Jerzy Edigey „Alfabetyczny morderca” – Druga seta 23

  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Alfabetyczny morderca
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1981
  • Nakład:
  • Recenzent: Ewa Helleńska
  • Broń tej serii: Druga seta

LINK Recenzja Anny Błaszczyńskiej

Seryjny morderca z Zabiegowa

Nie, nie znajdziecie miasteczka o nazwie Zabiegowo na żadnej mapie Polski – zostało ono wymyślone przez Jerzego Edigeya jako miejsce akcji powieści „Alfabetyczny morderca”.  Miasteczko to umieścił autor na Śląsku, w województwie katowickim, gdzieś w pobliżu granicy z Opolszczyzną. Rzecz dzieje się bowiem w czasach 49 województw, czyli po reformie administracyjnej Edwarda I.

Milicja w Zabiegowie ma co robić, ale prowadzone przez nią sprawy są dość banalne: jakieś chuligańskie wybryki, drobne kradzieże, manko w sklepie, wypadki drogowe itp.  Nagle w tym spokojnym miasteczku zdarzyło się morderstwo: zamordowano młodego chłopaka, miejscowego chuligana. Wkrótce ofiarą kolejnego zabójstwa padła staruszka dorabiająca do renty sprzedażą alkoholu w godzinach, gdy sklepy są już pozamykane.  Po pewnym czasie na terenie Zabiegowa znaleziono zwłoki dwóch kolejnych osób: miejscowego badylarza oraz pracownika kolei. Wtedy ktoś zauważył, że nazwiska kolejnych ofiar mordercy zaczynały się od kolejnych liter alfabetu: A, B, C, D. Ani chybi jakiś wariat szaleje w Zabiegowie!

Komendant MO, major Stanisław Zajączkowski, wpada w złość.  Akurat w tak niezwykłym momencie, gdy trup ściele się gęsto, nie ma kto ścigać alfabetycznego zabójcy.  Połowa  oficerów MO z miejscowej komendy jest nieobecna z ważnych powodów (choroby, urlopy, szkolenia).  Bandzior – szaleniec gotów wymordować pół miasta!  Katowicka Komenda Wojewódzka poproszona o pomoc, wykpiła się w prosty sposób: oddelegowano do pomocy w Zabiegowie… babę, porucznika Barbarę Śliwińską!  Major Zajączkowski jest człowiekiem o tradycyjnych poglądach: w milicji baba może się zajmować co najwyżej sprawami nieletnich lub przestępstwami gospodarczymi. Ale oficer śledczy w spódnicy! Trzeba zrobić wszystko, by ta smarkula jak najszybciej się stąd wyniosła.

Tymczasem piękna pani Basia nie tylko szybko zawojowała pracowników komendy, ale i rozwiązała zagadkę alfabetycznego mordercy. Nie mogę zdradzać jednak szczegółów śledztwa.  Powiem tylko, że akcja bardzo się komplikuje, wychodzą na jaw nowe szczegóły, ślady prowadzą w różne strony i w przeszłość, a rozwiązanie zagadki może okazać się zaskakujące. Mnie zastanawia w tej powieści co innego: Jerzy Edigey, jeden z naszych czołowych „kryminalistów”, dał się ponieść fantazji i, kierowany żądzą pouczenia i wychowania społeczeństwa, popadł w straszliwy dydaktyzm.  Oto przykład – zdemaskowany morderca tłumaczy się, że jego ofiary nie były święte, że uwolnił społeczeństwo od ludzi, którzy zasłużyli na karę, zaś w przypadku jednej z ofiar chodziło mu o pomszczenie własnych krzywd.

„– Pan się myli – odpowiedział major Zajączkowski – nikt pana nie upoważnił do wymierzania sprawiedliwości (…) Sprawiedliwość wymierza państwo i tylko państwo. Nie ludzie, nawet nie sędziowie, bo oni ogłaszają wyroki w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. (…)
Ale państwo wymierzając karę, zostawia człowiekowi szansę poprawienia się i powrotu na uczciwą drogę.  W wyjątkowych sprawach zapada najwyższa kara, wyrok śmierci.  Szansą poprawy jest również przedawnienie.  Jeżeli człowiek popełnił nawet zbrodnię, a później nie ujęty przez prawo prowadzi uczciwe życie przez dwadzieścia lat, przebacza mu się stare grzechy.  Bo sprawiedliwość to także umiejętność przebaczania.  (…)  Ale czy szukał pan pomocy i opieki?
– Gdzie jej miałem szukać?
– W radzie zakładowej, w partii czy choćby u nas w milicji. Na pewno podano by panu życzliwą dłoń, tak jak ją podajemy tysiącom ludzi, którzy wychodząc z więzienia i chcąc dalej żyć uczciwie, znajdują się w takim samym położeniu”.

Dostało się też pozornie uczciwemu odłamowi społeczeństwa, a jakże. Dalej major Zajączkowski mówi:

„ – Pokpiwa pan sobie z milicji, że przestępcy siedzieli pod naszym nosem, a myśmy o tym nie wiedzieli. To także prawda. Ale dlaczego nic nie wiedzieliśmy?  Bo tacy jak pan milczeli i tolerowali tych bandytów, złodziei i lichwiarzy.  Milicja nie jest wszechwiedząca. Aby działać, musi wiedzieć, że popełniono przestępstwo.  (…) Skąd mamy wiedzieć o wszystkim i skutecznie walczyć z przestępczością, skoro społeczeństwo nie chce nam pomóc?”

Tak, proszę społeczeństwa, należało być czujnym i pomagać milicji.  Dzisiaj nie ma już milicji, rad zakładowych (kto z młodych jeszcze wie, co to było?) i partii wyciągającej pomocną dłoń. Jakie piękne czasy bywały kiedyś….