Jerzy Edigey - Uparty milicjant - Seria z Warszawą | Wydawnictwa klubowe
Jerzy Edigey - Uparty milicjant - Seria z Warszawą


– Wieś Weten leży – rozpoczął swoje opowiadanie pułkownik Adam Krzyżewski – jak to już zaznaczyłem, w byłym powiecie kętrzyńskim. Dlatego o tym wspominam, że kiedy tam rozgrywały się te tragiczne wypadki, obowiązywał jeszcze stary podział administracyjny kraju. Wieś, obok autochtonów – Warmiaków i Mazurów – zasiedlili po 1945 roku repatrianci zza Buga. Byli jednak i tacy, którzy przybyli tutaj z Mazowsza, z odległej Kielecczyzny lub z Rzeszowskiego. Początkowo pomiędzy ludźmi zebranymi z tak różnych stron powstawały najrozmaitsze animozje. Być może rzutowały one na późniejszy przebieg wypadków.

Tupowie przybyli w te strony właśnie z Kieleckiego. Otrzymali ładną, dużą gospodarkę. Rodzina składała się z rodziców i trojga dzieci – dwóch synów, starszego Józefa i młodszego Adama. Jedyna córka nosiła imię Maria. Józef po skończeniu szkoły został gajowym w Nadleśnictwie Bartoszyce. Maria wyszła za mąż za chłopaka z tej samej wsi. A że starzy Tupowie zmarli w latach 1947 i 1949, na gospodarstwie pozostał Adam.

Młody człowiek w 1951 roku ożenił się z Apolonią Seklak. Początkowo żyli zgodnie i dość dobrze prowadzili duże gospodarstwo. Wkrótce jednak w tym małżeństwie zaczęło się coś psuć. Głównym powodem było chyba to, że Adam coraz częściej zaglądał do kieliszka, a coraz mniej przykładał się do roboty. Przy wódce Tupa miał szeroki gest. To on zawsze fundował i płacił zarówno za znajomych, jak i za przygodnie poznanych w knajpie. A kiedy brakło pieniędzy na wódkę, wyprowadzał czy to krowę, czy świniaka i sprzedawał za byle grosz. Aby tylko było na dalszą zabawę.

Kiedy podchmielony młody człowiek wracał do domu, kto żyw umykał mu z drogi. Adam Tupa upijał  się bowiem „na awanturę”.

– Śmiejesz się ze mnie! – potrafił krzyknąć i rzucić się z pięściami na przechodzącego sąsiada czy nawet zupełnie obcego człowieka, którego po raz pierwszy widział na oczy. Był rosłym, dobrze zbudowanym mężczyzną i takie spotkania zwykle niemile się kończyły dla Bogu ducha winnych osób.

Po wódce Adam nabierał  także innych upodobań. A to wybił kijem jakąś szybę, a to cisnął kamieniem w stado gęsi sąsiada lub wygnał cudze krowy w także cudzą koniczynę. W ten sposób młody człowiek szybko zdobył opinię awanturnika i nieroba. Gospodarka coraz bardziej chyliła się ku upadkowi. Siedem lat trwało małżeństwo Adama z Apolonią. Po siedmiu latach żona miała tego dosyć. Wyprowadziła się z domu i wkrótce po tym wniosła sprawę o rozwód, który bez większych trudności otrzymała. Po upływie pewnego czasu młoda kobieta związała się z innym mężczyzną, zamieszkałym zresztą także we wsi Weten.

Temu właśnie człowiekowi Adam Tupa przypisywał całą winę za rozlecenie się  swojego małżeństwa. W niezbyt wielkiej wsi ludzie stale się  spotykają i wkrótce pomiędzy tą trójką rozgorzała prawdziwa wojna. Raz Tupa pobił „uwodziciela” tak, że ten z rozbitą głową przeleżał parę dni. Innego znowu dnia, dysząca zemstą Apolonia goniła przez całą wieś swojego eksmałżonka i wykrzykiwała, że trzymanym w ręku szpadlem „łeb mu rozłupie”.

