Helena Sekuła „Pierścień Kalifa” – Druga seta 80

  • Autor: Sekuła Helena
  • Tytuł: Pierścień Kalifa
  • Wydawnictwo: Anta
  • Seria:
  • Rok wydania: 2000
  • Nakład:
  • Recenzent: Anna Błaszczyńska
  • Broń tej serii: Druga seta
  • LINK Recenzja Anny Niklewskiej

Powieść o lekkim zabarwieniu erotycznym…

Co ma wspólnego znany ostatnio program TVP, wypowiedź bohatera „Psów” i powieść Heleny Sekuły „Pierścień Kalifa”? Otóż autorka przedstawia w książce świat modelek, modeli, półlegalnego pornobiznesu… A w tym wszystkim zagubione młode dziewczyny, o których można powiedzieć: „Wy nie jesteście złe. Wy jesteście tylko beznadziejnie głupie”.
Bo rzeczywiście bohaterki „Pierścienia Kalifa” złe nie są. Stewardessa przemycająca amfetaminę nie robi tego, co mogłoby się wydawać oczywiste, z chęci zysku, lecz z miłości do pewnego tajemniczego mężczyzny, tytułowego Kalifa. Mężczyzna orientalnej urody, choć w rzeczywistości prymityw, skutecznie zawraca w głowie każdej kobiecie. Na podorędziu ma zawsze pięknie brzmiące: „Pochodzę z nomadów. Ruch jest moim żywiołem, jeśli zostanę na miejscu, znaczy umarłem”. To wystarczało rozkochanym kobietom, by nie dopytywać się o jego częste nieobecności.
Jego ofiarą pada właśnie owa stewardesa, która zmuszona do ucieczki z kraju rozpoczyna w Niemczech pracę… hmm, trudno to właściwie określić.
„Kalejdoskop, głosił wypisany neonem szyld. W moim boksie zmienne oświetlenie łudziło niczym odbicie kolorowych szkiełek układających się we wzory powielone przez zwierciadlane pryzmaty, jak wewnątrz lunety (…) Leżałam goła, demonstrując wyzywające pozy na obracającej się tarczy, upodobnionej do gramofonowej płyty. Przez soczewki umieszczone w ścianie, po wrzuceniu pieniędzy do automatu, za 30 marek 3 minuty, odsłaniał się wizjer, przed którym ślinili się impotenci, dewianci i pryszczaci” (brutalna prawda panowie, tak właśnie postrzegają was panienki z Peep Show).
Potem powoli pnie się po szczeblach kariery. Trafia do nieco lepszego lokalu, gdzie znajduje ją agent modelek. Po przebadaniu w szpitalu (te zawodowe choroby…) rozpoczyna światową karierę jako Evi Kovrasz. Jednak przeszłość, jak to zwykle w takich powieściach bywa, nie daje o sobie zapomnieć. Za Evi ciągnie się narkotykowy nałóg. Modelka coraz mniej może skoncentrować się na pracy, choruje, zaczyna mieć problemy z psychiką. Jej agenci nie mogą sobie pozwolić na stratę tak dochodowego „towaru”. Rozpoczynają się desperackie poszukiwania dublerki. I tak przenosimy się do Warszawy.
Tu mieszka jeszcze niewinna i nieskażona blichtrem wielkiego świata Anielka. Po szkole ciężko pracuje, sprzątając mieszkania. Kiedy za odłożone pieniądze sprawia sobie wymarzoną kreację (o modzie dalej), pod hotelem Victoria zachwyca się nią pewien cudzoziemiec: „Jestem Hanig. Fotografik. Firma Lother Lunze”. Jednak Anielka, przytomna dziewczyna, nie daje się zwieść tak łatwo. „Zresztą wcale nie jest pewne czy ma tam film. Ograny sposób na naiwne”. Jednak tym razem dziewczyna ma szczęście i fotografik nie tylko ma film w aparacie, ale też rozległe znajomości. Podpisują kontrakt i Anielka, już jako Evi Kovrasz, przekracza polsko-niemiecką granicę. Rozpoczyna się oszałamiająca kariera. Anielce, a właściwie Evi, doskwiera nieco stały nadzór i brak swobody, niepokoją dziwne odgłosy dochodzące z sąsiedniego domu. Pewnego dnia dostrzega tam za szybą twarz łudząco podobną do swojej, jednak tajemnicza, pozbawiona włosów kobieta szybko znika za zasłoną.
Los sprawia, że Evi Kovrasz i jej dublerkę łączy jeszcze coś… Przyjeżdżając do Polski, Anielka przypadkiem poznaje pewnego mężczyznę: „widzi biel zębów, jeszcze bielszych przez kontrast ze smagłą skórą, odcień błękitu na wygolonych szczękach, niczym zdjęty z damasceńskiej klingi”. Oszołomiona Anielka szuka go po warszawskich lokalach, a gdy wreszcie się spotykają, rozkwita wielkie uczucie. Planują przyszłość, dziewczyna na ten cel przeznacza swoje zarobione w Niemczech pieniądze. Spędza też upojne chwile w apartamencie Kalifa. I po raz kolejny okazuje się, że film w aparacie był. Tym razem w ukrytym… Zdjęcia mają posłużyć do szantażu, ale dzielna Anielka i tak nie daje się namówić na zagranie w filmie porno. Choć momentami można jej się dziwić. Oto jakiego partnera przewidziano dla niej: „Szarpnął błyskawiczny zamek, w mgnieniu oka opadł z niego wspaniały kombinezon rajdowca czy jakiegoś supermana z komiksu. W następnym mgnieniu wyskoczył z białych kamaszków marki Puma, z białych kaszmirowych skarpetek. Pod tym kokonem nosił tylko granatowe majtki ozdobione złotym motywem. Stał na dywanie bosy, w postaci kulturysty. Głowa efeba na wysmukłych barkach, harmonijnie umięśniony. Szeroka pierś, wąskie biodra opięte skąpymi slipami z elastycznej dzianiny, mocne długie nogi, wypielęgnowane stopy z paznokciami opiłowanymi owalnie, pod bezbarwnym lakierem. Ucieleśniony model męskiej urody”.
Jednak Anielce moderos (męski model erotyczny) nie przypadł do gustu. Nie może tego zrozumieć „producent”: „Mógłbym jeszcze zrozumieć strach przed zbiorówką, absmak na zwierzaka, czy same baby, ale solo z najpiękniejszym moderosem w Warszawie!”
Jak widać, warszawskie dziewczyny są nie do zdarcia i poradzą sobie w każdych warunkach wilczego kapitalizmu, zarówno finansowego, jak i cielesnego.