Straż osobista – Waldemar Szatanek 46/2009

  • Autor: Lassota Ryszard
  • Tytuł: Straż Osobista
  • Wydawnictwo: Harcerskie Wydawnictwo „Horyzonty”
  • Seria:
  • Rok wydania: 1977
  • Nakład: 20000
  • Recenzent: Waldemar Szatanek

Wiejski „Bodyguard”

Tym razem z prawdziwą przyjemnością mogę polecić wszystkim MO-rdowiczom właśnie zakończoną lekturę. I to z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego że książka trzyma w napięciu. Dodatkowo opowiada fajną ale prostą historię. Nic na siłę, bez wielkich zbrodni . Ot tak, jak w wielu amerykańskich filmach klasy B. Miejscowy bogacz gnębi lokalnych przedsiębiorców wiec oni wynajmują wykidajłę który trochę dla kasy a trochę bo jest w głębi serca bohaterem, przyjmuję tę robotę choć wie że będzie sam walczył ze wszystkimi.

Tyle że w tym przypadku zamiast miasteczka na południu ameryki mamy (prawdopodobnie) podwarszawską miejscowość Bugaj gdzie lokalnemu badylarzowi (jak to się kiedyś mówiło) nie podoba się to iż drobni właściciele szklarni chcą się skrzyknąć i założyć spółdzielnie. Za pomocą wiec swoich osiłków postanawia rozprawić się z  głównym pomysłodawcą akcji spółdzielnianej – starszym, schorowanym panem znanym nam jako Ogrodnik lub Satrapa . (Jest to typowy chwyt Lassoty gdzie bohaterowie nie mają nazwisk tylko pseudonimy oraz akcja dzieje się nie wiadomo w jakim mieście. )
Mamy też do czynienia z nietypowym wykidajłą, tytułową „Strażą Osobistą” gdyż jest nim wyróżniający się zawodnik wojskowego klubu judowego – Witek. Młody chłopak który do miasta przyjechał ze wsi ale na tym nie kończą się jego ambicję. Chodzi do wieczorówki pracuje na bazie PKS a w planach ma technikum i politechnikę.
Jak w każdej powieści młodzieżowej zbrodnia, przestępstwo   mimo iż obecne przez całą książkę są tylko dodatkiem by pokazać sprawy ważniejsze. Przyjaźń, ambicję młodych ludzi no i najważniejsze – pierwsze miłości. U Lassoty jest to dodatkowo podlane socjalistycznym sosem . Odpowiednie wiejskie pochodzenie, ciężka fizyczna  praca, ambicja oraz sport – to obowiązkowy zestaw cech żeby młody człowiek mógł stać się bohaterem książek Lassoty.  Jak chłopak –  to ze wsi który nie może się do końca odnaleźć w mieście ale ma ambicję i wygrywa z pokusami. Jak jego dziewczyna –  to zblazowana panienka z bogatego domu która jednak na koniec dostrzega że w prostym chłopaku jest jakaś siła której jej i jej domowi brakuje.
W większości powieści młodzieżowych brak jest wyrazistych milicjantów, prawie nigdy nie widzimy jak prowadzą śledztwo. Zawsze za to jest ktoś kto czuwa nad młodymi ludźmi, tym razem jest to poznany już w innych książkach Lassoty kapitan Woliński. Instruktor Judo, smutny ale sprawiedliwy przedstawiciel polskiej armii.
Niech ten cytat da wam obraz postaci kapitana (jak i stylu pisania autora) : „ Był jakby uosobieniem siły, owej siły moralnej, przenikającej naszą armię”
Specjalnie dla Prezesa dodam  tylko że pojawia się jedna niewinna knajpka – kawiarnia „Kajtek”. Tam wszyscy bohaterowie się spotykają , tam Witek poznaje się z Joanna swoją miłością. Stoją tam gry wideo (nawet nie wiedziałem że takie wynalazki były już w Polsce w połowie lat 70-tych) , szafa grająca. Są stoliki stojące i siedzące. Można i zjeść i napić się wódki. Dlaczego wiec kawiarnia ? Trzeba by zapytać autora….
Chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy jak powiem że w „Straży ..” złoczyńcy dostają w kość a głowni bohaterowie wychodzą ze wszelkich prób zwycięsko ? Niestety znów na koniec książki pojawia się  obecna w całej twórczości Lassoty denerwująca kwestia . Szybki finisz. Dziesiątki wątków nie dokończonych. Bohaterów którzy nagle znikają mimo iż mieli załatwić jakaś sprawę a my czekamy na jej rozstrzygniecie. Sprawa jest dla mnie niezrozumiała szczególnie że to dzieje się w prawie każdej powieści tego autora. Albo wiec jak to mówił kiedyś premier Miller: „ … mężczyznę poznaje się po tym jak kończy” (a tu Lassota należy wybitnie do kończących przedwcześnie … Albo on za każdym razem zapatrzony w amerykański przemysł filmowy liczył że wydawnictwa zamówią u niego ciąg dalszy…..