Jerzy Edigey - "Niech pan ściągnie rękawiczki" - Seria z Warszawą | Wydawnictwa klubowe
Jerzy Edigey - "Niech pan ściągnie rękawiczki" - Seria z Warszawą

Dzielnicowy wyszedł z lokalu administracji i stojąc w progu zwrócił się do zebranych ludzi.
– Obywatele! Rozejdźcie się. Po co tu czas tracicie. Tu nic nie ma ciekawego.
– Złapaliście tego bandytę, co zamordował dwie kobiety? – zapytał ktoś z tłumu.
– Pobiło się dwóch mężczyzn, a wy zaraz wyobrażacie sobie Bóg wie co. Nawet jeszcze nie wiem, kogo zatrzymaliśmy. Nie przeszkadzajcie. Rozejdźcie się.
– To on! To ten bandzior – podburzył ktoś z tyłu. – Po co go bronicie?
– Pewnie. Z takim najlepiej krótko się załatwić – podchwycił drugi z podburzaczy.
– Ludzie rozejdźcie się. Zaraz przyjedzie milicja i go zabiorą. Wszystko sprawdzimy, kim jest ten człowiek. Proszę rozejść się.
Perswazje sierżanta częściowo pomogły. Sporo ludzi zadowoliło się tym, co widzieli i co usłyszeli i zaczęli się rozchodzić. Wielu jednak nadal nie ruszało się z miejsca, czekając na dalsze sensacje.
Dzielnicowy widząc. że tłumek nieco się przerzedził i uspokoił, wrócił do lokalu administracji domów.
– No, chyba najgorsze minęło? – zauważył wywiadowca Lisewski.
– Bałem się, że mogą rzucać kamieniami – dorzucił drugi – sam słyszałem jak ktoś ich podburzał.
– Do tego by chyba nie doszło – pocieszył się dzielnicowy – ludzie tutaj spokojni. Jeszcze się nie zapoznali ze sobą. Każdy jeszcze cieszy się swoim mieszkaniem i nie zawiera bliższych przyjaźni z sąsiadami.
– To prawda, ale ludzie pamiętają, że ten drań dwie kobiety utrupił.
– Ależ panowie, czego wy ode mnie chcecie – dopiero teraz zatrzymany zrozumiał, względnie udawał, że to go zaskoczyło, pod jakimi zarzutami został zatrzymany.
– Już ty, Zyziu, teraz nic nie mów. Siedź spokojnie i ciesz się, że to się tak skończyło. Mogłoby być dla ciebie dużo gorzej.
– Jak Boga kocham, za kogo mnie bierzecie?
– Wytłumaczysz się w komendzie, albo u pana prokuratora.
– Dzwoniliście na komendę? – przypomniał sobie dzielnicowy.
– Tak. Zawiadomiłem też Pałac Mostowskich. Tylko patrzeć jak przyjadą.
– Żeby jak najprędzej.
– Za kwadrans powinni tu być.
Rzeczywiście nie upłynęło i dziesięć minut, jak dwa radiowozy zatrzymały się przed budynkiem. Z jednego samochodu wysiadł major Polakiewicz wraz z dwoma milicjantami. Drugi najwidoczniej wzięto jako ewentualną osłonę, bo wywiadowca Lisewski poinformował komendę dzielnicy o tłumku gapiów, który zebrał się na ulicy na wiadomość o zatrzymaniu groźnego przestępcy.
– No co, sierżancie – major spytał Lipkowskiego – mieliście tu parę gorących chwil?
– Nie było tak źle – wyjaśniał dzielnicowy – wiadomo ludziska są cięci na tego drania, ale przytrzymaliśmy go tak szybko, że nim się kto zorientował, już byliśmy z nim tutaj. Tłum się zebrał, to prawda, ale żadnych ekscesów nie było. Teraz już większość się rozeszła.
– To dobrze, że na tym się skończyło – major był bardzo zadowolony z całego przebiegu sprawy. – Przyznaję, trochę się bałem, że będą go chcieli odbić z waszych rąk i samemu się z nim rozprawić.
– Nie pozwolilibyśmy, obywatelu majorze.
– Lepiej jednak, że nie próbowali.
Polakiewicz obrzucił ciekawym spojrzeniem siedzącego w kącie przestępcę, który ciągle miał skute ręce. Jeszcze ciągle drżał ze strachu.
– Chyba go znam? – stwierdził.
– Na pewno panie majorze – wtrącił jeden z wywiadowców. – Przecież to Wacław Karp nazywany „rybką” lub „Zyziem”. Nasz stary klient z Targówka. Specjalista od bielizny na strychach i od otwierania cudzych zamków. Ale żeby się rzucił na „mokrą robotę” tego się po nim nie spodziewałem.
– Panie majorze, przysięgam, jestem niewinny. Czego wy ode mnie chcecie?
– Dobrze, dobrze. Nie będziemy tu rozmawiali. Będzie czas na wyjaśnienie wszystkiego.
Major spojrzał przez okno. Tłumek stał tam ciągle, ale nie przejawiał agresywnych zamiarów.
– Myślę, że możemy go brać. Prawda, Lipkowski?
– My wyjdziemy pierwsi, a wy z nim od razu do samochodu – dzielnicowy wolał być ostrożny.

W ciągu paru sekund zatrzymany znalazł się we wnętrzu radiowozu, który natychmiast ruszył. Stało się to tak szybko, że gapiący się ludzie nawet niewiele zauważyli z przebiegu tej operacji. Za pierwszym radiowozem pojechał i następny, z majorem Polakiewiczem. Za minutę w budynku administracji bloków pozostał jedynie dzielnicowy i dwaj wywiadowcy. Ludzie rozchodzili się po swoich mieszkaniach, komentując całe zajście. Wszyscy cieszyli się, że nareszcie na osiedlu „Za wiatrakami” zapanuje spokój.

LINK Recenzja

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.