Helena Sekuła - "Tęczowy cocktail" - Seria z Warszawą | Wydawnictwa klubowe
Helena Sekuła - "Tęczowy cocktail" - Seria z Warszawą

— Na wiadomość o śmierci syna zakupiła podwójne miejsce na cmentarzu w Poznaniu — mówił kierownik poznańskiej grupy X. — Do pracy w perfumerii przyjęła przed dwoma dniami nową ekspedientkę, drogistkę. Do Krakowa pojechała sama. Sprawia wrażenie kompletnie załamanej.
— Muszę mieć fotografię Jana Majerskiego z lat przedwojennych — powiedział Korosz.
Wszedł pułkownik Lis.
— Rozpoznałeś znaczenie numeru 4789621? — zapytał Korosza.
— Nie.
— Paryska przesyłka?
— Krąży między Paryżem a Warszawą.
— Myślę, że to przynęta dla nas.
— Heniek, muszę przeprowadzić tajną rewizję — zmienionym tonem powiedział Korosz.
— Co musisz przeprowadzić, dziecino? — zapytał miękko Lis.
— Tajną rewizję.
— Nie znam takiego określenia, synku.
— Nie wygłupiaj się, mówię poważnie.
— Ja także mówię najzupełniej poważnie — wyjaśnił Lis.
— Obiecałeś mi nieograniczone pełnomocnictwa przy tej sprawie.
— Otrzymałeś je.
— Wobec tego przeprowadzę tajną rewizję u Zdanowicza.
— Nie zgadzam się.
— Przeprowadzę bez twojej zgody.
— Jakie masz dowody?
— Jesteś wyjątkowym specjalistą od jezuickich pytań — zniecierpliwił się major. — Wiesz dobrze, że gdybym miał dowody, nie proponowałbym ci tajnej rewizji.
— Jakie masz poszlaki?
— Kontakty z Majerskim.
— Jakie kontakty? jakie? — pół czarnej w kawiarni Bristolu? Ty to nazywasz poszlakami? Zwariowałeś!
— Przestań się zgrywać — skrzywił się Korosz. — Czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jedyny ślad to Zdanowicz, że z braku innych musimy trzymać się tego śladu?
— Wiem, i co z tego?
— Nie czujesz, że to dobry ślad?
— O uczuciach to możesz sobie mówić w łóżku z dziewczyną.
— Zostaw te wątpliwe dowcipy — zdenerwował się Korosz. — Żądam rzeczowej rozmowy.
— Nigdy mi się nie zdarzyło — powiedział chłodno Lis — przeprowadzać tajnej rewizji, gdy jedynym dowodem było uczucie, że to dobry ślad.
Korosz zamilkł — znał upór Lisa. Poza tym pułkownik miał rację.
— Chłopaki z inwigilacji głupieją z nudów przy Zdanowiczu — zauważył major. — Całymi dniami nic się nie dzieje.
— Kup im bromu — mruknął Lis.
— Porozmawiajmy beznamiętnie — przemógł się Korosz. — Uważasz, że należy czekać?
— Jak najbardziej. Jeżeli ta człowiek z grupy „Atlas", to musi coś robić, musi. Jeżeli miał coś wspólnego — poza wypiciem kawy w Bristolu — z Majerskim, a prawdopodobnie miał, musi odczekać zainteresowanie tym wypadkiem.
— Czekaj! A może on ma wątpliwości, czy milicja uwierzyła w nieszczęśliwy wypadek?
— To też bardzo możliwe, ale nie zapominaj o kamieniach.
— Nic nie wiemy o tym, skąd Majerski je miał. Nie wiemy również, czy Zdanowicz o nich wiedział — zauważył Korosz.
— W tym rzecz. Majerski mógł je ukraść komuś z członków bandy; może to żelazny kapitał całej grupy „Atlas", który sprzeniewierzył. Mógł zostać zabity z wyroku dintojry, a mogła to być i osobista zemsta kogoś spoza członków grupy „Atlas".
— Jeżeli to dintojra za sprzeniewierzenie — powiedział major — to dlaczego nie odebrali Majerskiemu kamieni?
— Może nie mieli na to czasu? — zastanowił się Lis.
— Wiesz, to bardzo możliwe — przerwał major. — Od początku dziwi mnie, dlaczego pozostawiono mu dokumenty... Sądzę, że Majerskiego chcieli usunąć inaczej. Coś im pokrzyżowało plany. Wypadek kolejowy zaimprowizowano w ostatniej chwili, kiedy inne sposoby zawiodły. Prawdopodobnie dlatego znaleźliśmy przy Majerskim kamienie i dokumenty.
— Czy ekspertyza listu, który miał w kieszeni, wniosła coś? — zainteresował się Lis.
— Nic. Specjaliści zaklinają się, że jeżeli to szyfr — to świeżo wynaleziony, i to przez moich przemytników, podobnie jak i numer telefonu. Jeżeli już mowa o Majerskim, muszę ci powiedzieć, że czekam na pomiary antropologiczne z Krakowa i na jego przedwojenne zdjęcie.
— Ciekawe... — ożywił się Lis. — Podejrzewasz, że?...
— W tej chwili moje podejrzenia są bardzo mgliste — przerwał niechętnie major — ale na wszelki wypadek...
Pomiary antropologiczne inspektor otrzymał następnego dnia. Fotografia Majerskiego nadeszła z Poznania po tygodniu. Pożółkła odbitka pocztówkowego formatu była grupowym zdjęciem zrobionym na pamiątkę zakończenia studiów. Zdjęcie, zgodnie z modą tamtych lat, przedstawiało dwadzieścia pięć owali. W każdym z nich widniała męska głowa. Pod każdym owalem wypisano kaligraficznym pismem imię i nazwisko młodego mężczyzny.
Inspektor obejrzał przez szkło powiększające każdy owal. Wszystkie twarze były uroczyste, jednakowo odświętnie upozowane. W trzecim rzędzie owali dostrzegł nazwisko: Jan Majerski.
Major zapakował odbitkę, zdjęcie Majerskiego odklejone z paszportu, pomiary antropologiczne i maskę pośmiertną. Pojechał do Zakładu Kryminalistyki.
Gdy wyjaśnił kierownikowi działu fotografii, że potrzebna mu jest bardzo wyraźna powiększona kopia owalu Majerskiego, ten spojrzał na pożółkły kartonik i skrzywił się wymownie. Wygłosił kilka sceptycznych uwag i zastrzegł się, że nie ręczy za efekt. Po kwadransie jednak major otrzymał jeszcze wilgotne, wyraźne kopie.
Zaczęła się skomplikowana i bardzo trudna ekspertyza.

 

© 2001-2009 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.