Major Downar przechodzi na emeryturę – Marzena Pustułka 67/2010

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Major Downar przechodzi na emeryturę
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1984
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Marzena Pustułka

LINK Recenzja Wiesława Kota

Emerytura majora czyli stringi  modelki na pupie słonia…

Twórczość Zygmunta Zeydler-Zborowskiego jest dość dobrze rozpracowana przez Klubowiczów, jednak wśród recenzji nie znalazłam wspomnianego wyżej tytułu, dlatego postanowiłam naprawić to niedopatrzenie.

No tak, cóż by tu powiedzieć, żeby nie skłamać….. Moim zdaniem jest to zdecydowanie jedna z najsłabszych pozycji autora. Przez pierwsze dokładnie 100 stron ( a cała książka ma ich tylko  206) nie mamy nawet pewności , czy czytamy kryminał czy też przewodnik turystyczno-krajoznawczy.  Towarzyszymy bowiem majorowi Downarowi w jego wymarzonej podróży do słonecznej Italii, w którą wybrał się po przejściu na jakże zasłużoną  emeryturę ( ” uroczystość była naprawdę wzruszająca, przemówienia, toasty , prezenty, przyjacielskie poklepywania po ramieniu, nie kończące się uściski dłoni. (….) Chyba go jednak lubili”.) Tkwi we mnie nieodparte przekonanie, że ZZZ faktycznie był na takiej wycieczce, prowadził dzienniczek podróży, codziennie wieczorem notował w kajeciku co zwiedził i czym się zachwycił, a potem to wszystko wtrynił nam do kryminału, dodając dla niepoznaki jednego trupa, a pod koniec śledztwa drugiego. Ale najpierw zwiedzamy z majorem Mediolan, Florencję, Wenecję, Rzym, a potem odpoczywamy na Sycylii. Owszem,  aby uprawdopodobnić wersję, że jednak czytamy książkę kryminalną,  w czasie tej ekskursji ma miejsce szereg  dziwnych zdarzeń, tyleż intrygujących co nieprawdopodobnych , żeby nie powiedzieć głupawych. Jakaś podejrzana strzelanina ni z gruszki  ni z pietruszki,  jakieś zaszyfrowane listy, przedziwne ostrzeżenia od mafii sycylijskiej (!), pistolet w rękach rozbrykanej staruszki….Dokładnie na 100 stronie wracamy z majorem do Warszawy i wtedy dopiero pojawia się prawdziwy trup…Oczywiście ofiara jest byłym towarzyszem Downara  z podróży, więc , pomimo przejścia w stan spoczynku zostaje on poproszony przez Karolka Walczaka o pomoc. Major zgadza się, tym bardziej,  że  ofiara od początku wydawała mu się niesympatyczna, niemiła, wręcz podejrzana. Nie napisze kogo zabito , bo po co ktoś ma pół książki czytać o żywym trupie. Teraz następuje śledztwo, w szybkim tempie prowadzone, bo przecież zostało tylko 100 stroniczek do końca powieści,   podejrzanych jest sporo, motywów też, bo to zła osoba była,  wszystko strasznie pogmatwane i niejasne. Dialogi i zeznania osób — współtowarzyszy wycieczki dęte i wydumane . Rozwiązane całej intrygi jakby wyciągnięte z kapelusza magika, wyjaśnienia majora cholernie skomplikowane i nieprawdopodobne, a naciągnięte jak …. stringi modelki na pupie słonia. Tak jest wszystko zagmatwane, że na drugi dzień po przeczytaniu książki już nie pamiętałam  kto kogo wrabiał, kto z kim co kombinował, kto kogo zdradzał i z kim… dobrze , że pamiętałam kto kogo zabił.
No, nie popisał się ZZZ tym razem, o wiele, wiele bardziej podobał mi się „Czwarty klucz” czy „Nieudany urlop majora Downara”.  Ale o tym innym razem.