Wigilia klubowa – 21 grudnia (piątek) 19.15 – Bar Syrenka

Drogie Klubowiczki/Szanowni Klubowicze/Mili Sympatycy,
Zapraszam na spotkanie wigilijne do Baru Syrenka (Tamka 13a) w najbliższy piątek o godzinie 19.15. Lokalik jest przaśny i skromny, ale pamiętny od czasu gdy w roku 1963 Jerzy Edigey opublikował w Kluczyku „Czek dla białego gangu’. Za chwilę będzie pół wieku. Jakiegoś śledzika i coś do popicia powinni mieć. Osobiście będę zdążał wprost z PZO (Dobra 56/66). Jeżeli ktoś ma życzenie uzupełnić braki w klubowych zasobach książkowych lub zajrzeć do regałów z kryminałami PRL, to jest okazja. Można po prostu między 18 a 19 pojawić się w PZO.

Wszystkich, którzy nie będą mogli przybyć pragnę uspokoić. Tuż po Świętach planuję kolejne spotkanie – powigilijno – przedsylwestrowe – tym razem w KDK Cafe na Oboźnej 11. Natomiast po Nowym Roku odbędzie się spotkanie noworoczne (tu proszę o propozycje co do terminu i miejsca, chętnie dopasuję się do sugestii oddolnych – mój mail: prezesik13@wp.pl, telefon 502-322-705).
Niniejszym pozdrawiam świątecznie
Grzegorz Cielecki, prezes MOrdu

Prezes Klubu MOrd w radiowej Czwórce – 18 listopada 2012

Niedzielna „Ściąga z Popkultury” w Czwórce była poświęcona kryminałom. I to nie byle jakim, bo polskim. Posłuchajcie nagrania audycji!




W audycji rozmawialiśmy o tym, czy panuje moda na polskie kryminały, czy może mamy dziś do czynienia z renesansem tego gatunku w polskim wydaniu. Poznaliśmy autorów polskich kryminałów i zastanawialiśmy się, czy polska powieść ma szansę pobić popularność książek Stiega Larssona, autora trylogii „Millenium”. W „kryminalnej” „Ściądze z Popkultury” gościli Pasjonatów Powieści Milicyjnej z klubu MOrd. Poznaliśmy też bliżej twórczość nestorki polskiego kryminału, polskiej Agaty Christie – Joanny Chmielewskiej.

Klub MOrd w Radiowej Czwórce – 22 listopada 2011

Radiowa Czwórka zaprosiła nas do audycji o kryminałach. Oczywiście tematem wiodącym będzie Festiwal Kryminału, ale uda się zapewne powiedzieć coś o MOrdzie, gdyż jako MOrd nas znaleziono i zaproszono. Godzina audycji – wtorek 22 listopada po 23.00 jest bardzo kryminalna. Może jakieś nocne MOrdowe marki będą miały okazję posłuchać. Po linii MOrdu oddelegowana jest Klubowiczka Ania Niklewska oraz Klubowicz Grzegorz Cielecki.


Klubbing Ochocki – 29 maja 2011

Kilka słów o klubbingu ochockim, jak to wyglądało z mojej strony. Dobiłam gdzieś w połowie, kierowana przez Prezesa co i rusz lądowałam tam gdzie byli przed chwilą. Ostatni namiar naprowadził mnie do baru mlecznego „Biedronka”, który okazał się hitem żywieniowym. W gastronautach ma 3,2 gwiazdki, za jedzenie wychwalany, za wystrój gwiazdek ubywa. Obsługa była bardzo miła, bo pozwoliła naszej nowej klubowiczce Bezie rasy mops wejść do środka. Rumsztyk okazał się świeżuteńki i smaczny. Kontemplację poposiłkową przerwał nam zatkany odpływ ściekowy, smród wywalał za drzwi momentalnie.

Zaudaliśmy się w związku z tym na małe jasne i kawę vis a vis do kawiarni o imieniu „Fantazja”, bardzo mi się spodobała atmosfera i obsługa, aczkolwiek czekało się trochę na lody. Omawiane były sprawy rzecz jasna kryminalne. M.in film pt „Wielka majówka”, który darzę ogromnym sentymentem mimo wątpliwych walorów artystycznych. Gwoli ciekawostki napomknę tylko, że nawiązałam kontakt z reżyserem p. Krzysztofem Rogulskim. Po kawie, lodach i piwie poszliśmy na pl. Narutowicza skąd odjeżdżał zabytkowy tramwaj. Jazda nim była wielką frajdą. Wysiadłam na przystanku pl. Zamkowy, co robili dalej klubowicze nie wiem 😉

Drugi klubbing żoliborski, czyli Albert Wojt i nie tylko

Klubowe sprawy wydawnicze zamierzano omówić w dawnej kawiarni „Hawana” w Domu Handlowym „Merkury”. Lokal obecnie zwie się „Coyote Club”. O godzinie 13tej klub był jeszcze nieczynny, zawitaliśmy więc do sympatycznej, chorwackiej winiarni „Guccio Domagoj” przy ulicy Suzina. Z winiarni ruszyliśmy na żoliborski spacer. Zaczęliśmy od poszukiwań pewnego śmietnika na ulicy Tucholskiej. „…Dzisiaj, kilka minut po siódmej, ktoś znalazł trupa kobiety w śmietniku…” (Albert Wojt „Dzwonek z Napoleonem”).

