Parfiniewicz Jerzy - Śmierć nadjechała fiatem | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Parfiniewicz Jerzy - Śmierć nadjechała fiatem PDF Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
  • Autor: Parfiniewicz Jerzy
  • Tytuł: Śmierć nadjechała fiatem
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: Labirynt
  • Rok wydania: 1988
  • Nakład: 200300
  • Recenzent: Iza Desperak


Wszystko mi faluje

Mottem do tej recenzji mogłaby być wypowiedź naszego Prezesa dotycząca środków lokomocji w tytułach polskich kryminałów: jest więc Śmierć zjechała, windą, Śmierć podróżowała stopem, i tak dalej – stąd moją uwagę przyciągnęło cacko zatytułowane Śmierć nadjechała fiatem. Jednak egzemplarz, który posiadam wyposażony został w motto mott – kartkę z takiego kalendarza, co to się je zdziera codziennie, pochodzącą 13 czerwca 1988 roku, był to poniedziałek, 165 dzień roku, imieniny obchodzili Antoni, Herman i Lucjan, z następującą radą dla czytelnika:
ABC…
Jedwabne tkaniny kolorowe splamione krwią czyści się 10% roztworem boraksu z dodatkiem paru kropli amoniaku.
Tkaniny kolorowe, nadające się do prania w wodzie, splamione krwią należy moczyć przez ok. 1 godzinę w wodzie z dodatkiem amoniaku. Plamę przecierać tamponem zwilżonym ciepłą wodą z dodatkiem soli kuchennej lub tamponem zwilżonym spirytusem denaturowanym. Uprzednio należy zrobić próbkę.
Aby wyczyścić plamy z krwi na tkaninie nienadającej się do prania w wodzie, należy rozpuścić tabletkę polopiryny w odrobinie wody i zwilżyć tym plamę. Szybko wysuszyć (suszarką do włosów).
Czy kartkę tę przechowywał potencjalny morderca, zainspirowany lekturą utworu Jerzego Parfiniewicza? Trudno jest na to pytanie odpowiedzieć, w każdym razie jest to kapitalna zakładka.
Śmierć nadjechała fiatem to utwór nie najprostszy w lekturze, czytelnik albo zasypia, albo ryczy ze śmiechu w trakcie lektury. Intryga jest dość pospolita. Jak zwykle na początku ginie człowiek. Tak się składa, że pada ofiarą tuż po powrocie z zagranicy, z kieszenią wypchaną obcą walutą chyba, planując zakup bonów na spełnienie marzenia swojego i żony – zakup samochodu. (Czy nie mógł kupić samochodu za walutę? widocznie w 1988 roku nawet w pewexie nie było). Na ogłoszenie „bony kupię” odpowiedział ktoś, kto przedstawi się jako Nowak, a na spotkanie w celu sfinansowania transakcji przybyć miał właśnie fiatem. Scena ukatrupienia ofiary jest dość makabryczna, napastnicy grzebią go jeszcze żywego. Sprawę dostaje kapitan Marek Morawski, który w przeciwieństwie do jego literackich kolegów ma całkiem udane życie rodzinne, a raczej miałby, gdyby nie ciągle wezwania. Poznajemy go, gdy wesoło wita się z domownikami. Żona natychmiast przypomina mu o tym, że trzeba odebrać pranie, przybić w łazience haki, zanieść radio do naprawy, pójść w kolejkę i kupić coś z mięsa, zapastować podłogę, iść na pocztę po paczkę i odebrać buty od szewca. Niezrażony listą obowiązków kapitan przystępuje do wychowywania syna, który włamał się do domowego kredensu i wyjadł czekoladę. Sprawca miał na rękach rękawiczki – relacjonuje wzburzona matka. „Trudno żeby miał skarpetki”– odpowiada kapitan.
Problem domowego włamywacza, jak i haków, paczki, i wszystkie pozostałe rozwiąże jednak samodzielnie żona kapitana - jego właśnie wezwano do zwłok ofiary kierowcy fiata. Śledztwo toczy się – jak na powieść milicyjną – rutynowo. Sprawdzane są kolejne hipotezy, wywiadowcy sprawdzają setki faktów. Zespół, do którego należał zamordowany inżynier, pracował między innymi nad telefoniczną przystawką nagrywającą- protoplastką automatycznej sekretarki. Tak się złożyło, że nagrano na niej głos Nowaka, co znacznie pomoże w jego zdemaskowaniu.
Pojawiają się też wątki propagandowe - to dla nich warto przeczytać to arcydzieło. Jest to jeden z nielicznych utworów gdzie pracownicy zwracają się do siebie per „towarzyszu” [np. s. 96]. Pracy zespołu, do którego należał zamordowany, zagrażają strajki. Kapitan trafia do zakładu, w którym odbywa się właśnie strajk - przy wejściu wiszą flagi i transparenty. Właściwie boi się pokazać swoją legitymację strajkującym. Na szczęście przedstawia się jako prywatny klient, umówiony na „fuchę” ze świadkiem – jednym ze strajkujących. Czekając na zakończenie strajku kapitan i kapral ustawiają się w kolejce po deficytowe żarówki.
Morderca – a właściwie cała szajka – znajduje się wreszcie pod kluczem. Kapitan chciałby już odejść na emeryturę, ale słyszy: „nie może pan nas opuścić. W takiej sytuacji jesteśmy wszyscy potrzebni, zwłaszcza teraz, gdy dzieje się w kraju cos niedobrego”. Kapitanowi trudno jest zrozumieć to, co się dzieje: „Ludzi ogarnia jakiś amok. Wystarczy krzyk jednego pijanego łobuza, by rozfalowany tłum rzucił się na niewinnego człowieka”.
Ofiarami zachodzących przemian są przede wszystkim milicjanci. Wybija im się szyby w mieszkaniach, na drzwiach maluje szubienice, bije się dzieci. Milicjant na służbie pada ofiarą agresji kilku młodych ludzi - rozbijają zamontowany na motocyklu mikrotelefon, funkcjonariusza ratują koledzy, ale motocykl zostaje całkowicie rozbity.
Kapitalny ze względów propagandowych jest też wątek zaginionego rzekomo działacza. Jego żona nawet nie zgłasza zaginięcia, pewna jest, ze męża zatrzymano z przyczyn politycznych. Zaginiony odnajduje się u kochanki. Tak więc podział na dobro i zło nie zostaje – mimo odczuwalnych na każdym kroku przemian – zachwiany.

