Gyurkó Laszló „W cieniu śmierci” – Pierwsza seta 35

  • Autor: Gyurkó Laszló
  • Tytuł: W cieniu śmierci
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria: z Jamnikiem
  • Rok wydania: 1987
  • Nakład: 160320
  • Tytuł oryginału: A Malal Arnyeka
  • Tłumacz: Tadeusz Olszański
  • Recenzent: Maciej Szwedowski
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

Nad Modrym Dunajem

Dziwna to powieść, dziwna z wielu powodów. Prawdę mówiąc, przeczytawszy ją dwukrotnie (drugi raz na potrzeby niniejszej recenzji), ciągle nie bardzo wiem co o niej myśleć.

Po pierwsze, nawet jak na kryminał jest dosyć krótka – polskie wydanie ma 112 stron małego formatu. Sama akcja natomiast wydaje się być zakrojona na znacznie dłuższe dzieło, co ma taki skutek, że po rozwlekłym wstępie następuje krótkie rozwinięcie i błyskawiczne (i dość banalne) zakończenie. Wygląda to tak, jakby autor miał ambicje napisać powieść sensacyjną na 400 stron, zgromadził materiały, opracował rys psychologiczny głównych postaci i dotarł do 1/3 akcji, aż tu nagle w piątek wieczorem dostał telefon z wydawnictwa, że w poniedziałek rano maszynopis ma być na biurku redaktora, bo inaczej wydawnictwo zrywa umowę., a autor zwraca zaliczkę. Szkoda, bo moim zdaniem są w tej książce bardzo ciekawe wątki, widać też ślady dobrego pisarstwa. Nawiasem mówiąc, Laszlo Gyurko należał w latach osiemdziesiątych do pisarzy cieszących się sympatią reżymu Kadara i wydawnictwa raczej nie rozwiązywały z nim umów. Tym bardziej dziwi i rozczarowuje zabieg przyjęty w książce.

Wracając jednak do samej powieści – głównym bohaterem jest niejaki Jovan Kiss, jak sam mówi o sobie „pół Chorwat, pół Węgier, pół Niemiec”, ex-partyzant jugosłowiański i były milicjant, który z bliżej niewyjaśnionych powodów został przestępcą. Autor poświęca nieproporcjonalnie dużo czasu na zaprezentowanie czytelnikowi przeszłości Kissa, dowiadujemy się zatem, między innymi, że był w czasie wojny szkolony przez angielskiego komandosa, że jest specjalistą od zabijania za pomocą sztyletu, że jego rodzinę zamordowali w Nowym Sadzie w 1942 roku węgierscy żandarmi. W ogóle w porównaniu z wojenną przeszłością Jovana Kissa, przedstawionego jako nieuchwytny zwiadowca i mściciel i postać w ogóle dosyć demoniczna, jego aktualne wyczyny budzą zdziwienie ze względu na amatorszczyznę, by nie rzec bezmyślność, wykonania. Kiss popełnia tu błąd za błędem, nie zważając raczej na potrzebę zachowania choćby podstawowych zasad bezpieczeństwa w akcji, zachowuje się zupełnie irracjonalnie. Być może tłumaczy go to, że jako człowiek zmęczony życiem i chyba śmiertelnie chory, szuka po prostu sposobu na odejście z tego świata „z bronią w ręku” i po prostu świadomie prowokuje swoją późniejszą zgubę.

Przechodząc do konkretów, akcja powieści rozgrywa się we wczesnych latach siedemdziesiątych. Pięćdziesięcioletni Jovan Kiss wyrusza swoim jachtem z Jugosławii na Węgry, gdzie w naddunajskim miasteczku Szentendre planuje dokonanie napadu na miejscowe muzeum, w którym odbywa się właśnie wystawa staroegipskich figurek z terakoty. Przybiera sobie w tym celu niejakiego Milana Davćeka, specjalistę-włamywacza z Belgradu. Wlecze go ze sobą na Węgry właściwie nie wiadomo dlaczego, bo system alarmowy w muzeum okazuje się być wyjątkowo prymitywny. Później, w trakcie napadu na muzeum, Jovan Kiss morduje parę staruszków – bileterkę i jej męża, co również okazuje się być zupełnie niepotrzebne, a ma skutki takie, że mordercę zaczyna tropić połowa węgierskiej milicji. Po czym, zamiast błyskawicznie uciekać z kraju, morderca spędza wesoło czas w Budapeszcie. Prowadzący śledztwo major Szöveges i porucznik Gali bardzo szybko, przy walnej pomocy dawnych kolegów Kissa z jugosłowiańskich organów ścigania, dowiadują się kto jest sprawcą i gdzie go można znaleźć. Jak się okazuje, milicja jugosłowiańska ma o nim pełne dane, wie o wszystkich jego poprzednich napadach i porwaniach i właściwie nie wiadomo, dlaczego czekali, żeby go „przyskrzynić”, aż Kiss wyjedzie za granicę. Obserwując to wszystko czytelnik dziwić się może tylko, że człowiek przedstawiony nam jako nieomal geniusz zła, mógł zachowywać się w sposób aż tak głupi. Ostatecznie, w wyniku przyjazdu na Węgry jego byłego przełożonego z Belgradu podpułkownika Vuketicia, Kiss zostaje osaczony na swoim jachcie i …. ale o tym najlepiej przeczytać samemu.

W ogóle powieść jest pełna niedopowiedzeń, urwanych wątków i nielogiczności, których natężenie wydaje się potwierdzać podejrzenie, że autorowi zabrakło czasu. Nie wiemy po co Kissowi wspólnik-zawalidroga, dlaczego zamordował małżeństwo w muzeum, jaką rolę odgrywa w całej sprawie podpułkownik Vuketić, w jaki sposób Kiss planował wywieźć z Węgier zrabowane figurki, dlaczego nie wykorzystał pierwszej okazji do ucieczki, itp. itd.

Plusy powieści „W cieniu śmierci” to: ciekawe tło historyczne i rzetelne, choć trochę „komiksowe”, przedstawienie postaci głównego bohatera i jego antagonistów. Z kolei w warstwie psychologicznej książka siada, autorowi zabrakło najwidoczniej chęci, żeby jakoś wytłumaczyć motywy działania Jovana Kissa. Nawiasem mówiąc, jak na socjalistyczny kryminał jest to powieść dosyć krwawa – mamy tu bodajże sześć trupów, nie licząc licznych ofiar Kissa z czasu wojny. Ponadto pojawia się tu motyw naprawdę rewolucyjny, oto były szef Kissa z belgradzkiej milicji przybywa na Węgry żeby go zamordować – Jugosłowianie obawiają się, że węgierskiej milicji mógłby uciec, a chcą raz na zawsze pozbyć się problemu. Humanitarna polska milicja starałaby się w takiej sytuacji za wszelką cenę wychować złoczyńcę.

Reasumując, powieść rozczarowuje, a czytelnikowi pozostaje pytanie co by było, gdyby autor trochę bardziej przyłożył się do roboty.