Następnie przycupnęliśmy na skwerze za kinem „Wisła”, które „wystąpiło” w powieści Anny Kłodzińskiej „Królowa nocy”. Nie opuszczając Dziennikarskiego Żoliborza, skierowaliśmy się ku ulicy Dygasińskiego. Skręcili w Dziennikarską i po chwili dotarli do Dygasińskiego. Jeszcze kilkadziesiąt kroków i znaleźli się przed willą Płateckiej.”, „…Stanęła w progu i nagle poczuła, że robi jej się słabo. Pośrodku pokoju, na wzorzystym, chińskim dywanie, leżała stara kobieta.” (Albert Wojt „Szafirowe koniczynki”). Przyszedł czas, by pożegnać urokliwy Dziennikarski Żoliborz i skierować się ku ulicy Gdańskiej. Pokryta ciemnoszarym tynkiem kamienica sprawiała dość ponure wrażenie.” (Albert Wojt „Przystanek przy Gwiaździstej”). Z ulicy Gdańskiej już tylko kilka kroków dzieliło nas od parku „Kaskada”, od XIX wieku popularnego miejsca wypoczynku. „…Chłopak wpadł do parku „Kaskada” i sadząc wielkimi susami pobiegł na przełaj przez zieleńce.” (Albert Wojt „Przystanek przy Gwiaździstej”). Z „Kaskady” wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli do „Hawany” przy Słowackiego (pardon, do „Coyote Clubu). Małe „co nieco”, piwko i przyszło zakończyć to nadzwyczaj udane spotkanie.

Ufam, że „następną razą” dotrzemy aż do przystanku przy Gwiaździstej.

Joanna Małecka

„Polityka” – 30 kwietnia 2011

MO czuwa (PRL z dreszczykiem)

Meta, Miś czy inne lokale stylizowane na epokę Peerelu (Czerwona Oberża, Pod Czerwonym Wieprzem) nie interesują miłośników milicyjnej powieści kryminalnej, zrzeszonych w klubie MOrd. Oni szukają miejsc autentycznych, reliktów PRL. Najlepiej takich, gdzie toczyła się akcja kryminalnych powieści. Kultowy jest warszawski Lotos, róg Chełmskiej i Belwederskiej. Tam, gdzie porucznik Milicji Obywatelskiej Paweł Goraj zamawiał setę i tatara w „Dniu słodkiej śmierci” Janusza Głowackiego (jeden ze 146 zeszytów serii „Ewa wzywa 07”). W Lotosie nadal można zjeść sztandarowe dania peerelowskich knajpek: jajko w majonezie, tatara, ozorek lub schab w galarecie, pieczarki z patelni, jajko sadzone na szynce, omlet z pieczarkami. Miłośnicy z MOrd spotkali się przed kilku laty w Lotosie na wspólnym czytaniu fragmentów „Dnia słodkiej śmierci”, przy kieliszku, żeby lepiej wczuć się w nastrój, i pokazali szefowej lokalu fragmenty powieści. Chciała odbić na ksero, dostała w prezencie egzemplarz. Zaprzyjaźnili się i od tamtej pory już kilka klubowych wigilii organizowali właśnie w Lotosie. Odbite strony kryminału zdobią ściany restauracji, obok metalowych tabliczek pomysłu właścicielki: „Mistrzowie świata upraszani są o spokój”. Grzegorz Cielecki, antykwariusz, rocznik 1969, dorastał w końcówce PRL. W latach szkolnych namiętnie czytał kryminały – serie „Z kluczykiem”, „Z jamnikiem”, „Labirynt”. Potem, jak większość, o kryminałach zapomniał. Do czasu, gdy 10 lat temu dostał w prezencie dobrze ponad sto egzemplarzy starych powieści milicyjnych. Leżały za kanapą, nie bardzo wiedział, czy jest po co wstawiać je do antykwariatu. Aż zobaczył, jak kolejni goście myszkują w książkach, cytują całe fragmenty. On też zaczął czytać i wpadł.\r\n\r\nDziś MOrd zrzesza ponad setkę miłośników kryminałów milicyjnych. Piszą recenzje i publikują je w kolejnych tomach, „Pierwsza seta”, druga, doszli do trzeciej. Wydają też najciekawsze powieści z tamtych lat. W bardzo niskich nakładach 100–200 sztuk, więc można je kupić tylko w Internecie. Ciągle też odnajdują nowe pozycje. – Niektóre powieści kryminalne były wydawane tylko w jednym województwie albo ukazywały się w odcinkach, w gazetach i nie miały wersji książkowej – mówi Grzegorz Cielecki. Ale najważniejsze są spotkania w miejscach opisywanych w powieściach. Np. na warszawskim Bródnie toczą się akcje „Trzy razy Omega”, „Śmierć wśród chryzantem” i „Zbrodnia na Cyrhli”. W czasie praskiego clubbingu odwiedzili bar mleczny Rusałka, bazar Różyckiego, zajrzeli do miśków (wybieg dla niedźwiedzi przed warszawskim zoo), gdzie często umawiał się na spotkania porucznik Szczęsny, bohater książek Anny Kłodzińskiej, pogromca paserów, spekulantów, cinkciarzy i agentów obcego wywiadu.

