Recenzje - Szperacz
Ostatnie recenzje
- 28 01 2012 Butrym Marian - Pajęczyna (EH)
- 26 01 2012 Marinina Aleksandra - Śmierć i trochę miłości
- 21 01 2012 Wroński Marcin - Komisarz Maciejewski - Kino Venus
- 16 01 2012 Kaczorowska Zofia - Szmaragd dla Agaty (EH)
- 16 01 2012 Szklarski Alfred - Sobowtór profesora Rawy
- 16 01 2012 Krzysztoń Barbara - Człowiek w czarnym kapeluszu (EH)
| Parfiniewicz Jerzy - Skarb Geodety |
|
|
![]() Tajemnicza śmierć skoczybruzdy... Teodolit[1], niwelator[2], łata[3], węgielnica[4] i upiorne krakowiany[5]... śnią mi się do dziś po nocach. Nie zawsze są to koszmary... Po „Skarb geodety” sięgnąłem, by odświeżyć wspomnienia z Technikum Geodezyjnego na Szanajcy, które miałem przyjemność kończyć. Statystycznemu Polakowi „geodeta” kojarzy się z człowiekiem, który obsługuje statyw, bądź na wpół pijany pomyka z łatą po polach i coś tam mierzy. Po latach teorii i praktyki oświadczam publicznie – geodeta, inaczej skoczybruzda, to ten, który niezależnie od pogody, jak nie mierzy, to pije. Już w drugiej klasie powstał nasz specjalny pijacki slang (flansza – połączenie planszy i flaszki; kartować – pić; etc.), choć w latach siedemdziesiątych geodezja mogła być traktowana znacznie poważniej...: „Widuje się go (pomocnika geodety – przyp. red.) dość często w towarzystwie tak zwanych urodzonych w niedzielę. W każdym razie uważam, że wystawanie pod budkami z piwem w takim towarzystwie nie licuje z naszym zawodem.” „Skarb geodety” – ukazuje geodezję jak dla mnie w nowym świetle, co postaram się zobrazować jak w obiektywie dalmierza[6]. Wiesiołek, Panas, Sokół, Kobus i geodeta Stański stanowią idealną grupę pomiarową. Wespół w zespół, dzięki obrotności i naginaniu przepisów mają wiele zleceń i wiedzie im się „klawo”. Lecz pod pozornym sukcesem kryją się tajemnice związane z ciemną przeszłością „prawych pomiarowych i pomocników”. Pewnego dnia, na beztroskim spacerze z pieskiem Pikusiem, upiory przeszłości zadają śmierć Stańskiemu... Motywem zbrodni okazuje się skarb znaleziony przez ojca denata w przededniu II wojny światowej... W tym miejscu książki pojawia się retrospekcja, czytelnik zostaje wprowadzony w sielski świat końca lat trzydziestych. Tło dla przypadkowych poszukiwaczy skarbów to wsi polska rozweselona niemal jak u Wyspiańskiego. Tu dowiadujemy się o nowym aspekcie pracy geodety: „Pod koniec kwietnia grupa geodetów wyjeżdża do wsi Zakręt, leżącej w powiecie nowodworskim. Chłopi, jak zwykle, z niecierpliwością czekają na ludzi z miasta, licząc na to, że będą mogli porozmawiać z nimi o nurtujących ich sprawach, dowiedzieć się, co słychać w świecie. Geodeci to przecież informatorzy, prelegenci, łącznicy miasta z wsią. Kto by pomyślał, że nasi chłopi byli wtedy tak spragnieni wieści z wielkiego świata... Zatem geodeta – z pracą u podstaw. Z kolejnego ustępu dowiadujemy się o bogatszym zakresie zadań skoczybruzdy („...Musimy być i weterynarzami, i adwokatami, i wszystkim, co wiąże się z życiem wsi... Taki to już los geodety!)... Tym samym geodeta stawiany jest na równi z nauczycielem, lekarzem, krzewicielem kultury i misjonarzem cywilizacji wśród na wpół oświeconej masy. Ta „masa” jest tu potraktowana jak Arkadia tuż przed zagładą. Poniższy opis świadczy o idealistycznym podejściu do wsi: „Na ścianach święte obrazy spowite girlandami kwiatów. Pachniało tatarakiem i ziołami (...) wśród śmiechów, żartów i przepychań rozpoczął się wieczorny koncert. W pewnej chwili poważny dotąd Kobus wstał i zadeklamował fragment „Pana Tadeusza”...) Piękna sceneria, podniosłe rozmowy, nauczanie prostych ludzi, odrobina alkoholu... gdyby takich przypowieści było więcej, świat na pewno byłby lepszy. Menadżerowie w podróży służbowej do małych miasteczek prowadzący kursy ekonomii pod samotnym drzewem, marynarze z hostią wśród Łemków, etc. Ciekawą postacią, choć słabo rozrysowaną w powieści jest konkubina Stańskiego – Anna Sobol. „Od dawna przylgnęła do mnie opinia kobiety fatalnej.” Panna Sobol ma rękę do mężczyzn starszych, którzy wkrótce po ślubie umierają w tajemniczych okolicznościach. Być może dlatego Stański żyje z Anną na kocią łapę... Nie chroni go to jednak przed równie tajemniczym zgonem. Bo jak wiemy choćby z amerykańskich filmów – femme fatale to najskuteczniejsza pułapka na bogatego mężczyznę (patrz Błękitny Anioł z Marleną D.). Jednak mimo, że Stański ze swym skarbem stanowił nie lada kąsek dla Anny, to nie ona jest zawikłana w morderstwo... A właśnie... informacja o mordzie trafia do oficera milicji, kapitana Antoniego Osiala, gdy ów wraca zniesmaczony z kina „Moskwa” z kryminału produkcji