Recenzje - Szperacz
Ostatnie recenzje
- 22 05 2012 Zeydler-Zborowski Zygmunt - Śmierć grabarza (EH)
- 22 05 2012 Zeydler-Zborowski Zygmunt - Prawda rodzi nienawiść
- 22 05 2012 Patkowski Maciej - Polowanie na kozła
- 22 05 2012 Edigey Jerzy - Szkielet bez palców (AL)
- 05 05 2012 Łęski Paweł - Zabić Prezydenta
- 05 05 2012 Korta A. - Bez wydarzeń
| Śliwicka Anna - Śmierć zjechała windą (KP) |
|
|
LINK recenzja Grzegorza Cieleckiego ![]() Seksuologia amerykańska i słownik a tergo, czyli o pewnym sposobie podróżowania śmierci Seks, śmierć i amerykańska wolność w tle. Anna Śliwicka w powieści „Śmierć zjechała windą” wplotła w to wszystko jeszcze PRL-owskiego mleczarza. W ten sposób otrzymaliśmy miłe czytadełko, z zaskakującym zwrotem akcji i całkiem zabawną galerią postaci. Jak to często bywa, mamy do czynienia z zabójstwem kobiety pięknej i tajemniczej, acz uwikłanej w ciemne sprawki. Pewnego ranka mleczarz znalazł jej zwłoki w szybie windy: „Skłębiona gęstwina jasnych włosów otaczała ohydną krwawą masę. Ręką z zakrzywionymi palcami, z jaskrawoczerwonymi paznokciami wyciągała się drapieżnym gestem ku skamieniałemu ze zgrozy mleczarzowi”. I tyle zostało z pani doktor, która była „młodą, piękną kobietą”. Denatka w tej powieści była seksuologiem prowadzącym własną praktykę. Terapia u pani doktor obejmowała wizyty w jej garsonierze z czerwonymi zasłonami („dają przytulne wnętrze”), i ćwiczenie tych elementów gry miłosnej, z którymi miało się problem w kontaktach z żoną. Pani doktor – do spółki z pewnym doktorem – „leczyła własnym ciałem” (pan doktor leczył panie). Na temat takiego sposobu leczenia zdania były podzielone: „jak daleko seksuolog może się posuwać [hmmmm], u nas seksuologia amerykańska jest źle widziana [...] u nas nazywają to po prostu ku....., to jest filozoficznym nierządem”. Dla zainteresowanych króciutki opis sesji: „mówię jej, że jak ona jest lekarzem od tego właśnie, to ja mam żonę. Ślubną. I od roku z żoną mi nie wychodzi [...] ona mówi, żebym do niej przyszedł [...] goła w pokoju stała, i kazała mi dotykać [...] potem mnie pomacała, gdzie wiecie [...] pacjencie Ramul, jesteście zdrów”. Jak widać, śmierć pani doktor to nieodżałowana strata dla polskiej nauki. Generalnie, jak możemy się zorientować, doktor Wyzielska znacznie wyprzedzała swój czas. Pani Pusia – żona gospodarza domu – daje ciekawą charakterystykę sposobu ubierania się i sposobu bycia pani doktor: „jakie to suknie nosiła, i takie szpetne! Rozprute, z przeproszeniem do końca, i wszystko miała na wierzchu [...] całe plecy gołe i inne też! A jak deszcz padał, to ona, bywało, włosy rozpuści i na podwórko wyjdzie i stoi, jak jaka głupia! A rano to się całkiem goła na balkonie opalała...”. I już wszystko jasne: w obecnych czasach – kiedy to piosenkarki które mają śpiewać polski hymn, wdziewają na sobie szatkę wykonaną z 1 m. kw. materiału; nagość na nikim nie robi wrażenia; a najrozmaitsze terapie można by wspierać viagrą... – Wyzielska odnalazłaby się znakomicie. No ale jesteśmy dalej przy tym dniu, kiedy panią seksuolog znaleziono w szybie windy. Wkraczamy w życie i sprawy mieszkańców bloku, w którym dokonano morderstwa. W połowie książki mamy zwrot akcji. Siedzący w więzieniu sprawca zbrodni (skądinąd mąż zamordowanej, autor słownika a tergo) okazuje się niewinny. Sprawa niby jest zakończona, ale coś nie daje spokoju prowadzącemu ją milicjantowi. Zupełnym przypadkiem wpada on na trop rzeczywistego sprawcy morderstwa. I dawaj! Znowu argumenty, zbieranie dowodów, formułowanie hipotez... No ale koniec końców, zbrodniarz trafia za kratki. Powieść można uznać za miłe czytadło – sensowna akcja, śmieszne dialogi, no a przede wszystkim sam pomysł „seksuologii amerykańskiej”. Znajdziemy tu parę aluzji do ówczesnej rzeczywistości. W książce jest mowa o profesorze seksuologii Rudolfie Lwie Grzebickim, artystach nowoczesnych przyklejających do tablicy śmieci i sprzedających swe awangardowe dzieła za ciężkie pieniądze, baleronie na kartki i tureckich pikowanych szlafrokach. |



Komentarze