- Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
- Tytuł: Szantaż
- Wydawnictwo: Głos Koszaliński, Wydawnictwo Wielki Sen
- Seria: Gazetowiec, Seria z Warszawą
- Rok wydania: drukowana pomiędzy 24 lipca – 21 października 1964, 2011
- Nakład:
- Recenzent: Tomasz Kornaś
- GAZETOWIEC

Różowa czaszka w porannym słońcu
Lektura niepublikowanych w formie książkowej powieści Zygmunta Zeydlera Zborowskiego dostarcza mi poza radością wypływającą ze śledzenia niejednokrotnie wartkiej akcji i pysznych dialogów także specyficznego poczucia obcowania nieledwie z literaturą tajemną, z pewnego rodzaju białymi krukami. Dlatego też z coraz większą ochotą zagłębiam się w czytelni Biblioteki Jagiellońskiej w przykurzone tomiska różnych dzienników lokalnych, gdzie te powieści były w odcinkach drukowane. Swoistym dodatkowym smaczkiem tej konkretnej lektury – „Szantażu” - był jeden z ostatnich numerów „Głosu Koszalińskiego” z okresu w którym ukazywała się omawiana przeze mnie powieść. Otóż jeden numerów tej lokalnej gazety donosił wielkimi literami na całej szpalcie: „Leonid Breżniew I sekretarzem KC KPZR”. Ja jednak – świadom swych wobec MOrdu i historii powinności i obowiązków - nie zagłębiłem się w lekturę życiorysu Breżniewa lecz wytrwale pochłaniałem kolejne odcinki „Szantażu”. „Szantaż” drukowany był w roku 1964. Mimo pewnych wad (typowych zresztą dla gatunku milicyjnej powieści) jest to powieść wartka z niezłą akcją, szpiegami, handlarzami narkotyków i nagimi kobietami w tle. Są też w powieści pewne – nazwijmy je - walory poznawcze, walory gastronomiczne. Urocze są już pierwsze zdania powieści: „W >>Delikatesach<< kupiła piętnaście dkg szynkowej kiełbasy, pół ćwiartki masła i paryską bułkę. Miała w domu kilka jajek, dżem, trochę szczypiorku”. Takie było menu AD 1964 na romantyczną kolację dla dwojga... . Z tym masłem – jak się nieco później dowiadujemy - był fuks. Bowiem w liście zostawionym mężowi przez jedną z głównych bohaterek powieści znaleźć można było zdanie świadczące o nieskrywanej dumie z powodu sukcesu na zakupach: „udało mi się dostać ćwiartkę masła. Jest w lodówce”. Ale bohaterowie powieści nie tylko spożywali romantyczne śniadania i kolacje po domach - szlajali się naturalnie i po warszawskich knajpach. Odwiedzali między innymi takie przybytki jak: „Praha”, „Salus”, „Dziedzilla”, „Szanghaj”, „Kopciuszek” , „Niespodzianka”. Dewizą jednego z wielbicieli knajpianego życia była sentencja: „użyj jadła, użyj trunku, ale nie myśl o rachunku”. Pewną ciekawostką i rzadko spotykanym elementem powieści jest zaistnienie drobnego wątku partyjnego. W powieściach milicyjnych zazwyczaj o PZPR nigdy nie było mowy. W „Szantażu” co prawda nazwa „przodującej siły narodu” nie padła, ale znajduje się taki oto dialog świadczący o uwarunkowaniach i realiach politycznych: „- przecież to znakomita propozycja. Żeby cię tylko zaangażowali. – Właśnie co do tego mam pewne wątpliwości. Widzisz... ja nie należę do partii, a to jest jednak bardzo odpowiedzialna robota (...) – Znajdziesz przecież wśród swoich przyjaciół ludzi partyjnych, którzy dadzą o tobie jak najlepsze referencje. W żadnym przypadku nie można powiedzieć, żebyś był politycznie niepewnym elementem”. Dodajmy, że owa „odpowiedzialna robota” to była praca w sekcji zmęczenia żołnierzy Zakładu Medycyny Wojskowej. Poza wprowadzaniem do swoich powieści – zważywszy na realia epoki – śmiałych akcentów erotycznych (w „Szantażu” choćby w taki sposób: „majorowi Stasiakowi śniła się Magdalena biegająca nago po lesie”) charakterystyczne dla Zborowskiego są krótkie zwięzłe charakterystyki występujących w jego powieściach postaci. Oto przykłady z „Szantażu”. O Elżbiecie Sawickiej pisał: „mężczyźni wpadali przy niej w romantyczny melancholijny nastrój, który jednak nigdy nie wróżył trwalszych związków”; o pułkowniku Łukańskim: „płaska twarz robiła takie wrażenie, jakby po niej przejechał samochód ciężarowy, a bezwłosa czaszka połyskiwała różowym blaskiem w porannym słońcu”. Jest też w powieści trochę złotych myśli w rodzaju: „odtrącona kobieta to bardzo groźny przeciwnik” i uroczych zwrotów jak choćby ten o „melancholijnym rechotaniu żab”. Akcja jest dość zawiła, ale trzyma w napięciu. W moim przekonaniu to jedna z lepszych powieści Zborowskiego i aż dziw, że miała książkowej edycji.
|
Komentarze