Cena utraconego czasu – Jacek Szmańkowski 149/2011

  • Autor: Milicz Jerzy Romuald
  • Tytuł: Cena utraconego czasu
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 71
  • Rok wydania: 1974
  • Nakład: 100275
  • Recenzent: Jacek Szmańkowski

LINK Recenzja Wiesława Kota

Proroczy sen majora Karonia czyli masz świadki cyganie…

Bardzo lubię historie kryminalne w których zagadka wiedzie w mroczna, odległą przeszłość, akcja toczy się na różnych płaszczyznach czasowych, w tle dochodzi do co najmniej kilku nagłych zgonów, a całość kulminuje nieoczekiwany finał. Wszystkie te atrakcje zapewnia „Cena utraconego czasu” Jerzego Romualda Milicza, wydana jako 71 zeszyt, popularnej serii „Ewa wzywa 07”.

Jest rok 1948, złowieszczy okres stalinowski, stolica mozolnie dźwiga się z ruin wojennej pożogi. Do bramy domu przy ul. Radnej 12 zostaje zwabiony sierżant Arkadiusza Bednarza, gdzie po brutalnym pobiciu sprawcy zabierają mu broń oraz notatnik służbowy. Po przewiezieniu do szpitala milicjant umiera. Tymczasem na terenie Warszawy oraz kilku większych miast Polski dochodzi do serii napadów. Zuchwała i doskonale zorganizowana grupa przestępcza za cel obiera sklepy jubilerskie, rabuje kosztowności, straty szacowane są na kilka milionów złotych. Podczas jednej z takich akcji we Wrocławiu zostaje postrzelony kierownik jednej z placówek, a znaleziona na miejscu łuska wskazuje, że zraniła go kula pochodząca z pistoletu skradzionemu sierżantowi Bednarzowi. Milicja mobilizuje siły na szczeblu centralnym, na odprawie w Komendzie Głównej MO zostają postawione szczegółowe zadania.

Jednym z oficerów koordynujących czynności jest kapitan Jacek Zaremba — naczelnik wydziału śledczego stołecznej Komendy Stołecznej MO, który kieruje również śledztwem w sprawie zabójstwa milicjanta. O bandzie wiadomo jedynie, że jeden z jej członków podczas pewnej sprytnie zaaranżowanej kradzieży w sklepie jubilerskim na Nowym Świecie w Warszawie podawał się za inspektora Koteckiego z Głównego Inspektoratu Ochrony Skarbowej. Śledczym udaje się również ustalić, że w zabójstwie ich kolegi brały udział dwie osoby, w tym młoda kobieta.
Po dłuższym okresie spokoju przestępcy dają o sobie znać w Poznaniu i w Radomiu. W tym samym dniu kiedy informacja o ich ostatnich wyczynach dociera do centrali kapitan Zaremba odbiera telefon, anonimowy rozmówca celowo zmieniając głos przekazuje wiadomość, że w sklepie jubilerskim usytuowanym na rogu Hożej i Marszałkowskiej trwa właśnie napad, po czym się rozłącza. Naprędce zorganizowana akcja zatrzymania przestępców kończy się tragicznie dla obu stron. Podczas wymiany ognia giną dwaj bandyci, a kapitan Zaremba zostaje postrzelony w ramię. Śmiertelny postrzał otrzymuje również chłopiec, przypadkowa ofiara strzelaniny. Trzeci z rabusiów widząc, że dalszy opór jest bezcelowy oddaje się w ręce milicji.
Zatrzymany, dwudziestodwuletni student biologii, Ryszard Daniel przyznaje się do udziału w napadach na sklepy jubilerskie, zaprzecza jednak, aby brał udział w zabójstwie milicjanta,  odmawia też podania prawdziwego nazwiska swojego szefa, jednego z zastrzelonych podczas ostatniego skoku. Twierdzi, że on i jego polegli towarzysze byli członkami jakiejś organizacji zbrojnej, której nazwy oraz programu nie zna. Napady na sklepy jubilerskie miały na celu pozyskiwanie funduszy na jej działalność. Wyrokiem sądu Ryszard Daniel zostaje skazany na karę śmierci, akta sprawy opatrzonej kryptonimem „Jubiler” wędrują do archiwum, mija piętnaście lat.
W dniu 14 maja 1963r w willi „Afrodyta” przy ul. Podleśnej w Gdańsku jak w każdy sobotni wieczór bawią się goście, przyjaciele inżyniera Pawła Górskiego, który niedawno wrócił z zagranicy i jego żony Małgorzaty. W pewnym momencie gospodarz wychodzi do ogrodu by już nie powrócić. Jego zwłoki zostają znalezione w altanie, śmierć spowodował pocisk wystrzelony z odległości kilkunastu metrów, który trafił go w głowę. Zabójstwo wywołuje spore poruszenie, Warszawa dokąd również docierają echa tej tragedii do prowadzenia sprawy deleguje majora Jana Karonia i porucznika Henryka Wollmana, nazywanego pieszczotliwie przez kolegów Heniusiem. Oficerowie energicznie przystępują do śledztwa. Wkrótce zostaje wytypowany podejrzany, to inżynier Sylwester Gabryś, miejscowy bon vivant, przyjaciel zamordowanego, a jednocześnie jeden z uczestników feralnego wieczoru, który miał motywy i sposobność dokonania zabójstwa.
Ważnych informacji dostarcza pani Masia, wdowa po tragicznie zmarłym, opowiada jak na początku 1961r kiedy zwróciła swojemu mężowi uwagę na nekrolog jakiegoś Górskiego zamieszczony w „Życiu Warszawy” ten zaprzeczył, aby miał krewnych, wspomina też o tajemniczym snajperze, który wiosną tego samego roku strzelił do inżyniera przebywającego w willi „Afrodyta” i tylko szczęśliwy przypadek sprawił, że kula chybiła wówczas celu.