Komentarze

avatar cicha wielbicielka
0
 
 
Chyba troche nieuwaznie czytałaś książkę, ofiara z Włoch przywiozła złoto, ktore sprzedała, za gotówkę trzeba było kupić bony, bo walutą nie wolno było handlować, i dopiero kupić samochód w Pewexie. Zreszta na ogłoszenie "kupię bony " i tak kupowało się prawdziwą walutę, bo żadnymi bonami żaden szanujący sie cinkciarz nie handlował, to była tylko zmyłka. Ach, to były czasy....
Imię *
Email (dla weryfikacji)
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Komentuj!
Anuluj
avatar Prezes
0
 
 
Witam,

Zapraszam do napisania własnej recenzji, z tej lub innej książki. Obiecuję, że z uwagą przeczytam i podzielę się refleksją. Chętnie zamieścimy na naszej witrynie. Zapraszam także do Klubu MOrd.

pozdrawiam

Grzegorz Cielecki, prezes MOrdu
Imię *
Email (dla weryfikacji)
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Komentuj!
Anuluj
avatar iza desperak
0
 
 
Bardzo jestem wdzięczna za odkopanie mojej starej recenzji, powstała w 2004 roku i po tylu latach nie tylko nie pamiętam czy czytałam Parfiniewicza szczegółowo, ale za Chiny nie pamiętam samej recenzji!!! Parfiniewicz nie był i nie jest do dziś moim ulubionym autorem, przyznaję, że czytam w ogóle powierzchownie, czasem czytam ksiażkę kilka razy i wciąz nie wiem kto i dlaczego zabił. Ale klub przyjmuje nawet tak kiepskich recenzentów. Przydałoby się parę barddziej bystrych. Przyłączam się do zaproszenia Prezesa
Imię *
Email (dla weryfikacji)
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Komentuj!
Anuluj
avatar Pablo
0
 
 
Właśnie przeczytałem to arcydzieło i, choć niezaproszony, włączam się do dyskusji. Książka Parfiniewicza to obok "W pogardzie prawa" Kłodzińskiej próba przedstawienia w tle akcji kryminalnej czasów "pierwszego karnawału Solidarności", oczywiście z punktu widzenia władzy czy jej zwolenników. Akcja dzieje się w 1981 roku (nie w 1988, jak zdaje się sugerować w nawiasowej uwadze o pewexie autorka recenzji). W tle więc szaleje "ekstrema" - jak mówili ówczesni propagandziści. Historie m. in. o malowaniu szubienic na drzwiach mieszkań milicjantów, o czym pisze autor, były wówczas szeroko kolportowane przez propagandę, a po ogłoszeniu stanu wojennego przedstawiane jako jeden z argumentów za jego wprowadzeniem. Milicji żyje się strasznie ciężko i nie ma wcale specjalnych sklepów, żona kapitana i on sam wystają w kolejkach po byle co do jedzenia - autor chyba sądził, że czytelnicy nie wiedzą, co to były "konsumy". Najlepszy jednak moim zdaniem jest dialog dwóch przestępców kradnących samochód, którym w tym zbożnym dziele na chwilę przeszkadzają "malarze hasełek". Bandyci mówią: "Nie lubię facetów biorących za coś forsę, a wyręczających się ideowcami. U mnie jest tak: robimy skok i dzielimy się po równo. - Mylisz się. To nie są ideowcy. Ci pewnie nie mają żadnej idei. Kazano im malować hasła, to je malują. Kazano by im rzucać kamieniami, to by rzucali." Słowem - nawet bandyci żywią obrzydzenie do ekstremistów z Solidarności i dobrze wiedzą, że działają za pieniądze. Wiadomo czyje! Ale właśnie - nazwa "Solidarność" nie pada w książce. Cały czas mówi się tylko "nowy związek." Należało więc wroga opluwać, ale broń Boże nie wymieniać niecenzuralnej w 1988 roku nazwy. To trochę jak z Voldemortem w "Harrym Potterze". Pamiętam, że pierwszy raz próbowałem czytać tę książkę jeszcze u schyłku komuny, więc chyba zaraz po jej wydaniu (1988? 1989?) i nie zdzierżyłem, podobnie jak "W pogardzie prawa" Kłodzińskiej. Teraz już można się na szczęście tylko naśmiewać z tych przegranych propagandzistów.
Imię *
Email (dla weryfikacji)
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Komentuj!
Anuluj
Pokaż/Ukryj ramkę
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.