Gorączka w Hawanie – Remigiusz Kociołek 40/2011

  • Autor: Leonardo Padura
  • Tytuł: Gorączka w Hawanie
  • Tytuł oryginału: Pasado perfecto
  • Wydawnictwo: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Seria:
  • Rok wydania: 2009
  • Nakład:
  • Tłumacz: Tomasz Pindel
  • Recenzent: Remigiusz Kociołek

„Dużo u nas kradną, ale przynajmniej nikt nie ginie”

„Kubański kryminał jednego z najsłynniejszych pisarzy Hawany” — zachęca nas zdanie z okładki. Ja bym raczej napisał: „kryminał peerelowski przeniesiony w ciepłe kraje”. Rzecz dotyczy sprawy detektywa Mario Conde, pijaka, onanisty, romantyka.  Marzy o napisaniu powieści, upija się w domu swego kumpla inwalidy — Chudego (właściwie grubego, jeśli idzie o sylwetkę), marzy o wielkiej miłości, wzrusza się przy Strawberry Fields i raczej nie lubi używać broni.
Conde prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia Rafaela Morina — dyrektora firmy Hurt, Eksport i Import Ministerstwa Przemysłu. Wątek kryminalny, mimo że najwyższej wagi państwowej, jest zaledwie pretekstem do melancholijnej opowieści o Mario, który jak się okazuje znał zagubionego dyrektora i kochał się przed laty w jego żonie. Dlatego też cała dramaturgia powieści sprowadza się do pytania — czy piersiasta Tamara pójdzie z detektywem do łóżka? Pójdzie. Idzie z nim na 30 stron przed końcem książki. Te seksualne konotacje wybiegające na pierwszy plan zapewne wywołuje okładka, z której spoziera kusząca mulatka paląca cygaro…

„Gorączka w Hawanie” przypomina nasze milicyjne powieści. Popijający policjant, nieudane relacje, przekręty władzy, cwaniaczący dyrektor, dialogi zgodne z linią partii, a nawet takie detale, jak motyw odkręcania anteny z własnego auta, bo na Kubie strasznie kradną, choć jak zaznacza szef policji — „ale ludzie tu przynajmniej nie znikają”. Pojawiają się też dwa „niuanse polskie”. Marzenie o polskiej gitarze oraz zastawiony stół z polską zupą pieczarkową.

Innymi słowy — ten kryminał, napisany z ledwie wyczuwalną krytyką socjalizmu, może być publicznie czytany w fabryce cygar w Hawanie, którą zwiedzałem 3 lata temu. Jest tam zatrudniony na stałe „czytacz”, który siedzi na specjalnym podeście z mikrofonem i podczas gdy setka pracowników zwija tytoń, on na głos wieści najświeższe wieści z gazet, a także czyta wybrane powieści.

Uwagi do tłumacza, Tomasza Pindela. Dwa błędy — „ubrać slipy” oraz „sutki” zamiast „brodawek”. Chciałem zauważyć, że sutek to nic innego jak pierś, a to co nazywamy potocznie „nabrzmiałym sutkiem” to po prostu brodawka. Wiem, że słowo to jest zdecydowanie mniej stymulujące, ale takaż jest polszczyzna.