amerykańskiej. Nie podobały mu się rozwiązania dedukcyjne, a „...oko kapitana, oficera milicji, który brał udział w wielu ciekawych i skomplikowanych dochodzeniach, wyłapało wszystkie nonsensy fabuły i uproszczenia reżyserskie.” Początkowo w sprawie Stańskiego Osial z uporem maniaka, nie wiedzieć czemu, podejrzewa, że chodzi o spisek szpiegowski i inwigiluje wszystkich zamieszanych na tę okoliczność. Gdy pojawia się „skarb” zmienia podejście. Następnie myli się co do każdego podejrzanego (mamy tu motyw wyspy), bo w każdym z nich widzi potencjalnego zabójcę. Osial przedstawia typ narwanego naturszczyka, który jeszcze wiele musi się nauczyć. Parfiniewicz zjednuje Osialowi sympatię czytelnika niewinnym traktowaniem swego bohatera w akcji (typ wrażliwego oficera to niecodzienne zdarzenie w Milicji Obywatelskiej). Interesującym zabiegiem jak na powieść milicyjną wydają się 3 wersje zabójstwa niejakiego Wiesiołka. Najpierw opisane przez narratora z punktu widzenia Osiala, potem z punktu widzenia Wiesiołka, a na końcu ze strony mordercy. Jeszcze jedna relacja i mielibyśmy motyw jak z „Rashomona” Kurosawy, świadczący o względności ludzkich opowieści i interpretacji. Zabójstwo Wiesiołka ma swój wesoły ciąg dalszy... Wiesiołek rozpracował mordercę geodety i został przez niego zabity podczas rozmowy telefonicznej. To jego ostatnie słowa: „ - Panie kapitanie! Już wiem, kto zabił! Widziałem go przed chwilą i przypomniałem sobie! Tylko on mógł zabić! Wie...” – tu rozmowa urywa się dramatycznie. Co na to Osial? „Kapitan nacisnął klawisz, zatrzymując silnik magnetofonu. Wie... Co wie? Kto wie? Co to znaczy wie...? Wiesiołek? Wie? Wiedźma! Wielu? Wieloryb?”. Z tym ostatnim chyba trochę przesadził... Tymczasem burza mózgów speców milicyjnych dywagowała na temat przejścia samogłoski „e” w „ę”. („Może to być „e”, jednak pod wpływem ciosu przeszło w „ę”. Jak jęk...”) Interesująca, trafna hipoteza. Okazało się, że ślad prowadzi do wię...zienia, w którym obywatel niemieckiego pochodzenia – Adolf Seidler, urodzony 13 grudnia 1937 roku odsiadywał wyrok za zabójstwo geodety z czasów ojca Stańskiego... To jednak znowu nie on. Mordercą okazuje się zaopatrzeniowiec karany za handel obcą walutą – znajomy geodety. Ostatecznie tajemniczy skarb nie zostaje odnaleziony. Zatem jest trup, jest morderca, motyw też jest, choć go de facto nie ma. [1] Teodolit - przyrząd geodezyjny do mierzenia kątów w płaszczyźnie pionowej i poziomej. [1] Niwelator - przyrząd do pomiaru różnic w wysokości punktów w terenie. [1] Łata - sztywny przymiar kreskowy, zwykle drewniany, służący do bezpośrednich pomiarów długości lub pomiaru różnic wysokości (takie wysokie z podziałką). [1] Węgielnica – takie coś, w co się patrzy, a widzi się po bokach, a z dołu zwisa pion i dzięki temu można wpasować się pomiędzy dwie tyczki. [1] Krakowiany - odmiana rachunku macierzowego opracowana przez T. Banachiewicza. W krakowianach mnoży się przez siebie kolumny. Wiele procedur numerycznych w formalizmie krakowianowym ma prostą postać i umożliwia szybsze obliczenia (sratatata!!! – bite 3 godziny!!!). [1] Dalmierz - odległościomierz, przyrząd służący do pomiaru odległości bez potrzeby jej przebywania. P.S. Kapitan Osial, podobnie jak oficer Sima z opowiadania S. Wiechny – mają podobny sposób słuchania swych rozmówców. („Kapitan usiadł wygodnie i spoglądał w sufit..”) Czego tam szukał? Dlaczego sufit jest ulubionym miejscem dla wzroku milicjanta? Czyżby stanowił przeciwwagę dla deszczu, jak wiemy jego największego wroga? A może po prostu tabula rasa sufitu pomaga wytyczyć nowe ścieżki śledztwa? Kto wie... Tu podobieństwa między pracą geodety a pracą milicjanta przecinają się jak osie x i y. Obaj tyczą, szukają tego, co ukartowane, aby w konsekwencji po wielu błędach i poprawkach osiągnąć cel – z dokładnością do dziesiątych części milimetra... Cytaty warte cytowania: - Interesuje się pan numizmatyką – pyta Osial podejrzanego. - Ja się takimi głupotami nie zajmuję. - A kupnem-sprzedażą starych monet? - Czasami coś się kupi lub sprzeda... - Co robiłem w środę? - W środę. - Byłem u jednej dziewczyny... - Adres? - To porządna dziewczyna. Ma stałych wielbicieli... „Czuję Sporty! – powiedział przeciągle, nadając głosowi jak najczulsze brzmienie.” „Tu Osial z Komendy Głównej! Cześć! Szybko dajcie mi pomoc! Ucieka mi podejrzany! Na motocyklu! Z pegeeru Rybaki! Podejrzany o morderstwo! Co? Dacie śmigłowiec! Świetnie!” Ten ostatni cytat może nie jest zabawny, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić rozpadającego się Junaka i latający helikopter... Polski cyrk! |



Komentarze