Recenzje - Szperacz
Ostatnie recenzje
- 22 05 2012 Zeydler-Zborowski Zygmunt - Śmierć grabarza (EH)
- 22 05 2012 Zeydler-Zborowski Zygmunt - Prawda rodzi nienawiść
- 22 05 2012 Patkowski Maciej - Polowanie na kozła
- 22 05 2012 Edigey Jerzy - Szkielet bez palców (AL)
- 05 05 2012 Łęski Paweł - Zabić Prezydenta
- 05 05 2012 Korta A. - Bez wydarzeń
| Ronert Albin - Ostatni lot "Jastrzębia" |
|
|
SZPITALNY KORYTARZ ŚMIERDZI LIZOLEM Dalibóg nie wiem, kto zacz Albin Ronert - z całą pewnością jest to pseudonim. Ale warto odnotować, że osobnik ten spłodził - literacko, literacko - niejakiego Borewicza. Ronertowy Borewicz miał na imię Kazimierz i objawił się jako jeden z bohaterów powieści drukowanej na łamach "Ilustrowanego Kuriera Polskiego" w roku 1971. Borewicz ów był jednym z podejrzanych o napad na pociąg, rabunek pieniędzy z wagonu pocztowego i o morderstwo. Rzecz była następująca: przez miejscowość Grabowo raz dziennie przejeżdżał międzynarodowy express. Nie był to byle jaki pociąg bo w "składzie wagonów znajdował się restauracyjny i sypialny. Tuż za lokomotywą i węglarką doczepiono pocztowy". A w tym pocztowym był okrągły milionik - były to pieniądze przekazywane z Banku Rolnego do Banku Spółdzielczego w Grabowie i przeznaczone były na wypłaty dla plantatorów tytoniu. Podczas napadu na wagon skradziono tę kasę i zastrzelono jednego z konwojentów. Potem - jak to w takich sytuacjach - pojawili się stróże prawa i zaczęli śledztwo. Ronert w paru miejscach swojej krótkiej powieści dał - tak lubiane przez nas - opisy realiów epoki. Dowiedzieć się z lektury, więc można, że np. w opisanym czasach "szpitalny korytarz śmierdział lizolem i chloraminą", że ówczesny uroczysty bankiet od strony gastronomicznej wyglądał tak: "na białych obrusach ustawiono butelki szampana, różowiły się plastry szynki na półmiskach i czerwieniła polędwica"... Tuzowie kryminału milicyjnego - Zeydler i Edigey - często tworzyli w swoich powieściach sympatycznego, acz lekko sfrustrowanego realiami egzystencji milicjanta. Podobnie zrobił Ronert. Takie cv miał jeden z prowadzących śledztwo milicjant Janiak: "zaraz po wojnie, jako młody chłopak, Janiak walczył z podziemiem i wtedy mówiono mu, że to jego obywatelska powinność. Nie było czasu na szkołę. Później tak się składało, że stale stawały przed nim coraz to inne, wciąż ważne i wciąż pilne zadania. Janiak zapisał się do wieczorowego liceum, zdał maturę, ale na więcej sił mu już nie starczyło. Może dlatego nie awansował, stale tkwiąc w powiatowej komendzie". Tenże Janiak nie posiadał co prawda poczucia spełnienia w życiu, ale posiadał żonę, która pewną sentencją ożywiła myśli Janiaka pochłonięte analizowanie szczegółów zbrodni. Janiakowa rzekła: "wy [milicjanci -TK] macie zawsze zwyczaj szukania daleko tego, co leży zupełnie blisko. Jak ty skarpetek na przykład". Wygłoszenie tej sentencji naprowadziło janiakowe rozważania na nowe tory; wkrótce potem śledztwo - jak to się często pisało - "ruszyło z kopyta". Powieść – jak wyżej zaznaczyłem - jest dość krótka, umiarkowanie emocjonująca, rozwiązanie zagadki mało zaskakujące. Wielbicieli nazwiska Borewicz uspokoję – to nie on był oprychem. |


Komentarze