Jan Litan „Pożegnanie ze szpiegiem” – Druga seta 61

  • Autor: Litan Jan
  • Tytuł: Pożegnanie ze szpiegiem
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: seria Labirynt
  • Rok wydania: 1962
  • Nakład:
  • Recenzent: Marek Ciaś
  • Broń tej serii: Druga seta

BICZ BOŻY NA SZPIEGÓW PO RAZ TRZECI, czyli kogo śledzi tajemniczy Janek

Zgodnie z obietnicą złożoną nieopatrznie przed paroma miesiącami naszemu Prezesowi, przedstawiam próbę recenzji porównawczej dwóch wydań książki Jana Litana Pożegnanie ze szpiegiem i filmu w reżyserii Jana Batorego Spotkanie ze szpiegiem, do którego scenariusz napisał tenże Jan Litan (choć powieść nie jest wymieniona w czołówce filmu).
Pierwsze wydanie Pożegnania ukazało się w 1962 roku, premiera filmu miała miejsce 10 lipca 1964 roku, a wydanie drugie wyszło rok później. Czas akcji zatem to PRL na początku lat 60.
Musiało to być państwo na kształt Korei Północnej, gdyż zarówno w książce, jak i w filmie szpieg dostaje się na teren naszego kraju balonem wypuszczonym z łodzi podwodnej (sic!). W związku z tym niemal natychmiast zostaje namierzony przez radary i rozpoczyna się pościg. Oczywiście zachodnioniemieckiego wywiadu nie było stać na najlepsze papiery dla swego człowieka i wyekspediowanie go jak najbardziej legalną drogą. Wtedy prawdopodobnie pies z kulawą nogą by się nim nie zainteresował.
Jakie są główne różnice między filmem a książką? Przede wszystkim tytułowa postać. W powieści głównym szwarccharakterem jest niejaki Kurt Sztoch, pogrobowiec Wehrwolfu, który uciekł z transportu w 1945 roku. Potem wrócił (chyba jednak legalnie) i na zlecenie swych niecnych mocodawców snuł pajęczą sieć wokół młodego inżyniera-wynalazcy. Zaledwie jego pomocnikiem i raczej pionkiem w całej rozgrywce jest niejaki „Bernard” vel Józef Przybylan, zrzucony właśnie przy pomocy balonu na Pomorzu Zachodnim. W filmie awansował on na główną postać, Kurt Sztoch natomiast nie pojawia się w ogóle. „Bernard” ma pomocników: piękną Marię Polińską (w końcu sama Beata Tyszkiewicz) i kierowcę PKS – Zygmunta. Postacie te pojawiają się dopiero w II wydaniu powieści, z tym, że Polińska nosi imię Jolanta, a wątek z jej udziałem powstał wyraźnie pod wpływem filmu (jest jednak inny – proszę zajrzeć do książki!). Kierowca w powieści pojawia się tylko w jednym miejscu: „Bernard był kierownikiem siatki składającej się z trzech agentów. Aresztowaliśmy tylko jednego. Był to kierowca ciężarowego samochodu marki Skoda, z którym Bernard jeździł jako autostopowicz i fotografował interesujące go obiekty” (wyd. II, s. 109). Wątek ten w filmie wygląda prawie identycznie, z tym, że jest o wiele bardziej rozbudowany.
Na potrzeby filmu wprowadzono też postać niemowy (Wacław Kowalski) – świadka lądowania „Bernarda” i oczywiście jego ofiarę (cios karate i zastrzyk zrobiony długopisem). Szpieg nie zadał sobie zresztą trudu, żeby ciało usunąć (cóż za niedbalstwo) i w ten sposób znów dał wskazówkę SB.
Podobnie jak w poprzednim przypadku niemowa pojawia się także w II wydaniu powieści. Wygląda na to, że napisane bardzo „oszczędnie” (prawie wyłącznie dialogi i suche opisy, brak połączenia poszczególnych wydarzeń, sporo niewyjaśnionych epizodów) Pożegnanie w pierwszej wersji nie dawało się przekształcić w atrakcyjny scenariusz i wymagało dodania nowych postaci i wątków lub logicznego rozwinięcia tych istniejących (np. wzmiankowana sprawa Polińskiej – postać taka występuje w I wydaniu, ale jest tylko wspomniana i nie ma żadnego znaczenia dla fabuły). Konsekwencją natomiast scenariusza filmowego było II wydanie powieści wzbogacone o nowe wątki (naliczyłem 7 nowych rozdziałów) z nieco bardziej logicznie skonstruowaną fabułą (ale i tak pewne rzeczy wydają się niejasne).
Film nie wykorzystał pewnych motywów z I wydania powieści. Brakuje chociażby pasjonującej historii tajemniczego wynalazku pod kryptonimem „Bazyliszek”, który chciał wykraść Kurt Sztoch. Nie pojawiają się takie postacie jak kasjerka Barbara Jelonek i Henryk Gralski z Łodzi. Zakończenie książki jest dosyć efektowne i spokojnie mogło być wykorzystane w scenariuszu, dziwi więc decyzja reżysera i scenarzysty.
I w książce, i w filmie zastanawia skłonność szpiega do komplikowania sobie życia. Poczynając od dość ryzykownego sposobu przybycia do Polski, mamy inne, dość niecodzienne działania jak podszywanie się pod krótkofalowców czy spacery wzdłuż wybrzeża z lornetką, w której był ukryty nadajnik (na pewno taka czynność zupełnie nie zwraca uwagi, szczególnie w deszcz). Pojawia się przy tej ostatniej sytuacji pewien rodzaj komizmu:
„– To gość już siedzi?
– A dlaczego mielibyśmy zostawić go na wolności? Już czas, żeby posiedział. Dosyć się naspacerował” (wyd. II, s. 140).
Parę słów wypada poświęcić głównemu bohaterowi. Książki – bo w filmie mamy aż trzech: majora Łubę (Henryk Bąk), kapitana Kresa (Zbigniew Zapasiewicz) i porucznika Bacznego (sam Stanisław Mikulski). Tradycyjna główna postać powieści Litana to anonimowy oficer SB (raz jedyny w Pożegnaniu, i to w wydaniu II, pada jego imię – Janek. Czyżby więc narratorem był sam autor?). Z omawianej pozycji dowiadujemy się o nim jeszcze paru rzeczy. W czasie wojny walczył z oddziałami Wehrwolfu (czyli KBW lub WOP), studiuje zaocznie prawo, ale nawał pracy powoduje, że nie ma kiedy zaliczyć kolejnych egzaminów, ma żonę, która go straszy rozwodem i nie wykazuje zrozumienia dla wykonywanej pracy, jest wielbicielem ryby po grecku: „Wstąpiłem do dworcowej restauracji, poprosiłem o kartę potraw i… skrzywiłem się: poniedziałek, dzień bezmięsny. Mieli jednak rybę po grecku. Humor poprawił mi się od razu.” (wyd. II, s. 66)
Pożegnanie, podobnie jak inne pozycje autorstwa Litana, jest dosyć ubogie w realia epoki. Mamy jednak kilka smaczków natury gastronomicznej i to na prowincji. Oprócz powyższego cytatu przypominającego instytucję dnia bezmięsnego (a nawet dni, bo bywały przynajmniej 2 – jeszcze piątek, który np. w stołówce VII LO do dziś jest bezmięsny, co jest motywowane względami religijnymi (sic!) Dowiadujemy się zatem, że restauracja hotelu „Orbis” w Bydgoszczy (koło dworca) posiadała przynajmniej dwie sale: „Wybrałem boczną salę, gdzie było niewiele osób”, że wytwornemu mężczyźnie w towarzystwie kobiety wypadało zamówić „Istrę”, tort i kawę, a intymną atmosferę wytwarzały „przyćmione światła, muzyka i wino”. Z innych przybytków bydgoskiej gastronomii jest wymieniona restauracja „Rybna”, mieszcząca się przy ulicy Pierwszego Maja, serwująca oczywiście ulubione danie głównego bohatera, podobnie jak dworcowy bar w Łodzi (ten z bezmięsnymi poniedziałkami).
Oprócz Bydgoszczy w powieści występuje Koszalin: „W Koszalinie nie byłem od kilku lat. Zdumiony przystanąłem na rynku i z satysfakcją patrzyłem na nowoczesne bloki mieszkalne i piękne sklepy. Miasto to pamiętałem z czasów wojny, gdy płonęło” (wyd. II, s 21). W Koszalinie na dawnym rynku rzeczywiście są bloki, ale wygląda to raczej szkaradnie i żałośnie. Ciekawy i raczej typowy był stosunek mieszkańców tego miasta do przybysza ze stolicy:  „Koledzy koszalińscy uśmiechali się, a w ich spojrzeniach czytałem wyraźnie: Naiwniak z Warszawy. Po co tracić czas? Idź do hotelu i połóż się po nie przespanej nocy”(wyd. II, s 21). Na koniec kilka smakowitych cytatów o kobietach. Janek najwyraźniej ich nie lubi, co być może jest wynikiem perturbacji z żoną. Czyżby autor też był mizoginistą?
„W swojej pracy miałem już nieraz do czynienia z kobietami. Nie był to łatwy orzech do zgryzienia. Były uparte, uciekały się często do histerii, albo … próbowały kokietować. No, nie jestem z kamienia, ale w tej sytuacji działało to na mnie wręcz odwrotnie – budziło niechęć a niekiedy nawet obrzydzenie” (wyd. II, s. 40).
„Kobietka niczego sobie, ale lekkomyślna. Plotkarka i gaduła. Nie rozumie i nie docenia wysiłków męża. Robi mu wyrzuty, że ją zaniedbuje, że myśli tylko o pracy” (wyd. II, s. 138).
„Jesteśmy narodem gadatliwym. Śmiem twierdzić, że poważny udział w tym ogólnonarodowym rozgadaniu mają kobiety” (wyd. II, s. 147).
„A więc znowu kobieta. Miałem dość już tych cór Ewy, od których poczęło się wszelkie zło na świecie” (wyd. II, s. 115).
Kobieta zatem, jeśli sama nie szpiegowała, to przynajmniej dostarczała agentom informacji poprzez swoje gadulstwo. W Pożegnaniu mamy w zasadzie wyłącznie takie femme fatale.
Na zakończenie jeszcze jeden cytat z kategorii „stanowiska w PRL”. Niejaki Stanukowski był mianowicie przedstawicielem wojewódzkiego handlu owocami (wyd. II, s. 138).
Pożegnanie ze szpiegiem na pewno nie jest dziełem wybitnym, ale spokojnie można je przeczytać nawet dzisiaj. Podobnie jak można obejrzeć film Jana Batorego i mieć przy tym wiele radości, tak jak klubowicze uczestniczący w premierowym pokazie u Prezesa.