Marcin Lis-Kukliński „Przesyłka z Budapesztu” – Druga seta 60

  • Autor: Lis-Kukliński Marcin
  • Tytuł: Przesyłka z Budapesztu
  • Wydawnictwo: Poligraficzno-Wydawnicza Spółka Akcyjna „Udziałowa”
  • Seria:
  • Rok wydania:1991
  • Nakład:
  • Recenzent: Anna Lewandowska
  • Broń tej serii: Druga seta

Casanova z MPK, czyli śmierć na pętli

Tytuł książki Marcina Lis-Kuklińskiego „Przesyłka z Budapesztu” sugeruje, że jest to powieść szpiegowska, zabrałam się więc do niej z zapałem, żeby się dowiedzieć, na jaki to znowu przewrotny pomysł wpadli obrzydliwi imperialiści, żeby zawładnąć naszą przodującą socjalistyczną myślą techniczną.
No i rzeczywiście, zaczyna się intrygująco: w Częstochowie, na skraju Lasu Aniołowskiego (śliczna nazwa!) przypadkowy przechodzień znalazł zwłoki trzydziestoletniego Józefa Pacha, kierowcy autobusu linii 24. Autobus, który denat prowadził tuż przed śmiercią, stał od kilku godzin na pobliskiej pętli, kręciło się koło niego nawet kilku kandydatów na pasażerów, ale wobec braku kierowcy zrezygnowali i udali się w stronę odległej pętli tramwajowej.
Obok ciała denata widać było ślady walki, a narzędzie zbrodni – łyżkę do opon – znaleziono w pobliskich krzakach. Pierwszą więc wersją, jaką przyjęli prowadzący śledztwo milicjanci, była bójka kierowcy z podpitymi pasażerami, których kierowca usiłował wysadzić na pętli z autobusu. Jednak świadkowie, którzy zgłosili się do milicji po nadaniu komunikatu w lokalnej telewizji, stanowczo twierdzili, że dojeżdżający do pętli autobus był pusty. „Zupełnie pusty? Nic nie słyszałem, żeby nasza technika poszła tak daleko” – zażartował jeden z milicjantów. Okazało się, że niezupełnie, kierowca jednak był w autobusie, brakowało natomiast podpitych pasażerów, których musiałby siłą z niego usuwać. Tak więc ta wersja została odrzucona.
Odrzucono także kilka innych wersji: jakaś piękna kobieta kazała taksówkarzowi zawieźć się na pętlę autobusu 24, do którego następnie wsiadła. Mogła zabić z zazdrości czy coś w tym rodzaju. To znowu jeden z pasażerów został w tymże autobusie w godzinach popołudniowych pozbawiony portfela wypchanego grubszą gotówką. Podniósł krzyk, kierowca podjechał autobusem pod komisariat, milicjanci zrewidowali pasażerów, ale nic nie znaleźli. Zainteresowało to prowadzących śledztwo, bo przecież złodziej mógł ukryć skradziony portfel gdzieś w autobusie, a kiedy wieczorem usiłował go odebrać, przyłapany przez kierowcę, mógł go zaciągnąć do lasu i zdzielić śmiertelnie łyżką do opon. Ta wersja wydawała się najbardziej prawdopodobna.
Śledztwo prowadzą: kapitan Grzelak, porucznik Stojanowski i sierżant Sobczak. Trzej bardzo zdolni milicjanci, inteligentni, pracowici, z poczuciem humoru. W pracy bruździ im tylko jedno: jak wszyscy pozostali milicjanci z ich posterunku kochają się na zabój w seksownej Mirce Start. Przebywała ona co prawda w Budapeszcie na międzynarodowej konferencji wraz z naczelnikiem wydziału majorem Lupą, ale nie pozwalała o sobie zapomnieć. Szczególnie porucznikowi Stojanowskiemu, do którego telefonowała po kilka razy dziennie. Stojanowski podejrzewał ją nawet, że dała się namówić komuś ważnemu, żeby go odciągnąć od sprawy, nad którą pracował, i dlatego zawróciła mu w głowie. „Właśnie spodziewano się powrotu majora i po korytarzach komendy krążyło pytanie: czy Mirka Start zatrzyma się w Częstochowie przed powrotem do Warszawy. Porucznik wydawał się być lekko rozkojarzony”.
Sierżant Sobczak stwierdził jednak, że „Nic tak dobrze nie wpływa na młodych napalonych facetów, jak praca”. Wzięli się więc ostro do roboty.
Przede wszystkim zaczęli drobiazgowo badać prywatne życie zamordowanego Józefa Pacha. I już wkrótce okazało się, że młody ten człowiek był uwikłany w związki z aż trzema kobietami. Pierwszą z nich była żona, z którą łączyły go niemal wyłącznie akt ślubu i dziecko. Żona bardziej interesowała się jego poborami niż potrzebami erotycznymi, znalazł więc sobie kochankę, niejaką Zośkę Kluźniak. Kiedy Zośka go porzuciła, zaczął romansować z apetyczną wdówką, Janiną Zimińską. To właśnie ona krytycznego wieczoru jechała taksówką do pętli autobusu linii 24. Wyparła się jednak stanowczo zamordowania swojego byłego kochanka. Właśnie, byłego, bo Pach porzucił ją i ponownie związał się z Zośką Kluźniak. Porucznik Stojanowski bez trudu domyślił się, że tę atrakcyjną, ale sporo starszą od siebie kobietę Józef Pach traktował jako przystanek na czas oczekiwania, po którym znowu miała być Zośka. Jednak „Rozumiał postępowanie Pacha, który wolał mieć kogoś nie pod tym samym dachem, pod którym mieszkał z żoną. Było to zrozumiałe i szalenie jednak typowe”.
Hm, wyrozumiały był ten porucznik.
Oczywiście nie powiem, kto zamordował. Nie zdradzę też, co zawierała przesyłka z Budapesztu. Mogę chyba jednak poinformować pt. Klubowiczów, że książka nie ma nic wspólnego ze szpiegami, a tytuł to zwykła podpucha. Warto ją jednak przeczytać, bo miejscami jest dość zabawna i spełnia wymogi kryminału milicyjnego. Choć została wydana w 1991 r., to musiała zostać napisana sporo wcześniej. Wskazuje na to właściwie tylko to, że nie ma w niej jeszcze policji, tylko milicja, ale jest jeszcze jakaś taka ogólna atmosfera, właściwa dla czasów przedkapitalistycznych.
Książka ta, a właściwie broszura, jest moją własnością i budzi szalone pożądanie naszego Prezesa, jest to bowiem jeden z najbielszych kruków. Wydana została przez częstochowską Poligraficzno-Wydawniczą Spółkę Akcyjną „Udziałowa” (o której mało kto słyszał) jako drugi zeszyt miesięcznika „997 zgłoś się”. Miesięcznik ten pomyślany był chyba jako dłuższa seria, ale skończyło się na trzech zeszytach: „Podwójna pułapka”, „Przesyłka z Budapesztu” i zapowiadanym „Zemsta na odwrót”. Gdyby ktoś z Klubowiczów zetknął się kiedykolwiek z którymś z tych zeszytów – proszę o informację. Prezes też będzie zainteresowany.