Szlak Tamerlana – Grzegorz Cielecki 135/2009

  • Autor: Sekuła Helena
  • Tytuł: Szlak Tamerlana
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Seria: Klub Srebrnego Kluczyka
  • Rok wydania: 2009
  • Nakład:
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Anny Niklewskiej
LINK Recenzja Anny Lewandowskiej
LINK Recenzja Adama Sykuły

Językowa orgia feerii narkotyczno-kolejowych odblasków w oczach upadłych samic

Twórczość Heleny Sekuły można podzielić na dwa okresy. W pierwszym autorka skupiała się głównie na intrydze i popędzała fabułę. W drugim powieści stawały się obszerne, rozlewiste i refleksyjno-opisowe. Fabuła zeszła na drugi plan, ważniejszy stali się bohaterowie, ich wzajemne relacje, opisy społeczno- obyczajowe, tkanka języka. „Szlak Tamerlana” to jeden z najmocniejszych przykładów tego drugiego okresu.

Przede wszystkim mamy epopeję Daniela, człowieka ze wschodnich rubieży Polski, którego losy wiodą przez narkotykową szajkę, więzienie, wizytę w rodzinnych stronach, wreszcie próbę wywikłania się z dotychczasowego życia i ucieczkę na Zachód. Takie są mgliste zarysy zawartości tej powieści. I tyle powinno nam wystarczyć. Sens „Szlaku Tamerlana” to bowiem bardziej alegoria Polski połowy lat 80., choć zaglądamy też do późnego Gomułki i środkowego Gierka. Samotność bohatera, ponurość czasów, obcość i wrogość dookolna przytłacza. Tak naprawdę „Szlak Tamerlana” jest dużo bardziej powieścią społeczno-obyczajową niż kryminałem. Nie kończy się typowym finałem. Po prostu zatrzymuje się niczym pociąg na kolejnej stacji. Może ruszy gdzieś dalej, a może nie. Tego nie wiemy. Czytelnik nastawiony na  tradycyjna sekwencję: przestępstwo-śledztwo-sukces organów ściągania, będzie zdezorientowany lub nawet zszokowany. Autorka idzie bowiem zupełnie inną drogą. Szuka prawdy środowiskowej, opowiada także o Polsce na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Przy czym czyni to  mimochodem, na marginesie. Przebijają tu i ówdzie echa rozmaitych wydarzeń politycznych.
Sekuła używa dość wyszukanego języka (liczne neologizmy i określenia slangowe, środowiskowe), buduje wielopiętrowe zdania, przedstawia rozbuchane opisy.  Wymaga to sporej uwagi od czytelnika. Lektura nie jest łatwa, tak jak nie było łatwe życie w PRL. Ale warto. To tak jakbyśmy po obejrzeniu kilkudziesięciu standardowych czarnych kryminałów zobaczyli „Zagubioną autostradę” Davida Lyncha. Niby cechy jednego gatunku, a jednak zupełnie co innego.
I tu pojawia się pytanie. Czy są jakieś stałe elementy w twórczości Autorki? Tak. Ja widzę przynajmniej jeden. Nieodmiennie kobiety są u Sekuły niemal bez wyjątku złe, sprzedajne, łatwe, niemoralne, plugawe, zatracone, perfidne, dwulicowe, zdradliwe, materialistki, upadłe itd. itd.   Oto garść przykładów: „Żermena, dziewczyna na poziomie, owszem na kawę do siebie zapraszała, nieraz szarlotkę upiekła (…) ale żeby coś z tych rzeczy, to nigdy; ale jak Śmiały srebrnego lisa na ramiona zarzucił, nogi rozłożyła (str. 24).
„Jestem lala. Bardzo droga, z najwyższej półki w sklepie. Luksusowa lala nie dla wszystkich, z krótkim, łatwym do wymówienia imieniem, jak nazwa psa i znana tylko pod tym zawołaniem” (str. 246),
„Można kupić (…) elektronikę, delikatesy, kamienie szlachetne, walutę całego globu, dziewczynę” (str. 201).
„Szlak Tamerlana” to powieść do wielokrotnej lektury.  Nic dziwnego, Helena Sekuła jest jedyną przedstawicielką nurtu lingwistycznego w powieści milicyjnej.