Kilka nocnych godzin – Grzegorz Cielecki 2/2009

  • Autor: Kostecki Tadeusz
  • Tytuł: Kilka nocnych godzin
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria:
  • Rok wydania: 1956
  • Nakład: 10205
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

Posłać tam Polaka

W roku 1956 Tadeusz Kostecki, mistrz polskiego westernu i polskiej powieści sensacyjno-kryminalnej zarazem, był na końcu swej twórczej drogi, jak się miało niebawem okazać. Wyszły już wszystkie jego westerny, a w roku 1955 największe dzieło Kosteckiego „Cień na pokładzie”. Wydanie zestawu nowel „Kilka nocnych godzin” wyglądało w tym kontekście raczej nie na próbę zdyskontowania sukcesów czytelniczych, ile na działalność czysto już komercyjną, utrzymaną w duchu odchodzącej epoki.

Natomiast dla miłośnika twórczości Kosteckiego, tom ten jest nie do pogardzenia. Więcej, książka ta bardziej niż jakakolwiek inna ukazuje warsztat pisarza. Nowelę tytułową oraz pięć pozostałych można bowiem odbierać albo jako ćwiczenie laboratoryjne albo też jako wynik zebrania w książkę rozmaitych pomysłów na  powieści, zalążków fabuł, które miały kiedyś powstać, odprysków wcześniejszych dzieł.
Przyjrzyjmy się przez chwilę wybranym utworom. „Kilka nocnych godzin” – nowela otwierająca książkę i nadająca jej od razu sensacyjny charakter to opowieść o niejakim Lalewiczu, który musi spędzić czas do rana w jakiejś zapadłej mieścinie, by potem ruszyć w drogę do Madrytu. Wynajmuje  pokój w podejrzanym hotelu i tu okazuje się, że jacyś bandyci chcą go zabić. On sam przeciw wszystkim czyli jak w klasycznym westernie. Lalewiczowi udaje się uciec spod gradu kul, wezwać patrol milicji, a następnie uczestniczyć w unieszkodliwieniu bandy. Wszystko to w ciemnościach i umiejętnie dozowanej atmosferze osaczenia. Oczywiście bandyci są piątą kolumną generała Franco, a milicjanci to rzecz jasna przedstawiciele sił republikańskich. Tak więc Lalewicz, akcja i wielka polityka w tle czyli Hiszpania około 1936. Przy czym tak naprawdę liczy się w tej noweli wyłącznie napięcie, charakterystyczne dla Kosteckiego, zwroty akcji, emocjonalne opisy, strzelaniny. Tu autor jest w swojej najwyższej klasie. Naiwne  i sztuczne doczepione tło wydaje się koniecznym haraczem, ale jest ono ledwie zarysowane. Nie wiemy kim tak naprawdę jest Lalewicz, skąd przyszedł, ani dokąd zmierza. Wiemy jedynie, że jest Polakiem, ma bliżej nieokreśloną misję i poznajemy jedynie drobny epizod z jego działań. To nam musi wystarczyć.
Ważne, że Lalewicz jest nasz.
Jeżeli pierwszą nowelę możemy traktować jako sensacyjną, to dalej mamy nowelę więzienną – o grupie ludzi salwującej się ucieczką z zakładu penitencjarnego prowadzonego przez reżim Czan-Kai-Szeka („Trzecie wyjście”). Bardzo jest tu krytycznie o tym polityku: „Powinien zostać czangkaiszekowskim dyplomatą. Albo dyrektorem sracza na placu Trzech Krzyży” (str. 32) oraz „- Od razu jak tylko przyszyło co do czego, dawaj całować dupę czangkaiszekowcom” (str. 35).  Jest i ostro politycznie i wulgarnie zarazem, co rzadkie u Kosteckiego.
Dalej mamy opowiadanie indiańskie („Starcze dni Cagliostro”), nowelę egzotyczno-marynistyczną „Bracia krwi”, nowelę postępowo-sensacyjną – o ciężkiej doli Murzynów prześladowanych w USA przez białych („Ochotnik Joe Black”)  – to najbardziej politycznie poprawny utwór, najbardziej dydaktyczny i propagandowy w całym zbiorze. Wreszcie „Przez śnieżną pustynie”. To z kolei opowieść o bohaterskim Polaku nazwiskiem Kos (tak jest), który na ochotnika decyduje się dostarczyć  niezbędne ampułki z lekarstwami do odciętego przez śnieg i mróz, powalonego epidemią miasteczka Nome. Kos ma do dyspozycji jedynie zaprzęg psów haski. Musi przebyć kilkaset mil sam jeden, walcząc nieustannie z siłami natury. Zaś wiemy już, że zadaniu nie podołali wszyscy inni. Nie poradził sobie ani samolot, ani lodołamacz, ani żaden transport lądowy. W takiej sytuacji, kiedy nie ma już żadnych szans i żadnej nadziei, pozostaje jeszcze ostania deska ratunku: Polak. Piękna nowela. Wysoce patriotyczna, a nie tracą a nic z walorów przygodowych, zimowej scenerii, gdzie mróz sięgał ponad 60 stopni.
Jest w tym zbiorze charakterystyczny nerw, nadający zdaniom rozpoznawalne tempo. Tadeusz Kostecki  lubi mocną krótką frazę, znakomicie budującą kolejne sytuacje, w których musi sobie radzić bohater. To cecha rozpoznawcza stylu twórcy „Kanionu Słonej Rzeki”.
Zbiór nowel Kosteckiego polecam wszystkim, którzy chcą zapoznać się z możliwościami narracyjnymi autora i zasięgiem jego zainteresowań fabularnych, a piętno czasów, w których powstały te nowele możemy traktować jako dodatkowy smaczek.