Czytaj dalej „„Polityka” – 30 kwietnia 2011″

Kobra kobrze nierówna

Wieczór z Kobrą

Kobra Kobrze nierówna. Przekonali się o tym uczestnicy piątkowego spotkania u Ani Niklewskiej, podczas którego łyknęli aż dwie „Kobry” na raz. Na pierwsze danie poszła „Żona z orchideami” z 1974 roku w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego ze znakomitą, zdawałoby się, obsadą w postaci Barbary Wrzesińskiej, Józefa Duriasza i Andrzeja Kopiczyńskiego. Film okazał się jednak kompletną porażką i nie uratowali go nawet Pola Raksa i Roman Wilhelmi na drugim planie. Po prostu nic nie mogło wygrać z tak ciężkawą grą głównych bohaterów. Jeżeli komuś trudno jest sobie wyobrazić, że dobry aktor może grać źle, niech sobie tę Kobrę obejrzy. Inaczej nie uwierzy. Z widowni sączącej wino w trakcie projekcji (no, doprawdy, żadnego poszanowania dla sztuki) padł celny komentarz na temat dwóch i jedynie dwóch rodzajów min aktorki: pierwsza mina – zdziwniona, druga – przestraszona. Na tym kończyły się środki wyrazu Wrzesińskiej.
Jej partner (Duriasz) grał twarzą zdecydowanie lepiej, chodził jednak krokiem uwiązanego na sznurku robota. Urozmaiceniem tego sztywnego teatro – filmu było kilka kawałków Led Zeppelin wrzuconych jako podkład muzyczny dla trzech scen plenerowych, podczas których: jechano samochodem, wysiadano z samochodu i wsiadano do niego. Całość trwała godzinę i była o godzinę za długa.

Czytaj dalej „Kobra kobrze nierówna”

Wigilia Klubowa 2010 – Restauracja Ujazdowska & Mołdawska

Jak na Prawdziwą Wigilię Klubową przystało – przybyło 12 osób. Amudena, Ania N, Ania L, Tadek z żoną, której cierpliwość do gazetowców nie ma granic, Leszek, Zbyszek, Adam, oczywiście Prezes z Basią, no i przede wszystkim gość honorowy – Marta Różańska, autorka pierwszej pracy magisterskiej o Klubie MO-rd. Pod koniec pojawił się tajemniczy Lucjan…

Czytaj dalej „Wigilia Klubowa 2010 – Restauracja Ujazdowska & Mołdawska”

Mołdawska Recenzja z dnia 12 lipca 2010 roku, czyli Nie-winne Spotkanie Klubowe

Właśnie dzwonił prezes. Powiedział: napisz relacje z klubowego spotkania i możesz jechać na wakacje. Co robić? Służba nie drużba, Polska nie zagranica, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Po tym nad wyraz marnym zaklęciu przejdę do rzeczy. Było bardzo gorąco. Snułem się od Ronda De Gaulle’a, a tuż przy Mołdawskiej Restauracji zaczepiła mnie atrakcyjna blondynka. To była Klubowiczka Monika (Wiadomo Która). Z gorąca nie poznałem. Po chwili zszedłem do piwnicznej salki lekko wychłodzonej, w której zgromadziło się około 10 klubowiczów obojga płci i być może kliku wyznań.

Było też radio w osobie redaktorki Eweliny Grygiel, która dowiedziała się o nas z pisma Aktivist. Koleżanka redaktorka przeprowadziła z wybrańcami krótkie wywiady po czym opuściła lokal, zapewne w poszukiwaniu kolejnych tematów na audycje. No a wtedy wszystko się zaczęło. Z dużym impetem zaczęto wychylać kolejne butelki czerwonego i białego wina mołdawskiego, dotychczas zaledwie sączonego prawdopodobnie z powodu lęku przed mediami…

Czytaj dalej „Mołdawska Recenzja z dnia 12 lipca 2010 roku, czyli Nie-winne Spotkanie Klubowe”