Od zmroku do zmroku – Norbert Jeziolowicz 1/2011

  • Autor: Żołnierowicz Tadeusz
  • Tytuł: Od zmroku do zmroku
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 117
  • Rok wydania: 1980
  • Nakład: 150300
  • Recenzent: Norbert Jeziolowicz

Światełko w tunelu na końcu równi pochyłej

To chyba było moje pierwsze zetknięcie z dziełem prozatorskim Tadeusza Żołnierowicza. Biorąc pod uwagę dwie recenzje z innych książek tego autora dostępne na klubowej stronie internetowej to niewiele straciłem. Wygląda nawet na to, że najlepiej wychodziły  Żołnierowiczowi tylko tytuły jego powieści, ponieważ  szczerz mówiąc także w „Od zmroku do zmroku” najciekawszy jest chyba tytuł, który jednak nie ma nic wspólnego z treścią powieści – albo też ja nie byłem najlepszej formie czytając ten zeszyt.

Tym razem Żołnierowicz wpisuje się  w pewną niszę powieści milicyjnej, czyli połączenia reportażu obrazującego margines przestępczy Peerelu i dodatkowo fabularyzowanej opowieści  o pracy organów ścigania. Nie wiem zresztą na ile ta nisza wynikła z prawdziwej potrzeby poszukiwań nowych artystycznych środków wyrazu, a na ile z pomysłu na zarobienie  dodatkowych dużych pieniędzy przez redaktorów, którzy sprzedali artykuł do gazety, a następnie –  po lekkim retuszu – także na rynek powieści kryminalnych. Podwójny łatwy zarobek z niewielkim dodatkowym wysiłkiem.

Udało mi się znaleźć w Internecie informacje o dziennikarzu Tadeuszu Żołnierowiczu aktywnym zawodowo już w latach 70-tych minionego stulecia i publikującym na łamach bydgoskiego Dziennika Wieczornego, więc istnieje możliwość, że chodzi o tę sama osobę. Nie mogę się powstrzymać od przekazania  jeszcze jednej informacji: na jednym z blogów jest on wspominany  jako chyba jedyny wtedy w Polsce dziennikarz, który w epoce przedkomputerowej nie  potrafił wystukiwać swoich tekstów na maszynie do pisania (czyli inne osoba musiała je przepisywać z rękopisu).

Większość tego zeszytu zajmuje opisane w bardziej reporterski sposób  kilka dni z życia niejakiego Mirka Karolaka, dwudziestoparoletniego mieszkańca Torunia, który po odsiadce bodajże dwóch lat więzienia, mieszka u matki i zajmuje się szukaniem pracy. Zawód swój określa jako „mechanik” , a jednak poszukiwanie  stałego zajęcia nie wychodzi mu za dobrze. Raczej kończy się przy budce z piwem czy na wódce w knajpie. Na dodatek zawsze tak wychodzi, że  alkohol łączy się z niewłaściwym towarzystwem. Nie jest on może jednostką skrajnie  patologiczną, ale ze względu na znajomków często wplątuje się w sytuacje, z których wynikają oskarżenia o kradzież ( a nawet morderstwo). I chociaż to akurat jego  koledzy dokonują przestępstw, to nie mają oni  skrupułów przed zrzuceniem winy akurat na Mirka. Z drugiej jednak strony  nie jest on niewątpliwie uczciwym i miłym człowiekiem,  nie ma na przykład żadnych zahamowań moralnych  przed kradzieżą, jeśli kończą mu się pieniądze. Uważa to po prostu za zwyczajna metodę pozyskania niezbędnych do życia środków płatniczych.  Problem polega raczej nie na tym, że ma wyrzuty sumienia, ale po prostu prześladuje go pech.

Uciekając przed (częściowo uzasadnionymi)  podejrzeniami o okradzenie pewnego wdowca z obrączki i pieniędzy wyjeżdża z Torunia do Międzyzdrojów, gdzie próbuje też nawiązać bardziej trwałą relację uczuciową z dziewczyną, którą  poznał jeszcze przed  odsiadką ale okazuje  się, że jest ona zainteresowana wyłącznie majętnymi mężczyznami i znajomość kończy się wraz z wydaniem ostatnich pieniędzy.

Chroniczny brak gotówki zmusza go do coraz bardziej drastycznych postępków, jak podróż autostopem (ale bez odpowiedniej książeczki) z Międzyzdrojów do Bydgoszczy przez Poznań w celu okradzenie pewnej staruszki, która jest podobno zamożna. Nie można więc mówić o działaniu w afekcie, ponieważ emocje powinny opaść w trakcie długiej podróży. Jednak okazuje się, że Mirek znowu ma pecha, ponieważ mieszkanie zostało kilkanaście minut przed jego przyjściem  już okradzione, a sama  staruszka zmarła na serce  z przestrachu przed poprzednim złodziejem. Dopiero od tego momentu pracę rozpoczyna milicja obywatelska (a konkretnie major Sieniuć oraz porucznik Altar), która jednak opisana jest bardzo schematycznie i skrótowo. Wypada ona  bardzo blado  w porównaniu przygodami samego Mirka. Wątek milicyjny sprawia to właśnie wrażenie takiego dodatku, który w zamierzeniu autora i wydawcy miał stanowić alibi dla publikacji gazetowego artykułu w serii Ewy i pobrania wysokiego honorarium autorskiego z tego tytułu.

Zresztą podejrzenie o spowodowanie śmierci to jest już poważna  sprawa i główny bohater szuka pomocy u kumpla z więzienia, który jednak  także go wykorzystuje, a następnie próbuje go zabić wyrzucając z pędzącego pociągu

Na szczęście, funkcjonariusze  MO ujmują wszystkich podejrzanych (w tym oczywiście Mirka). Po pierwszych przesłuchaniach wierzą w wersję wydarzeń przedstawiona przez młodego Karolaka i możliwość jego  resocjalizacji czyli powrotu na łono socjalistycznego społeczeństwa. Chociaż nie wiadomo na jakich przesłankach oparta jest ta wiara, ale może wydawca oczekiwał, że na końcu równi pochyłej życia Mirka Karolaka ma się pojawić światełko w tunelu.

Pewną ciekawostką jest, że  Mirek Karolak przejeżdża w ciągu kilku dni niemalże całą Polskę, a akcja powieści szybko skacze z Torunia do Międzyzdrojów, do Poznania (także Oborników k. Poznania), zahacza  także o Wrocław i Szczecin.  Nawet James Bond nie zawsze pracuje w aż tylu lokalizacjach,

Pomimo  reporterskiego stylu uważny czytelnik doszuka się jedynie szczątkowych  śladów realiów peerelowskiej j ekonomii,  np. dowiadujemy się, że pokój w kwaterze prywatnej w sierpniu w Międzyzdrojach kosztuje 150 zł za noc + kawa i sprzątanie. A siedemset złotych ledwie wystarczy  na dwa wieczory z dziewczyną w dyskotece w tym mieście, w której wino kosztuje sto złotych, a  szampan „dużo więcej”.