Azembski Mirosław i Wolanowski Lucjan – Czy Stanisław Talarek musiał umrzeć? 435/2025

  • Autor: Azembski Mirosław, Wolanowski Lucjan
  • Tytuł: Czy Stanisław Talarek musiał umrzeć?
  • Wydawnictwo: MON
  • Rok wydania: 1955
  • Nakład: 10000
  • Recenzent: Robert Żebrowski

„W każdym porcie dziewczyna (z wywiadu)”

I o Azembskim i o Wolanowskim było już pisane we wcześniejszych recenzjach. „Czy Stanisław Talarek musiał umrzeć?” wydano w MON, liczy 55 stron, a cena okładkowa to 1,35 zł. Książka ta posiada swojego bliźniaka w innym wydawnictwie.

Otóż w tym samym roku, w Spółdzielczym Instytucie Wydawniczym „Kraj” wydano tę powieść pod bardzo podobnym tytułem: „Czy Talarek musiał zginąć?”. To wydanie jest mega białym krukiem, gdyż nie ma jej na stanie Biblioteka Narodowa. W genialnej „bazie danych” o książkach – która w przyszłym roku ma być zlikwidowana – czyli Allegro Archiwum jest informacja, że dwa egzemplarze były wystawione na sprzedaż (rok 2015 i 2022), w niesamowicie niskiej cenie (odpowiednio: 19 zł i 12,90) i – uwaga! – nie zostały przez nikogo kupione. Biorąc pod uwagę inflację, obecnie powinna być ona wystawiona w cenie co najmniej 99,99 zł i myślę, że szybko znalazła, by kupca wśród Klubowiczów z grona ekspertów. Niestety w AA nie figuruje zdjęcie jej okładki, a jedynie strony tytułowej.

28 lutego 1955 roku w Sztokholmie przy Karlavagen 26, na III piętrze, znaleziono zwłoki leżącego na wznak mężczyzny z raną w piersi. Obok ciała leżał nóż. Denat znajdował się nieopodal drzwi, gdzie mieściła się sztokholmska filia monachijskiej rozgłośni „Freies Europa”, czyli „Wolna Europa”. Był nim 24-letni Polak – Stanisław Talarek, który kiedyś służył w KBW, a potem pracował jako węglarz na s/s „Kraków”. 19 lutego 1954 roku, w czasie gdy statek cumował w sztokholmskim porcie, Talarek w ramach dnia wolnego zszedł na ląd i już nie wrócił. Zamieszkał w pensjonacie „Snaellman”. Dzień przed śmiercią pokazał właścicielowi pensjonatu gazetę „Svenska Dagbladet”, w której był wywiad z młodym Polakiem, przedstawionym jako Paweł Zawadzki, który opowiadał o fiasku Nowej Huty, słabych postępach prac portowych w Szczecinie oraz ciekawostkach odnośnie KBW. Talarek wyraźnie był tym artykułem zdenerwowany. Nietrudno się domyślić, że to on był źródłem tych informacji, a nie przypuszczał, że ktoś je w ten sposób wykorzysta. Postanowił udać się do swojego znajomego – doktora Jana Michała Lisińskiego, który zatrudniony był w „Freies Europa”, aby wyjaśnić tę sytuację.

Okazało się, że Talarek wcześniej wpadł w sidła zorganizowanej grupy szpiegowskiej polującej na polskich marynarzy jako potencjalnych informatorów, a później agentów. Schemat działania był zawsze taki sam. Samotnego marynarza, który schodził w porcie ze statku, zapoznawała pewna młoda dziewczyna, która jak się później okazywało „przypadkowo” była Polką. „Oswojonego” klienta kierowała do swojego znajomego – Szerszenia, który miał znać pewną osobę – Polaka z emigracji, u którego można było tanio nabyć zegarki „Doxa” i „Tissot”. Osobą tą był pułkownik Szymański, czyli Wincenty Witold Szymański – były oficer sanacyjny, a obecnie angielski szpieg, werbownik i naganiacz agentów. Szymaniak kierował delikwenta do Lisińskiego, który zachęcał marynarza do zwierzeń, jego wypowiedzi potajemnie nagrywał, a potem zmuszał do współpracy szantażując, że nagraną rozmowę puści w swojej rozgłośni, przez co będzie słyszalna również w Polsce.

Jak zginął młody marynarz, tego Wam nie zdradzę. Muszę jednak przyznać, że wyjaśnienie tej zagadki mocno mnie zaskoczyło.

Odnośnie samej książki trudno mi jednoznacznie się wypowiedzieć. Ogólnie jest ciekawa i trzyma w lekkim napięciu do samego końca, ale czy jej fabuła to same fakty, czy jednak fantazje, a może domniemania – tego nie wiem. Znając życie i peerelowskie książki z lat 50. wszystkiego można się spodziewać, ale na pewno nie czystej prawdy. Wydaje mi się jednak, że warto po nią sięgnąć.

PRL-ogizmy: statki – s/s „Kraków” (masowiec, który pływał dla PŻM w latach 1951-1959), s/s „Kołobrzeg” (niemiecki drobnicowiec :Herkules” zdobyty w roku 1945 przez wojska radzieckie w Helu; w PŻM pływał do roku 1958), restauracja „Orbis” w Gdańsku.