- Autor: Falkowska-Szymańska Wanda
- Tytuł: Za ladą
- Wydawnictwo: Iskry (wydawca: ZMP)
- Seria: Wykorzystaj dobre doświadczenia
- Rok wydania: 1954
- Nakład: 5176
- Recenzent: Robert Żebrowski

„Zetempowcy na odpowiedzialne posterunki pracy w handlu”
Może ktoś kiedyś pokusi się o napisanie książki natemat: „Opowiadania i powieści produkcyjne gwarantem kariery literackiej w PRL”. A byłoby o czym pisać.
Nawet jeśli zawęzić ten temat tylko do autorów książek o tematyce kryminalnej. Wielu z nich debiutowało produkcyjniakami, a ci którzy w pierwszej kolejności przyszli mi na myśl to: Jacek Wołowski i Anna Kłodzińska, a spośród nieetatowych „kryminalistów”: Aleksander Ścibor-Rylski i Bohdan Arct. Niektórzy z nich z pewnością nie musieli się zmuszać do pisania pochwał „jedynej, słusznej drogi”, bo komunizm mieli we krwi. Część jednak traktowała to jako niechcianą konieczność do realizacji swoich planów i zamierzeń. Niezależnie od motywacji autorów, popełnione przez nich produkcyjniaki otwierały im drogę do kariery, umożliwiały wydawanie książek – niezależnie od ich jakości literackiej, co oczywiście wiąże się przede wszystkim z dochodami, ale też i sławą, a także pomagały w zdobywaniu stanowisk. Wanda Falkowska (-Szymańska) należy do grona tych pisarzy. Zanim powstały jej książki, takie jak: „W imieniu prawa”, „Kim jesteś?”, czy „I kłamstwo zabija”, napisała zbiór opowiadań produkcyjnych o tematyce handlowej.
Recenzowana pozycja liczy 105 stron, a jej cena okładkowa to 1,80 zł. Jest ona czystym „białym krukiem”, może nie tyle z uwagi na obecną popularność (choć w latach 50. na pewno cieszyła się dużym powodzeniem), co niski nakład i odległy czas wydania. Oczywiście trafiłem na nią w Bibliotece Narodowej, do której wróciłem po około dwumiesięcznej przerwie. Przeczytałem ją nie dla poszukiwania wątków kryminalnych (choć taki wątek też tu jest), ale dla poznania innego rodzaju twórczości znanej w naszym Klubie autorki przede wszystkim reportaży kryminalnych.
Akcja toczy się w Warszawie, w latach: 1953-1954.
Pierwsze (z pięciu) opowiadanie nosi tytuł: „Dziewczęta z ulicy Młynarskiej”. Opowiada historię przodującej zetempowskiej brygady im. Hanki Sawickiej, obsługującej sklep MHD przy ul. Młynarskiej 13. Kierownikiem w nim była Irena Żebrowska, dziewczyna spod Ostrowi Mazowieckiej, mieszkająca w Pustelniku, która dojeżdżając stamtąd do pracy w stolicy „samowarkiem”, w czasie podróży czytała – a jakby inaczej – produkcyjne dzieła. „Przeczytała już dużo dobrych książek: „Pamiątkę z Celulozy”, „Burzę”, a teraz czyta „Wrzesień””. Wraz z nią pracowało kilka innych dziewcząt, m.in. Halina Rusinek – szczęśliwa posiadaczka nowego mieszkania w blokach przy ul. Grójeckiej, składającego się z pokoju, kuchni i łazienki, wyposażonego w meble z CHPD, w którym zamieszkiwała wraz z mężem oraz dwójką małych dzieci. Nie ma się co dziwić jej szczęściu, gdyż dzielnica w której zamieszkała – Wola, „staje się dzielnicą na wskroś nowoczesną, pełną zieleni i słońca”.
Z uwagi na wyniki osiągnięte w handlu, załoga ZMP przejęła najgorszy sklep w stolicy, by doprowadzić go do porządku i wyprowadzić na szczyt. Okazało się, że ma on 106 tysięcy złotych manka. Powodem tego były kradzieże towaru, dokonywane zarówno przez pracowników, jak i osoby z zewnątrz, niszczenie towaru, poprzez nieumiejętne obchodzenie się z nim, sprzedaż artykułów na kredyt. Jednak „zetempówki” ustaliły, że manko brało się przede wszystkim z tego, że wcześniejsza załoga przyjmowała towar bez przeliczania go. Do wniosku tego doszły, gdy konwojent W. przywiózł im do sklepu papierosy („Wczasowe” i „Sporty”), których liczba – jak się później okazało – nie zgadzała się z fakturami. Konwojent nie zgodził się na ich przeliczenie w jego obecności, tłumacząc to brakiem czasu z uwagi na nawał obowiązków związanych z rozwożeniem towarów po sklepach. Początkowo zarząd MHD za ujawnione braki obwinił sklepowe, ale przypominając sobie, że są one zetempowskimi przodowniczkami pracy, szybko się zmitygował, przyjął ich wersję, a sprawę skierował do prokuratury przeciwko konwojentowi.
