|
— Na wiadomość o śmierci syna zakupiła podwójne miejsce na cmentarzu w Poznaniu — mówił kierownik poznańskiej grupy X. — Do pracy w perfumerii przyjęła przed dwoma dniami nową ekspedientkę, drogistkę. Do Krakowa pojechała sama. Sprawia wrażenie kompletnie załamanej. — Muszę mieć fotografię Jana Majerskiego z lat przedwojennych — powiedział Korosz. Wszedł pułkownik Lis. — Rozpoznałeś znaczenie numeru 4789621? — zapytał Korosza. — Nie. — Paryska przesyłka? — Krąży między Paryżem a Warszawą. — Myślę, że to przynęta dla nas. — Heniek, muszę przeprowadzić tajną rewizję — zmienionym tonem powiedział Korosz. — Co musisz przeprowadzić, dziecino? — zapytał miękko Lis. — Tajną rewizję. — Nie znam takiego określenia, synku. — Nie wygłupiaj się, mówię poważnie. — Ja także mówię najzupełniej poważnie — wyjaśnił Lis. — Obiecałeś mi nieograniczone pełnomocnictwa przy tej sprawie. — Otrzymałeś je. — Wobec tego przeprowadzę tajną rewizję u Zdanowicza. — Nie zgadzam się. — Przeprowadzę bez twojej zgody. — Jakie masz dowody? — Jesteś wyjątkowym specjalistą od jezuickich pytań — zniecierpliwił się major. — Wiesz dobrze, że gdybym miał dowody, nie proponowałbym ci tajnej rewizji. — Jakie masz poszlaki? — Kontakty z Majerskim. — Jakie kontakty? jakie? — pół czarnej w kawiarni Bristolu? Ty to nazywasz poszlakami? Zwariowałeś! — Przestań się zgrywać — skrzywił się Korosz. — Czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jedyny ślad to Zdanowicz, że z braku innych musimy trzymać się tego śladu? — Wiem, i co z tego? — Nie czujesz, że to dobry ślad? — O uczuciach to możesz sobie mówić w łóżku z dziewczyną. — Zostaw te wątpliwe dowcipy — zdenerwował się Korosz. — Żądam rzeczowej rozmowy. — Nigdy mi się nie zdarzyło — powiedział chłodno Lis — przeprowadzać tajnej rewizji, gdy jedynym dowodem było uczucie, że to dobry ślad. Korosz zamilkł — znał upór Lisa. Poza tym pułkownik miał rację. — Chłopaki z inwigilacji głupieją z nudów przy Zdanowiczu — zauważył major. — Całymi dniami nic się nie dzieje. — Kup im bromu — mruknął Lis. — Porozmawiajmy beznamiętnie — przemógł się Korosz. — Uważasz, że należy czekać? — Jak najbardziej. Jeżeli ta człowiek z grupy „Atlas", to musi coś robić, musi. Jeżeli miał coś wspólnego — poza wypiciem kawy w Bristolu — z Majerskim, a prawdopodobnie miał, musi odczekać zainteresowanie tym wypadkiem. — Czekaj! A może on ma wątpliwości, czy milicja uwierzyła w nieszczęśliwy wypadek? — To też bardzo możliwe, ale nie zapominaj o kamieniach. — Nic nie wiemy o tym, skąd Majerski je miał. Nie wiemy również, czy Zdanowicz o nich wiedział — zauważył Korosz. — W tym rzecz. Majerski mógł je ukraść komuś z członków bandy; może to żelazny kapitał całej grupy „Atlas", który sprzeniewierzył. Mógł zostać zabity z wyroku dintojry, a mogła to być i osobista zemsta kogoś spoza członków grupy „Atlas". — Jeżeli to dintojra za sprzeniewierzenie — powiedział major — to dlaczego nie odebrali Majerskiemu kamieni? — Może nie mieli na to czasu? — zastanowił się Lis. — Wiesz, to bardzo możliwe — przerwał major. — Od początku dziwi mnie, dlaczego pozostawiono mu dokumenty... Sądzę, że Majerskiego chcieli usunąć inaczej. Coś im pokrzyżowało plany. Wypadek kolejowy zaimprowizowano w ostatniej chwili, kiedy inne sposoby zawiodły. Prawdopodobnie dlatego znaleźliśmy przy Majerskim kamienie i dokumenty. — Czy ekspertyza listu, który miał w kieszeni, wniosła coś? — zainteresował się Lis. — Nic. Specjaliści zaklinają się, że jeżeli to szyfr — to świeżo wynaleziony, i to przez moich przemytników, podobnie jak i numer telefonu. Jeżeli już mowa o Majerskim, muszę ci powiedzieć, że czekam na pomiary antropologiczne z Krakowa i na jego przedwojenne zdjęcie. — Ciekawe... — ożywił się Lis. — Podejrzewasz, że?... — W tej chwili moje podejrzenia są bardzo mgliste — przerwał niechętnie major — ale na wszelki wypadek... Pomiary antropologiczne inspektor otrzymał następnego dnia. Fotografia Majerskiego nadeszła z Poznania po tygodniu. Pożółkła odbitka pocztówkowego formatu była grupowym zdjęciem zrobionym na pamiątkę zakończenia studiów. Zdjęcie, zgodnie z modą tamtych lat, przedstawiało dwadzieścia pięć owali. W każdym z nich widniała męska głowa. Pod każdym owalem wypisano kaligraficznym pismem imię i nazwisko młodego mężczyzny. Inspektor obejrzał przez szkło powiększające każdy owal. Wszystkie twarze były uroczyste, jednakowo odświętnie upozowane. W trzecim rzędzie owali dostrzegł nazwisko: Jan Majerski. Major zapakował odbitkę, zdjęcie Majerskiego odklejone z paszportu, pomiary antropologiczne i maskę pośmiertną. Pojechał do Zakładu Kryminalistyki. Gdy wyjaśnił kierownikowi działu fotografii, że potrzebna mu jest bardzo wyraźna powiększona kopia owalu Majerskiego, ten spojrzał na pożółkły kartonik i skrzywił się wymownie. Wygłosił kilka sceptycznych uwag i zastrzegł się, że nie ręczy za efekt. Po kwadransie jednak major otrzymał jeszcze wilgotne, wyraźne kopie. Zaczęła się skomplikowana i bardzo trudna ekspertyza.
LINK Recenzja

|