Zygmunt Zeydler-Zborowski - Sukces Doktora Gordona - Seria z Warszawą | Wydawnictwa klubowe
Zygmunt Zeydler-Zborowski - Sukces Doktora Gordona - Seria z Warszawą

Gdy zajechali przed cyrk, uzbrojeni policjanci wyskakiwali właśnie z auta. Opodal stała karetka pogotowia. Marvan szybko przedostał się przez tłum i wpadł do cyrku. Natychmiast natknął się na Borelliego.
– No, nareszcie jesteś! – zawołał Włoch. – Gdzież się podziewasz do diabła?
– Gdzie goryl? – rzucił pytanie pogromca.
Olbrzymia małpa stała pośrodku areny, kołysząc się na potężnych kabłąkowatych nogach. Z gardzieli wydobywało się głuche, ponure porykiwanie. Kilkudziesięciu zbrojnych ludzi stało dokoła, w oczekiwaniu czegoś strasznego.
– Róbże coś! – krzyknął Borelli.
– Jeżeli pan chce, żebym opanował sytuację, proszę natychmiast usunąć stąd wszystkich ludzi – powiedział spokojnie pogromca.
– All right. – Atleta wydał odpowiednie rozkazy. Po chwili ludzie wycofali się z wolna. „Kapitan” rozglądał się wokoło swymi małymi, krwią nabiegłymi oczami i nie przestawał warczeć groźnie.
– Każę przynieść bat – szepnął Borelli.
– Nie trzeba – mruknął Marvan. – Niech mi pan da rewolwer.
Włoch w milczeniu podał broń, którą pogromca szybko wsunął do kieszeni.
– Proszę teraz odejść – rozkazał krótko. Atleta cofnął się za dużą skrzynię z dekoracjami. Marvan pozostał sam na sam z „Kapitanem”.
– Come on, Captain – powiedział łagodnie zrobiwszy krok w kierunku małpy. Goryl wyprostował się na całą wysokość i uderzywszy się potężnie we włochatą pierś zaryczał ostrzegawczo. Pogromca szedł jednak ku niemu stanowczym krokiem, ciągle przemawiając spokojnie i bez cienia gniewu. Wreszcie stanął o dwa kroki przed „Kapitanem” i utkwił wzrok w oczach potwora. Goryl przestał ryczeć, a z jego kosmatej gardzieli dobywał się jeszcze tylko głuchy warkot. Wtedy Marvan podszedł jeszcze bliżej i położył rękę na potwornym łbie. Goryl przysiadł i zwiesił ku ziemi muskularne łapy. Sytuacja była opanowana. Pogromca już bez trudu zaprowadził „Kapitana” do przygotowanej klatki. Po chwili tłum ludzi otoczył Marvana. Wszyscy z podziwem patrzyli na bohatera dnia.
– Niech cię diabli wezmą, mój chłopcze! – zawołał stary Mathews, ściskając pogromcę. – Jak ty to robisz? Byliśmy już wszyscy przekonani, że trzeba będzie zastrzelić tego potwora. Doprawdy jesteś nadzwyczajny.
Marvan uśmiechnął się połechtany mile komplementem.
– Nic nadzwyczajnego. Po prostu trochę zimnej krwi – powiedział, zapalając papierosa.
– Bob i Tomasz też mieli zimną krew, a teraz leżą w szpitalu – odezwał się z tłumu Somerss.
– Musieli popełnić jakąś nieostrożność – odparł pogromca.
Tymczasem Borelli dziękował policjantom za pomoc, która na szczęście okazała się niepotrzebna. Sierżant Grant zasalutował uprzejmie, zebrał swoich ludzi i opuścił cyrk. Powoli wszystko zaczęło się uspokajać. Cyrkowcy wracali do swych zajęć, komentując głośno wydarzenie i wychwalając niezwykłą odwagę Marvana. Stary Mathews wziął przyjaciela pod rękę i odprowadził na bok.
– Słuchaj Fred – powiedział półgłosem – chciałbym z tobą pogadać.
– Dobrze, ale nie teraz – odparł pogromca. – Muszę zająć się trochę zwierzętami. A o czym chcesz mówić? – Mathews przymrużył oko.
– O interesach – szepnął. Marvan wzruszył ramionami i spojrzał zdziwiony.
– Cóż ty znowu możesz mieć za interes? – mruknął. – Ale dobrze, jeśli chcesz, możemy pogadać po przedstawieniu.
– All right.
Marvan ruszył do klatki, z której niedawno wydostał się „Kapitan”. Był zaintrygowany w jaki sposób goryl mógł sobie poradzić z potężnymi kratami. Wydawało mu się to bardzo podejrzane. Po drodze zatrzymał Patricka.
– Kto pierwszy zauważył, że „Kapitan” jest na swobodzie? – spytał chłopca.
– Nie pamiętam – odparł Patrick. – Wydaje mi się, że Mathews pierwszy przybiegł do dyrektora, kiedy ja sprzątałem stajnie. Był bardzo przerażony.
Marvan podszedł do klatki, w której do niedawna przebywał goryl. Trzy grube kraty były wyłamane i leżały na ziemi. Pogromca podniósł je i obejrzał uważnie, a następnie podłubał coś scyzorykiem przy klatce. Widać było, że jest podniecony.
– Hm – mruknął w zamyśleniu – ciekawe, bardzo ciekawe. – Wziął jedną kratę, zaniósł ją do swej garderoby i wrócił następnie do zwierząt. Musiał przygotować się trochę do wieczornego występu.

LINK Gazetowiec

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.