|
– Pan Antkowiak przy aparacie – powiedziała sekretarka. – Czy mam połączyć? – Jaki Antkowiak? – Derbach szybko przerzucił w pamięci listę znajomych nazwisk, zaczynających na A. – Skąd? – Z ministerstwa. Westchnął. Namnożyło się tych ważniaków, że trudno ich zliczyć. A wszyscy prosto do dyrektora, jakby nie było naczelnika wydziału. – Niech pani łączy – mruknął. – Proszę, Derbach... Słuchał przez chwilę zdziwiony, potem zirytowany. Wreszcie udało mu się wtrącić: – Ale kim pan jest właściwie? I o co chodzi?... W sprawie prywatnej? Nie mam czasu na... To niech pan idzie do kadr... Pan jest inżynierem?... No, dobrze, proszę przyjść za dwie godziny. Kilka minut po czternastej sekretarka wetknęła rudą fryzurę w drzwi dyrektorskiego gabinetu i oznajmiła poufałym szeptem, że „ten Antkowiak” czeka. – Niech czeka – warknął Derbach i zaraz się poprawił: – Proszę wpuścić. Spławię gościa za trzy minuty. Do gabinetu wszedł mężczyzna w średnim wieku, o włosach ciemnych, gładko przylegających do czaszki i twarzy o barwie kości słoniowej. Miał na oczach duże okulary w czarnej oprawie. Derbach niedbale uniósł się z krzesła, wyciągnął rękę, ale tamten jej nie przyjął. Jakby nie widząc powitania, usadowił się w fotelu przed biurkiem, spojrzał na drzwi i, stwierdziwszy, że są zamknięte, rzekł: – Nazywam się Antkowiak, ale nie jestem z ministerstwa. Natomiast reprezentuję w Polsce sprawy państwa Wight z Londynu. – Jakich państwa? – spytał dyrektor, sądząc, że się przesłyszał. – Wight. Polecili mi, abym przeprowadził z panem rozmowę dotyczącą ich córki, miss Elizabeth Wight, która przebywała ostatnio w Polsce. – A cóż to ma wspólnego ze mną? – Derbach błyskawicznie ustalił taktykę i postanowił do niczego się nie przyznawać. – Panna Elisabeth spędziła noc w pańskim mieszkaniu – powiedział obcy mężczyzna takim tonem, jakby oznajmił o trzęsieniu ziemi. – Nie znam żadnej panny Elizabeth Wight. Nie sądzę też, by nocowała w moim mieszkaniu podczas kiedy byłem w Bułgarii. Chyba, że przygadał ją sobie jakiś włamywacz, ale nie znalazłem żadnych śladów kradzieży, czy w ogóle pobytu obcych osób w domu. – Panna Wight spędziła tę noc z panem – podkreślił tamten z naciskiem. Derbach przymrużył oczy i rozparł się na fotelu. – Chyba bym o tym wiedział. Nie sądzi pan? – Owszem, wie pan. Bardzo dobrze. Byliście przedtem nad Zalewem, zawiózł pan ją tam swoim samochodem marki fiat 125p, numer... – Czy pan jest adwokatem tych państwa? – Pełnomocnikiem. – A czy ta panna Wight ma do mnie jakieś pretensje? Źle wywiązałem się z zadań owej nocy? – Derbach roześmiał się, wyjął papierosa, zapalił. – Pochlebiam sobie, że gdyby to, co pan mówi było prawdą, panna Elizabeth nie wyraziłaby niezadowolenia. – Rodzice panny Wight – obcy pominął milczeniem samochwalstwo dyrektora – polecili mi oznajmić panu, że wystąpią na drogę sądową, oskarżając pana o uwiedzenie osoby nieletniej. – Nieletniej?! – Derbach aż uniósł się w fotelu. – Ona ma być nieletnią? Ależ to bzdura, przecież ta dziewczy... – urwał, zagryzł wargi. Zrozumiał, że w tej chwili popełnił fatalny błąd. Przybysz milczał chwilę, jakby dając mu możność do rozważenia sytuacji. Potem rzekł pojednawczym tonem: – Widzi pan, na nic się przyda wypierać znajomości. Już pan się zdradził. Zresztą, różni ludzie was widzieli nad Zalewem i w „Europejskiej”. – Dobrze. Znałem, bardzo zresztą przelotnie, pannę Wight. Byliśmy rzeczywiście nad Zalewem i w barze „Europejskiej”. Natomiast nigdy nie byliśmy razem w moim mieszkaniu. Ani w ogóle w żadnym innym. A jeżeli ktoś tę dziewczynę zgwałcił, to w każdym razie nie ja. Nie wolno zwalać na mnie tego, co zrobił jakiś łobuz. Ja nie uwodzę nieletnich. – Panna Wight twierdzi, że przez cały czas pobytu w Polsce poznała w celach towarzyskich tylko jednego mężczyznę i że był nim właśnie pan. – Panna Wight może sobie twierdzić, co jej się podoba, ale to wcale nie musi być prawdą. To zwykła szantażystka!
LINK Recenzja

|