|
Skończył pić herbatą, przejrzał gazety i zastanawiał się nad tym, co robić z resztą popołudnia. Wieczorem umówił się z Karoliną, ale do tego spotkania było jeszcze daleko, cztery godziny. Wstał z fotela, przeciągnął się, ziewnął i podszedł do półki z książkami. Lektura nie była jego ulubionym zajęciem, ale jakoś przecież musiał zabić czas. Telewizyjny program nie był zachęcający. Do kina na jakiś możliwy film nie można się było dostać. Więc co? Jakiś kryminał. Przywiózł tego całe stosy. Właśnie wyjął parę książek z mrożącymi krew w żyłach okładkami, kiedy odezwał się dzwonek. Bez pośpiechu poszedł do przedpokoju, przekręcił zamek i odsunął zasuwę. W drzwiach stała Iza. – O! – powiedział zdziwiony. – Co za niespodzianka. Jak się masz? – Czy mogę wejść? – Ależ oczywiście. Bardzo cię proszę. Nie spodziewałem się twojej wizyty, ale bardzo się cieszę. – Pomógł jej zdjąć płaszcz i zaprowadził do pokoju. – Bardzo się cieszę – powtórzył. Usiadła i wyjęła z torby papierosy. – Wybacz, że przyszłam bez uprzedzenia. Próbowałam dzwonić. Nikt nie odpowiadał. A że byłam w pobliżu, więc... – Mój telefon chwilowo nieczynny. Coś tam z kablem – wyjaśnił. – Może jesteś zajęty? Może czekasz na kogoś? – Nie, nie, na nikogo nie czekam. Właśnie mam sporo czasu. Umówiłem się z kimś dopiero wieczorem. Mówił z pozorną swobodą ale wyczuwała, że jest speszony jej odwiedzinami. – Dziwisz się zapewne. że do ciebie przyszłam. – Nie, nie, wcale się nie dziwię – zaprzeczył z przesadną skwapliwością. – Jesteśmy przecież dobrymi przyjaciółmi. – Raczej byliśmy dobrymi przyjaciółmi – sprostowała. – Jeżeli tak uważasz... – A ty uważasz, że możemy być nadal dobrymi przyjaciółmi? – To oczywiście zależy od ciebie. Mój stosunek do ciebie nie uległ zmianie. Spojrzała na niego uważnie. – Chyba wiesz, że Karol siedział w więzieniu. – Wiem. – I wiesz także, że ty się do tego przyczyniłeś. – Nie mogłem inaczej. Jako prawniczka powinnaś to rozumieć. Karol wdał się z handlarzami narkotyków. Przewoził heroinę i inne narkotyki służbowym samolotem. Czy uważasz, że mogłem patrzeć na to i nie zareagować? Poczucie przyzwoitości, podstawowe zasady etyki... – Czy wyłącznie powodowały tobą te twoje „podstawowe zasady etyki”? – spytała, zaciągając się dymem z papierosa. – Co chcesz przez to powiedzieć? – To, że jeden z was miał zostać odwołany do kraju. A ty, za wszelką cenę, postanowiłeś utrzymać się na tym stanowisku. Z chwilą, kiedy zlikwidowałeś na tamtejszym terenie Karola... – Dlaczego usiłujesz mnie znieważać? Uśmiechnęła się. – Nie mam najmniejszego zamiaru cię znieważać... Oceniam tylko trzeźwo i realnie sytuację... A zresztą nie dyskutujmy na temat etyki. To nie ma sensu. Wydaje mi się tylko, że w takiej sytuacji dobry kolega, przyjaciel powinien naprzód porozmawiać. – A myślisz, że ja z nim nie rozmawiałem? – zaperzył się Piotr. – I to nie raz. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Znasz przecież Karola lepiej niż ja i doskonale wiesz, że jak sobie coś wbije do głowy, to szkoda gadać. Chciał zarobić szybko dużo pieniędzy. No i doigrał się. – Musiałeś akurat ty donieść o tej sprawie? – Uważałem to za swój obowiązek. Ostrzegałem Karola. Energicznym ruchem zgasiła papierosa w popielniczce. – A ja przyszłam tu, żeby ostrzec ciebie. Spojrzał zaskoczony. – Ostrzec? Mnie? Nie rozumiem. – A mnie się wydaje, że doskonale rozumiesz. I wiesz co, Piotrze? Coś ci poradzę. – Słucham? Zawsze chętnie korzystam z dobrych rad od przyjaciół. O, pardon. Zapomniałem, że już nie jesteśmy przyjaciółmi. Więc jakaż to rada? Spojrzała mu w oczy. – Myślę, że dobrze by było, żebyś na jakiś czas wyjechał z Warszawy. – Żebym wyjechał z Warszawy? Nonsens. Dlaczegóż miałbym wyjeżdżać? – Zrobisz, jak uważasz, ale ja ci radzę wyjechać, nie podając swojego adresu. – Ale dlaczego? – Ze względu na Karola. – A cóż ma Karol wspólnego z moim wyjazdem? – Przestań się wreszcie zgrywać – powiedziała energicznie. – Wiesz doskonale o czym mówię. Nie udawaj naiwnego. Karol znajduje się w takim stanie nerwów po wyjściu z więzienia, że wszystkiego się można po nim spodziewać. Dowiedział się, że przyjechałeś i szaleje. Ja nie żartuję. Piotrze. Ja się boję. Roześmiał się, ale ten śmiech nie zabrzmiał zbyt szczerze. – Uważasz, że Karol ma zamiar mnie zamordować. Pokręciła głową. – Nie wiem. Znasz mnie nie od dziś i wiesz, że mam zwyczaj spokojnie i trzeźwo zapatrywać się na każdą sprawę. Ale teraz się boję, naprawdę się boję. – Czy uważasz, że powinienem porozmawiać z Karolem? – Nie, w żadnym wypadku. Uważam, że powinieneś wyjechać i to jak najprędzej. – W tej chwili to nieaktualne. Mam tutaj dużo spraw do załatwienia. – Pamiętaj, że ja cię ostrzegłam. To wszystko, co mogłam zrobić.

|