bohaterami są młodzi ludzie jak spod sztancy z innych jego dzieł, również miejsce i jeden z oficerów armii występowali już  we wcześniejszych tekstach Lassoty — zresztą to by sugerowało że w początkowym zamyśle miało to być typowe jego dzieło )
Niestety z jakiegoś powodu autor postanowił pobawić się w powieść psychologiczno-obyczajową, na dodatek przedstawia nam kilku bohaterów, czyniąc w poszczególnych rozdziałach z nich narratorów i każąc im opisywać ze swojego spojrzenia, te same historie. Co gorsza nie dość że gubi się cała akcja (np. w połowie książki już do końca znika bez słowa  gdzieś Karolkiewicz ), kwestia kryminalna  w ekspresowym tempie wyjaśnia się w ciągu przedostatniej strony jakby na siłę. Autor gubi też prowadzenie postaci które chce nam pokazać i ostatecznie mimo założenia dydaktycznego nie dowiadujemy się o żadnych konsekwencjach wynikających z wyborów poszczególnych postaci. Dochodzi nawet do tego że jedną z bohaterek poznajemy gdy idzie usunąć niechcianą ciąże  a potem mimo iż wycofała się z tego  pomysłu,  dalej jej głównym problemem jest wybór miedzy trzema chłopakami oraz decyzja gdzie iść do pracy. O potencjalnym dziecku (nawet jako argument gdy zastanawia się którego z podobających się jej chłopców wybrać nie słyszymy).Podobnych nieścisłości jest więcej. Na szczęście za to nie ma wciśniętego na siłę agenta służb zachodnich jak to często u Lassoty bywa. Ciekawym też zabiegiem okazuje się zrobienie pewnej „komedii pomyłek” w której wiele osób branych jest za kogoś innego, wiele bohaterom się wydaje że ktoś jest kimś, jest jakiś itp.. Po raz pierwszy ludzką twarz pokazuje nam ikona twardość, wychowawca młodzieży znany nam z innych dzieł kapitan Woliński. Ba tym razem wręcz zostaje obnażony, gdyż nie dość że nie chce wysłuchać dopomóc a wręcz krzyczy na swych wychowanków  to na dodatek żona go zdradza. Oczywiście żeby nie było za różowo szybko się opamiętuje a żonie pozwala odejść do innego. W momencie gdy ona się jeszcze zastanawia i powoli pakuje on nie walczy o jej uczucia (mimo iż właśnie tych emocji jej chyba brak) on decyduje się zatelefonować do jednego z zawodników by w krótkiej męskiej rozmowie wyrazić chęć swojej pomocy.. jak by co…
Reasumując nie wiem czyj „Romans” jest tytułowym gdyż mamy ich w powieści kilka, (również domniemanych i hipotetycznych),  nie wiem w jaką ostatecznie zbrodnie uwikłany jest Karolkiewicz bo z początkowej malwersacji na koniec wychodzi dużo poważniejsza zbrodnia. Ba  nawet nie wiem czy Karolkiewicz od którego wszystko jakby się zaczyna jest tylko niesłusznie oskarżony, jest starym wariatem czy mordercą kolegi z pracy. I co najgorsze dla powieści młodzieżowej nie wiem jak żyć… Wszyscy błąkają się bowiem po książce jak typowi inteligenccy „snuje” w filmach moralnego niepokoju a wszak mamy tu głównie zdrowe jądro narodu : wiejską młodzież z OHP.
Oj chyba Lassota nie zasłużył tym „Romansem” na kolejną nagrodę swojego ulubionego wydawnictwa MON…Oj nie zasłużył.
W takim momencie polecam przypomnienie sobie genialnej sceny z serialu „Zmiennicy” gdy reżyser  Barewicz po nieudanym odbiorze nagrody od obywatela Monte Christo i w związku z tym nieudanej odsprzedaży rzeczonego mercedesa jednemu z protegujących go notabli słyszy „Oj Waldemar musimy szczegółowiej przyjrzeć się waszej twórczości”.