|

CLAUDIA TORRES, JACEK KRAWCZYK „Chomik na widelcu” Klub Srebrnego Klucza
Recenzja Anny Lewandowskiej
Igor Czacki – były psycholog policyjny, który ani myśli wracać do zawodu.
Wszystko zmieni jeden sen i jeden telefon.
Okoliczności zgonu Emilii Natolskiej nie wskazują na konieczność przeprowadzenia sensacyjnego śledztwa. Alkohol, narkotyki, śmierć – wydawałoby się, że nic nadzwyczajnego w tętniącej życiem Warszawie. Policja nie widzi znamion morderstwa, a prokuratura gotowa jest umorzyć postępowanie. Czacki przeczuwa jednak, że sprawa ma drugie dno – instynkt podpowiada mu, że śmierć Natolskiej to jedynie część większej intrygi. Zwiera więc szyki z przyjacielem sprzed lat - komisarzem „Majorem” Maleszem - i razem wpadają na trop przestępczej organizacji, dla której ludzkie życie i nie ma żadnej wartości.
A wszystko to przez jeden sen...
Śnił mu się chomik nabity na widelec. Jak zawsze, kiedy był trup. Trup, który intrygował. Chomik czołgał się, bezradnie przebierając przednimi łapkami i zostawiając za sobą cienką smużkę krwi. Czasami zdarzało się, że widział tego chomika w chwili, kiedy on już tylko drgał w maleńkiej kałuży. Widelec tkwił w grzbiecie chomika, był srebrny, z monogramem, był widelczykiem do deseru.
Nigdy nie wyśnił sprawcy, żadnej postaci ani nawet jej uciekającego cienia. Tylko drgający chomik. Ten sen go budził. To nie były miłe przebudzenia, a teraz dodatkowo nawet jeszcze nie dniało. Teraz, pomyślał, mogę przynajmniej zapalić.
(fragment książki)
Chłopak tańczył z nią jeszcze z godzinę po tym, jak ją wyciągnął z toalety, a później zapakował ją do taksówki i pojechali do niego. Był tak pijany, że nie zwrócił uwagi. Myślał, jeżeli w ogóle jeszcze myślał, że też jest pijana. A rano zorientował się, że dziewczyna nie żyje. W południe zgłosił się na policję. Dlaczego dopiero w południe? Bo się przeraził i wypił pół butelki wódki. Takie złożył zeznania. I powiedział kto to. Potem Major zadzwonił do Czackiego, zrelacjonował mu sprawę i zapytał, jak o tym powiedzieć jej matce i czy Czacki do niej z tym pójdzie. A on powiedział, że już się tym nie zajmuje.— Jak to: nie zajmujesz się? — zdziwił się Major. — Jak to: nie zajmujesz się… Co to znaczy, że się nie zajmujesz? — powtarzał z irytacją. — Przecież jesteś psychologiem… psychologiem się jest już na zawsze… — przerwał na chwilę, a Czacki miał wrażenie, że słyszy w słuchawce powoli uspokajający się oddech przyjaciela. Milczał i czekał. I zastanawiał się nad tym, co przed chwilą powiedział Major, to o byciu psychologiem, i czuł, że tamten ma chyba rację, że trudno, ale chyba rzeczywiście ma rację…
(fragment książki)
|