Czarny koń zabija nocą – Monika Przygucka 103/2009

  • Autor: Roy Jacek
  • Tytuł: Czarny koń zabija nocą
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: seria Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1975
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Monika Przygucka

LINK recenzja Ewy Helleńskiej
LINK recenzja Piotra Głogowskiego
LINK Recenzja Wiesława Kota

Kto jest czarnym koniem tej rozgrywki?

Łamigłówka w łamigłówce, tak można pokrótce określić strukturę tej powieści.
Nic mi szczególnego nie mówi nazwisko autora (podejrzewam pseudonim), ale konstrukcja książeczki bardzo mi się spodobała.


Klimatem przypomina nastroje z pięknego polskiego czarno-białego filmy sprzed lat „deszczowy lipiec”. Także pensjonat, także piękna kobieta, mieszane grono pensjonariuszy powiązanych wzajemnymi zależnościami, trochę zagranicznych gości, a clou intrygi są…szachy. Już okładka sugeruje ten motyw przewodni, choć ani zagrywki szachowe, ani umiejętności gry w szachy nie mają tu pierwszorzędnego znaczenia. Liczy się zwycięstwo lub przegrana, a gra idzie o bardzo wysoką stawkę. Choć szachy, to podobno sport ludzi, którzy nie lubią ruchu poza ruchem konika szachowego, to jednak zwycięstwo kończy się morderstwem.
Nieudolne śledztwo  utyka w martwym punkcie, dopiero domorosły – choć nie bez sukcesów – detektyw, naukowiec, filolog klasyczny na usługach naszego wymiaru ścigania, zabiera się do naprawienia tego, co zepsuła milicja. Osobiście wolę, jak detektywi są przystojni, dobrze zbudowani, wysportowani, więc Arystoteles Bax nie budzi mojej sympatii ze względu na swoje fizys: grube okulary, jasne włosy, średnio inteligentną gębę, chuderlawą posturę, podobieństwo do Tadeusza Rossa i nieśmiałość wobec kobiet, graniczącą z chorobliwym strachem przed kontaktami z płcią piękną. Ostatecznie dziewczyna okaże się jednak niegłupia i po zakończeniu śledztwa Arystoteles zapragnie auta w celu organizacji wycieczek z Siekierek na Bielany.
Arystoteles udaje się w rok po zabójstwie do rzeczonego pensjonatu, gdzie zastaje dokładnie taki sam skład osobowy. I okazuje się, że goście, pod pretekstem odpoczynku wakacyjnego –  znowu przyjechali grać (w szachy). Kto tym razem zwycięży w turnieju ? Też nie pożyje długo… Jest też i piękna dziewczyna, na szczęście nie gra w szachy, więc wydaje się być poza podejrzeniem; ponadto budzi ciepłe uczucia w Arystotelesie…W ogóle wszyscy, którzy  nie grają w szachy są poza podejrzeniem….ja niestety gram i to nieźle .
Arystoteles zaczyna od wyjaśniania niedoróbek – czyli od próby ustalenia czyj był szalik, którym zeszłego lata uduszono Rożnowską; kto gra w szachy najlepiej; dlaczego Szwedzi
i Norweg mówią płynnie po niemiecku bez cudzoziemskiego akcentu i dlaczego mąż Rożnowskiej, mistrz szachowy, w ogóle nie brał udziału w zeszłorocznym turnieju ? A przede wszystkim próbuje odkryć – o co tak naprawdę toczy się gra ?
Szczęśliwie brak w powieści luksusowych samochodów, wypasionych willi, a nastrój nadmorskiego pensjonatu i zamknięty krąg podejrzanych sprzyja detektywowi. Rozprasza go tylko nieco piękna studentka, pozostająca poza podejrzeniem…
Pierwsze odkrycia detektywa  w prosty sposób wyjawiają właściciela szalika; z tym kto najlepiej gra w szachy już nie idzie tak łatwo, a mistrz szachowy przyznaje się sam do mistyfikacji  z wygraną żony po czym zwiewa do Szwecji.
Arystoteles próbuje rozwikłać wzajemne powiązania między pensjonariuszami: Kowalikowa okazuje się Millerową, studentka nie chce wyjść za mąż za Milewskiego, willa, w której mieści się pensjonat Borowskiego była kiedyś własnością zamordowanej Rożnowskiej.. ..
Więcej wyjawić nie mogę, ale kiedy nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze…