Jan Kowal „Dwie filiżanki z arszenikiem” – Druga seta 53

  • Autor: Kowal Jan
  • Tytuł: Dwie filiżanki z arszenikiem
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: Czerwona okładka
  • Rok wydania: 1980
  • Nakład:
  • Recenzent: Aleksandra Fedyna
  • Broń tej serii: Druga seta

LINK Recenzja Marzeny Pustułki



Mordują i jedzą

Uwielbiam klimat kryminałów Agaty Christie. Ku swojej wielkiej radości odnalazłam go w powieści Jana Kowala „Dwie filiżanki z arszenikiem”. Już sam tytuł zdradza, że narzędzie zbrodni będzie tradycyjne i szacowne. Miejsce akcji też jest bardzo odpowiednie. Pałacyk na odludziu. Całe zamieszanie dotyczy zamkniętej, małej grupy naukowców, archeologów. Jest też odpowiednia ilość martwych ciał, są namiętności, targające z pozoru spokojnymi ludźmi. Każdy z nich miał powód, by zabić.
Jednak składając hołd wielkiej Agacie, Kowal wcale nie pozbawił swego dzieła klimatu i dynamizmu powieści milicyjnej. Pięknie wszystko połączył – zamiast Herculesa Poirot, mamy dzielnego milicjanta, kapitana Marka Piotrkowczyka. Oczywiście, nie pracuje sam. Milicja to kolektyw. Tylko dzięki pracy zespołowej osiąga wspaniałe wyniki („Okazuje się, że ONI są niesamowici, przed ICH laboratorium nie ukryje się nic”).
Narrator w osobie jednego z naukowców (przyjaciel milicyjnego Poirota), swymi przemyśleniami przez całą powieść podsuwa nam coraz odpowiedniejszych kandydatów do roli mordercy. Podejrzewa każdego z kolegów. Podejrzewa tak sugestywnie, że jesteśmy skłonni mu wierzyć. Gdy przyjaciel-detektyw prosi go o pomoc, zaczyna działać ze zdwojoną siłą. Jest zafascynowany ponurą sytuacją, bo niegdyś z pasją pisywał kryminały. Tylko co do niego wiemy na pewno, że nie popełnił mordu. Mamy więc do czynienia z dziełem niezłej jakości – trudno wskazać zabójcę.  Wytrawny czytelnik kryminałów pewnie od razu będzie miał swoje „typy”, ale mniej zaprawiony będzie musiał trochę nad tym podumać.
Jedyną wadą (która tak naprawdę wcale za wadę uchodzić nie musi) jest to, że czytając robimy się głodni. Bohaterowie często jedzą. I to jak! Te kanapeczki, zupki, wypieki… Ech, pałacowa pani domu, niejaka Wickosiowa, bardzo dba o swoich archeologów. Czasami jedzenie staje się wręcz częścią śledztwa: „– Doskonałe ciasto – powiedziałem chytrze. Jeśli Leszek zamówi drugi kawałek, nie wierzę, żeby to on zamordował – pomyślałem przy tym. W mojej wyobraźni morderca nieodparcie kojarzył się z brakiem apetytu”.
Przeczytajcie, Kochani, a przekonacie się, że warto. Ja teraz muszę coś zjeść…