Drugie opowiadanie to „Praca wydaje plony”, a dotyczy pracowników (przede wszystkim pracownic) Centralnego Domu Towarowego przy Al. Jerozolimskich róg Kruczej. Przedstawia ono m.in. problemy jakie pojawiły się w związku z regularnymi awanturami wywoływanymi przez chuliganów na stoisku z płytami (winylowymi oczywiście).
Kolejne opowiadanie – „Młodość musi się wyszumieć” – opisuje zabawę taneczną pracowników Powszechnego Domu Towarowego na Pradze przy ul. Okrzei, zwanego „Pedeciakiem” [ileż ja się tam w dzieciństwie wyłaziłem po schodach tego kilkupiętrowego budynku, aż nogi bolały], zorganizowaną w ostatnią sobotę karnawału. Przygrywała im orkiestra z „Artosu”, a w repertuarze były m.in.: walce, oberki, tanga, polki i fokstroty. Nie obeszło się też bez poważnego wątku, a mianowicie walki z brakoróbstwem.
Czwarte dotyczy pracy w Centralnym Domu Dziecka (chodzi oczywiście o placówkę handlową, a nie opiekuńczą), w którym powstała m.in. kawiarnia dla dzieci.
Ostatnie opowiadanie nosi tytuł „Nauka nie idzie w las”. W świetlicy WSS Artykuły Spożywcze Śródmieście [prawdopodobnie przy ul. Krochmalnej] prowadzono wykłady dla młodych sprzedawczyń. Szczególną uwagę zwracano na niegospodarne i przestępcze działania pracowników sklepów oraz dostawców. Np. do jednego ze sklepów codziennie, pomiędzy bańkami z mlekiem, wstawiano jedną pustą; w innym sklepie nowa kierowniczka przejmująca go poprosiła o sprawdzenie zawartości przechowywanych w magazynie beczek ze śledziami – okazało się, że na 20 beczek, w 13 była tylko woda, a z uwagi na przywłaszczenie mienia społecznego sprawa trafiła do prokuratora.
Jak ocenić tę książkę? Na pewno autorka osiągnęła w niej stawiany cel propagandowy. Po przeczytaniu „Za ladą” bardzo się chce należeć do jakieś zetempowskiej brygady, choć może nie handlowej, a na przykład … czytelniczo-recenzenckiej, opracowaniowo-bibliotecznej, czy katalogowo-leksykonowej, by w odpowiednim, uczciwym towarzystwie móc pracować dużo, szybko i ponad siły, osiągać założone normy i planować jeszcze wyższe, podnosząc przy tym w świetlicy swoje wykształcenie zawodowe oraz zdolności remanentowo-detektywistyczne, a wszystko to przy dźwiękach skocznej polki. Uff! I po co to wszystko? Dla ojczyzny, dla narodu, dla własnej satysfakcji! Oj, napracowała się pani Wanda na tych stu stronach, napracowała. Choć pewnie łatwiej było jej to zrobić niż stać za ladą i użerać się z klientami, chuliganami i niezetempowskimi współpracownikami. Dla mnie jednak największa wartość tej książeczki to zawarte w niej peerelogizmy – liczne, ciekawe i po części wcześniej mi nieznane.
Skrótowce: ZMP, MHD, CHPD, CDT, CDD, PDT, CPLiA, WSS,
Zakłady pracy: Zakłady Wytwórcze Aparatury Oświetleniowej na Okęciu, Centrala Handlowa Przemysłu Skórzanego, „Artos” (Państwowa Organizacja Imprez Artystycznych),
Spółdzielnie pracy: ”Piechur” w Żelechowie i „Pielgrzym” (obuwnicze) [cóż za adekwatne nazwy!], „Miś” (odzieżowa), „Ortowianka” (dziewiarska), im. Okrzei w Otwocku (obuwnicza), Inwalidów w Markach (konfekcyjno-bieliźniarska),
Obiekty: Technikum Mechaniczne przy ul. Targowej [wśród absolwentów są m.in. Jerzy Turek i Wojciech Pokora], kino „Palladium” (ul. Złota 7/9), sklep WSS nr 122 przy ul. Miedzianej 1 (w wolnostojącym pawilonie),
Wydarzenia: IX Plenum PZPR (rok 1953), IV Festiwal Młodzieży Demokratycznej w Bukareszcie (1953), pierwsza rocznica Zlotu Młodych Przodowników – Budowniczych Polski Ludowej (lipiec 1953),
Książki: „Pamiątka z Celulozy” (Igor Newerly, 1952), „Burza” (Ilia Erenburg, 1953), „Wrzesień” (Jerzy Putrament, 1953), „Zorany ugór” (Michaił Szołochow, 1953), „Lewanty” (Andrzej Braun 1952), „Ocalenie” (Anna Seghers, 1950),
Filmy: „Strażnica w górach” (ZSRR, 1953) i „Celuloza” (Polska, 1954),
Papierosy: „Wczasowe” i „Sporty”,
Gazety: „Trybuna Ludu” i „Gazeta Handlowa”.