W międzyczasie udaremniona zostaje próba włamania do willi zamordowanego. Major Karoń przesłuchuje Sylwestra Gabrysia, ten przyparty do muru początkowo chaotycznie zaprzecza stawianym zarzutom, by następnie porzucając ton światowca przystąpić do kontrofensywy, pomiędzy obu mężczyznami dochodzi do ostrej wymiany zdań :

-Ostrożnie ze słowami, panie Gabryś (…). W każdym razie jedno jest nie do obalenia : pańska
nocna wizyta w „Afrodycie”.
-Z tym wpadłem przyznaję. Chciałem zabrać z sejfu trochę monety. Paweł obiecał mi dać na
kupno wozu, cała nasza ferajna o tym wiedziała.
-Masz Cyganie świadki…- replikował złośliwie Karoń.

Wkrótce dla śledczych staje się jasne, to nie inżynier jest mordercą. Heniuś ustala, że 11 lutego 1961r podczas polowania w Bieszczadach ginie dyrektor przedsiębiorstwa „Pol-Prac” Piotr Górski — brat zamordowanego dwa lata później gdańskiego notabla. Również i w tym przypadku przyczyną śmierci był postrzał w głowę. Miejscowa milicja potraktowała to zdarzenie jako nieszczęśliwy wypadek.

Tymczasem na terenie posesji doktora Edwarda Słomskiego, sąsiada inżynierostwa Górskich zostaje znaleziony sztucer marki „Mannlicher-Schoenauer” wraz z lunetą i jak się okazuje to właśnie z tej broni oddano feralne strzały do obu braci. Wyprawa porucznika Wollmana do ich rodzinnej miejscowości pozwala ustalić, że zabici mieli młodszą siostrę. Major Karoń przypuszcza, że to właśnie ona, Halina Górska, po mężu Kmetty, osiadła w Budapeszcie będzie kolejnym celem. Oficer zakłada również, że za morderstwami może stać przyrodni brat rodzeństwa – Janusz Keller, którego losy od końca lat 40-tych są nieznane. Te prognozy potwierdzają się, sprawca wpada w pułapkę zastawioną przez milicję węgierską podczas próby zabójstwa ostatniej ofiary i wówczas okazuje się, że wszystkie zdarzenia mają związek z serią napadów oraz śmiercią sierżanta Arkadiusza Bednarza w 1948r. Czy to jednak Keller jest tajemniczym snajperem….?
Chociaż fabuła „Ceny utraconego czasu” wydaje się pozornie nieco skomplikowana  historia opisana jest w sposób bardzo przejrzysty. Pierwsza część opowiadania przywodzi na myśl schemat z powieści Jerzego Edigeya „Dzieje jednego pistoletu” — zabójstwo milicjanta w celu zdobycia broni przy użyciu, której dokonywane są rabunki. Wydaje się, że w tym fragmencie autor nieco przesłodził. Lata 40-te to jak powszechnie wiadomo czasy kiedy działał wszechwładny Urzędu Bezpieczeństwa, który zgodnie z wówczas obowiązującymi przepisami winien zająć się sprawą śmierci funkcjonariusza, tymczasem w opisanej historii tylko raz pojawia się jakiś anonimowy naczelnik tego resortu, który oświadcza, że śledztwo pozostanie w rękach milicji. Żaden ubek nie jest nawet obecny przy przesłuchaniu Ryszarda Daniela, którego relacja nie pozostawia wątpliwości, on i jego zabici koledzy powadzili działania zbrojne na rzecz organizacji, godzącej w ustrój państwa.
Niezbyt przekonujący jest również moment w którym kapitan Zaremba daremnie głowi się nad tym w jaki sposób morderca wmieszał się grupę myśliwych i zastrzelił Piotra Górskiego, to zagadka iście w stylu Agaty Christie. W końcu olśnienie spływa na oficera podczas…..snu, jednak w tym przypadku ta odrobina metafizyki trąci nieco sztucznością.
Pomimo tych drobnych mankamentów uważam, że „Cena utraconego czasu” to jedna z bardziej udanych „Ew” i dlatego z czystym sumieniem zachęcam do lektury.