Adam Tupa po rozwodzie pozostał  samotny. Może naprawdę tak kochał żonę, że do innych kobiet go nie ciągnęło? A może po prostu żadna panna nie chciała się wydać za pijaka i utracjusza, a w dodatku rozwodnika?

Gospodarka po starych Tupach popadała tymczasem w ruinę. Adam rozdawał lub rozpożyczał  inwentarz żywy i martwy pomiędzy obcych ludzi. Część ziemi leżała odłogiem. Przyzwoite dawnej zabudowania: duży dom mieszkalny, obora, chlewy i stodoła groziły teraz zawaleniem. Bogaty niegdyś rolnik, obecnie nie mógł się utrzymać z tej gospodarki i musiał szukać kawałka chleba, wynajmując się za parobka do sąsiadów lub znajdując dorywcze zajęcia w nadleśnictwie.

Adam Tupa co zarobił, to albo zaraz przepijał, albo zanosił do sądu i do adwokata. Rozpoczął bowiem długotrwałe procesy z Seklakami. Poprzysiągł, że zniszczy tę całą rodzinę i puści ją z torbami. Wynajdywał fikcyjne czy urojone krzywdy, jakich od Seklaków doznał, i wnosił coraz to nowe pozwy do Sądu Powiatowego w Kętrzynie.

Jeden z braci Apolonii Seklak był księdzem. Tego Tupa zaskarżył o zwrot pieniędzy wyłożonych na kształcenie przyszłego duchownego. Drugiego szwagra, Władysława, oskarżył o przywłaszczenie kilku krów i innego żywego inwentarza. Władysław Seklak miał zawładnąć tymi krowami już po rozwodzie Adama z Apolonią. Procesy ciągnęły się bez końca. Nie było prawie miesiąca, żeby przeciwnicy nie musieli się spotykać w budynku Sądu Powiatowego w Kętrzynie. Gdy Adam przegrywał jedną sprawę, zaraz wytaczał nowe zarzuty.

Trzeba tu jeszcze dodać  pewien ważny dla dalszego rozwoju wypadków szczegół. Władysław Seklak nie mieszkał w Wetenie, lecz w sąsiedniej wsi noszącej nazwę Sępopole. Tam zresztą także znano Adama Tupę jak zły grosz. Obie wioski doskonale bawiły się tą wojną między Tupą i Seklakami. Nikt jednak nie podejrzewał, że zakończy się ona aż tak tragicznie.

Adam Tupa coraz częściej odgrażał się swoim wrogom. Pokazywał różnym ludziom tak zwany „obrzyn”, to jest karabin z uciętą lufą i kolbą. Groził, że tą bronią, niestety, ciągle jeszcze dość popularną na wsi, zastrzeli zarówno swoją byłą  żonę, jej kochanka, jak i całą rodzinę Seklaków. W 1960 roku doszło nawet do tego, że prokurator powiatowy wszczął przeciwko młodemu człowiekowi postępowanie karne i wydał postanowienie o tymczasowym zatrzymaniu pod zarzutem nielegalnego posiadania broni oraz używania gróźb karalnych.

Droga od postanowienia do zatrzymania okazała się być dość daleka. Czy to ktoś życzliwy zawsze uprzedzał Adama Tupę, czy milicja – zajęta innymi, ważniejszymi sprawami, trochę lekceważyła to dochodzenie, dość, że nigdy nie można było zastać Adama w domu, aby wykonać postanowienie prokuratorskie.

Tak minęło parę miesięcy.

W styczniu 1961 roku Józef Tupa, brat Adama, gajowy w Nadleśnictwie Bartoszyce, złożył  w tamtejszym posterunku milicji zameldowanie, że jego brat został  w okresie świąt Bożego Narodzenia zamordowany we wsi Sępopole. Oskarżyciel twierdził również, że tej zbrodni dopuścił się były szwagier Adama, Władysław Seklak, wraz ze swoim szwagrem Józefem Prostonosem.

LINK Recenzja




 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.