Kantorek Felicji – Marzena Pustułka 64/2010

  • Autor: Ostaszewski Tadeusz
  • Tytuł: Kantorek Felicji
  • Wydawnictwo: Pojezierze
  • Seria:
  • Rok wydania: 1983
  • Nakład:
  • Recenzent: Marzena Pustułka

LINK Recenzja Ireny Kościelniak

Jak komisarz Tatar drewienka rąbał czyli odpoczynek po pracy.

Od początku mojej „kariery” w Klubie pragnęłam napisać recenzję książki Ostaszewskiego „Kantorek Felicji”, bo bardzo ten kryminał lubię. No i proszę , 26 kwietnia ( dokładnie w moje imieniny! )  otwieram „małpią’ pocztę i co widzę ?  Ubiegła mnie koleżanka Irena! Ha, mówi się trudno, ja jednak ze swojego zamiaru nie zrezygnowałam.
Na początku pare linijek wyjaśnień. Lubię ten kryminał , bo po pierwsze podoba mi się tytuł. Kantorek, kantorek — kto dziś używa takiego określenia ? Jest  takie staroświeckie, a ja kocham wszystko co pachnie staroświecczyzną. Co to właściwe jest kantorek? I tu od razu pcha mi się do głowy dygresja — anegdota. Otóż,  na lekcji literatury współczesnej nauczycielka pyta młodzież, z czym im się kojarzy Kantor? Hm…odpowiedzi były różne, w 90%  miały coś wspólnego z wymianą walut, ale nikt nawet się nie zająknął o Wielopolu Skrzyńskim…..Cóż, już chyba ktoś kiedyś napomknął , że takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie….W naszej książce kantorek to po prostu nieduże biuro, miejsce pracy Felicji, które stało się także miejscem zbrodni. Po drugie , lubię ten kryminał , bo  w przeciwieństwie do typowych milicyjniaków akcja nie toczy się w Warszawie, Łodzi czy w Szczecinie, ale na najprawdziwszej prowincji. Wszystko jest w niej prowincjonalne aż do bólu, żeby nie powiedzieć — siermiężne. Jak bohaterowie  – to przeciętni mieszkańcy małej osady gdzieś w Polsce ( a nie na przykład naukowcy , artyści czy nowobogacka prywatna inicjatywa) , jak ofiary  to  – a jakże — wiejski weterynarz ( nie znakomity chirurg czy naukowiec — profesor — wynalazca ) i wiejska dziewoja Fela ( wypisz — wymaluj Jagna Borynowa ), jak knajpy to nie Alhambra czy Grand Hotel, ale ludowa gospoda, bardzo zresztą  przyzwoita. I tak dalej, i tak dalej. Podejrzani to także prości mieszkańcy — wiejski nauczyciel, prezes GS-u, chłoporobotnicy. Kolejnymi morderstwami zburzony został spokój tych prostych ludzi , których do tej pory ekscytowało jedynie kto z kim się upił, kto komu przylał po gębie, ewentualnie kto kogo z kim zdradza. Bardzo mi się podoba spokojny, prosty sposób ich życia i myślenia, także komisarza Tatara, który wszakże w tej prostocie wykazuje się swoistą, praktyczną inteligencją i w trakcie śledztwa nie ustępuje gościom ze stolicy.  Intryga za to wcale nie jest taka prosta, i gdy kolejni podejrzani zostają oczyszczeni z zarzutów sprawa staje się coraz bardziej interesująca, a finałowe odkrycia dzielnych milicjantów naprawdę  mnie zaskoczyły! Kto by się w takiej dziurze spodziewał czegoś podobnego? Naprawdę  fajnie się czyta,  to duży  oddech i relaks po ośmiu godzinach spędzonych głównie przy komputerze, między regulaminem pracy, regulaminem premiowania a instrukcją kancelaryjną i jeszcze kilku  innymi zarządzeniami, bo ilość papierów i dupereli niezbędnych w pracy urzędnika rośnie  w tempie wprost proporcjonalnym do wzrostu ilości nowych ministerstw i zatrudnionych w nich ludzi. No, ale ja to rozumiem, w końcu oni muszą coś robić i za coś brać pieniądze ( wcale nie małe ),  ale bardzo często ich pomysły i wymagania nie przystają do normalnego życia. W każdym razie książeczka jest miła i zabawna,  nawet jak z czegoś się śmiejemy to jest to śmiech nostalgiczny, bo przecież wszyscy w tych czasach wyrośliśmy, a często właśnie w takich miasteczkach i czasami nawet za nimi  tęsknimy. Polecam.