Twarz pokerzysty – Grzegorz Cielecki 192/2010

  • Autor: Hen Józef
  • Tytuł: Twarz pokerzysty
  • Wydawnictwo: Iskry, Wydawnictwo MG
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1970, 2010
  • Nakład:
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

W krainie zakapiorów i poklepywaczy damskch pośladków

„Twarz pokerzysty” to jedna z dwóch powieści w bogatym dorobku Józefa Hena, które można by zaliczyć do gatunku kryminalnego. Druga to oczywiście „Toast”. Akcja obu książek osadzona została w rzeczywistości tuż powojennej. W obu także mamy podobny motyw – bohater otrzymuje trudne zadanie do wykonania. W „Twarzy pokerzysty” człowiek o pseudonimie Dymitr zostaje warunkowo zwolniony z więzienia. Ma znaleźć i unieszkodliwić Złowrogiego – człowieka, który okazał się zdrajcą w czasie wojny, a teraz bruździ nowej władzy. Z ręki Złowrogiego miał zginąć tajny agent.

Dymitr chce działać w pojedynkę, ale otrzymuje do pomocy Potoka i obaj udają się do Bagnisk (miasta bezprawia i moralnej zgnilizny). Już po drodze Dymitr poznaje w pociągu kobietę, z którą potem spędzi noc. Krytyczny rozdział kończy się umożliwiającym wieloraką interpretację zdaniem: „Wilgotne muśnięcie warg było zapowiedzią długiej, rozkosznej ulgi” (str. 55). No i tyle seksu, gdyż bohater do intymności ucieka się tylko przy okazji, choć jej nie lekceważy, ale ma przed sobą zadanie do wykonania i pędzi dalej niczym gończy pies.
Krąży po Bagniskach i trafia na kolejne ślady po martwym agencie. Obserwacje czyni w podejrzanym lokalu gastronomicznym „Alhambra” (niestety nie chodzi o słynną, nie istniejącą już warszawska kawiarnię). Udając, że studiuje kartę dań: sandacz pod beszamelem, śledź po japońsku, rolmops, indyk w maladze (str. 65). Niezłe menu, jak na Bagniska. Ślad jednak prowadzi do lepszej knajpy, „Bodega”, gdzie można posłuchać takich szlagierów, jak „Warszawa” „Pozdrowienia z gór” oraz „Bluzka zamszowa”. Wszystko w wykonaniu pięknej Riny Conti, z którą (rzecz jasna) Dymitr zaraz zawrze bliższą znajomość. Dymitr rozumuje poniekąd słusznie, tam gdzie piękne kobiety, tam i czai się największe zło. Następne tropy powadzą do bardzo niejednoznacznej postaci pana Dorado (nie mylić z trunkiem szampanopodobnym), który z jednej strony znany był z akcji konspiracyjnych, z drugiej zaś mówi się o nim z lekceważeniem ”poklepywacz damskich pośladków” (str. 153)
Atmosfera gęstnieje z każdą chwilą i szybko okazuje się, że miastem rządzi nieuchwytna mafia. Nikt do niej nie należy, ale wszyscy się boją. Dymitr przybliża się do prawdy dzięki  znajomości z kolejnymi kobietami. Najpierw flirtuje z pomocą fryzjerską, potem w orbitę jego zainteresowań wchodzi pokojówką : „- To była Erna. Obsługuje drugie piętro. Jeśli szuka pan czegoś specjalnego…- Portier uśmiechnął się. – Nie jest królową piękności. – A umie mówić prawdę- Mówi tak dużo, że czasem się jej wymknie prawda” (str. 107).
Oczywiście szybkimi krokami zmierzamy do tytułowej partii pokera, ale tak naprawdę tytuł bardziej określa tu postać Dymitra, dla którego całe niebezpieczne śledztwo jest wielkim. pokerem. Zginąć można w każdej chwili. Na pukanie do drzwi Dymitr reaguje sięgnięciem odruchowo po pepeszę. A to tylko Ruzia spieszy ze śniadaniem: „barczysta, szeroka w biodrach, spod kolorowej spódnicy wyzierały łydki mocne, ale całkiem kształtne (str. 185). „Twarz pokerzysty” to poza, wszystkim także powieść o głodzie kobiety w trudnych powojennych czasach, kiedy bohaterowie byli zmęczeni i pragnęliby się wreszcie na dłużej przytulić do jakichś ciał niewieścich, a tu znowu ktoś zlecał jakieś zadania, kazał narażać się na śmierć i strzelać. Powieść pełna jest także atmosfery niedookreśloności i półmroku, również ideologicznego. Niedokładnie i wiemy kim jest Dymitr, choć jasne pozostaje, że chwilowo reprezentuje oficjalną władzą, ale zapewne musiał być w AK, że poszedł w odsiadkę. Oczywiście nigdzie nie pada ani jedno słowo wprost tyczące kwestii politycznych. Raczej poruszamy się po linii dobra i zła. Trochę western, trochę czarny kryminał. Książkę czyta się bardzo dobrze. Szkoda, że nie została sfilmowana. Mógł powstać film nie gorszy niż „Prawi i pięść”. „Twarz pokerzysty” wyszła w roku 1970. Miała kilka wznowień. Osobiście korzystałem z najnowszego wydania, z  2010 roku (w tym miejscu dziękuję Klubowiczowi Maćkowi Szwedowskiemu, który był łaskaw podarować mi egzemplarz), w twardej oprawie, z lakierowaną okładką. Powieść  nie zestarzała się. Nie brak w niej sentencji o uniwersalnej aktualności:
Ten świat to jedna wielka kurwa i wszystko jest możliwe (str. 63)
Mam kaca. Nie wolno Polakowi? Mam kaca i tyle (str. 180)
Żałuję, że Józef Hen nie napisał więcej  powieści kryminalnych.