Recenzje - Szperacz
Ostatnie recenzje
- 28 01 2012 Butrym Marian - Pajęczyna (EH)
- 26 01 2012 Marinina Aleksandra - Śmierć i trochę miłości
- 21 01 2012 Wroński Marcin - Komisarz Maciejewski - Kino Venus
- 16 01 2012 Kaczorowska Zofia - Szmaragd dla Agaty (EH)
- 16 01 2012 Szklarski Alfred - Sobowtór profesora Rawy
- 16 01 2012 Krzysztoń Barbara - Człowiek w czarnym kapeluszu (EH)
| Pietras Zdzisław S. - Monika |
|
|
![]() „Monika, dziewczyna górnika”. Zdzisław S. Pietras jest znany przede wszystkim z historycznych książek. Pochodził ze Śląska, związany ze stowarzyszeniem PAX, zadebiutował w 1962 roku, toteż jego mikropowieść „Monika” z 1964 pochodzi z początkowego okresu twórczości, w którym pisał raczej książki współczesne lub z niedalekiej historii. Później zasłynął jako autor powieści historycznych i popularno-naukowych o Średniowieczu. Napisał szereg biografii (m.in. „Bolesław Krzywousty”, „Mieszko II”), jak i monografii o bitwach (m.in. „Legnica” i „Obrona Niemczy”). „Monika” jest próbą, raczej mniej udaną, klasycznego kryminału. Jest zagadkowe morderstwo górnika (z Kielecczyzny) przy pomocy noża kuchennego, są milicjanci (kapitan Stanisław Ząbkowski i porucznik Leon Buczek), jak zwykle w powieściach milicyjnych, mocno zapracowani. Akcja dzieje się w „dużym mieście na Śląsku”, tak opisanym: „Znał to miasto dobrze, wiedział, gdzie grupowały się męty społeczne, gdzie córy Koryntu prezentowały swoje pobladłe i wyniszczone wdzięki, gdzie natomiast ludzie żyli sobie spokojnie i uczciwie, jak tylko można w tak wielkim skupisku domów, dymów, kominów, wież kopalnianych i pieców hutniczych”. Trzeba przyznać dosyć odważny opis naszej „Perły w Koronie”. Prowadzący śledztwo szybko łączy morderstwo z małoletnią (szesnastoletnią) Moniką, w której zakochany był zabity górnik i jak się okazało później, inni górnicy też. Milicjanci dosyć ślamazarnie prowadzili śledztwo, nie udawało im się znaleźć Moniki, a jak już znaleźli, to rozwiązanie zagadkowego morderstwa było banalne – sabotaż, tajna organizacja itp. Dobrze, że w międzyczasie porucznik Buczek odwiedził restaurację: „ Czekający na Monikę Buczek wyszedł ze sklepu, z którego telefonował do Ząbkowskiego. Teraz koniecznie musiał coś zjeść, gdyż nie miał nic w ustach od tak gwałtownie przerwanego śniadania. A że po ciężkiej pracy lubił solidnie zjeść, postanowił udać się do restauracji. Najbliżej położona Astoria słynęła wprawdzie z olbrzymich kotletów górskich, ale także z wielkich ilości wypijanych tam wódek. Astoria miała dwie sąsiadujące z sobą sale, z których jedna, położona dalej od ulicy, była bezalkoholowa. Można było tam posiedzieć, zjeść obiad, a nawet wypić kawę, natomiast nie można było dostać wódki. Owszem, spożyć pan możesz całego wieprza, ale świnią się pan u nas nie staniesz – zdawała się brzmieć dewiza pracujących tutaj kelnerów. Do tej właśnie sali Buczek skierował swoje kroki. Już na pierwszy rzut oka na zatłoczone wnętrze napełnił go rozczarowaniem: ani jednego miejsca. Chcąc nie chcąc trzeba było usiąść w pierwszej sali, czyli tam, gdzie się piło. Kelner zjawił się stosunkowo szybko: - Wódka tylko z zakąską – ostrzegł od razu. - Doskonale – powiedział Buczek – Widzę, że przestrzegacie przepisów. Ale mnie to nie interesuje. Chcę coś zjeść – oświadczył i zaczął wyliczać potrawy, które sobie wybrał. Kiedy skończył, posłyszał: - Co jeszcze mam podać? - Nic. Dziękuję. To wszystko. - Powiedziałem panu, że u nas tylko wódka z zakąską. - Co takiego? – Buczek był zdziwiony. – Przecież powiedział pan, że tutaj wódka tylko z zakąska, a nie że tylko wódka z zakąską. Ta gra składniowa zaczyna mnie bawić – uśmiechnął się grzecznie. - Pan wybaczy, sala bezalkoholowa jest obok. – Kelner niezmiernie uprzejmie wskazał wejście do przepełnionej izby. Buczka ogarnęła wściekłość. Miał ochotę wstać, pokazać facetowi legitymację i ... poprosić o książkę zażaleń. Ale chęć odpoczynku zwyciężyła. Chciał mieć chwilę wolną od pracy. - Daj pan, więc pięćdziesiątkę – rzekł złamanym głosem.” Ciekawe są również dialogi w gwarze: „Pyrszyno, Pyrszyno, czekajom na wos na placu. Mocie w te pędy lecieć. ... A kandy to? – podniosła na niego zdumione oczy. - Bo jo wiym? Na milicyjo, mi sie zdaje. - Idam...” „- To panoczek szukajom onej dziołszki, co do naszego lokatora chodzi? – zdziwiła się staruszka. – Cie, cie straciła się paczcie ludkowie. Taka szykowna frelka... A kandy to może byc? Tukej była byla rano. Jak żem szła z kościoła, tom ją widziała.” Chyba dobrze się stało, że pan Zdzisław zrezygnował z pisania kryminałów, z historii Średniowiecza miał zdecydowanie więcej do powiedzenia. |



Komentarze