Ostaszewski Tadeusz - Jak kot | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Ostaszewski Tadeusz - Jak kot PDF Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
  • Autor: Ostaszewski Tadeusz
  • Tytuł: Jak kot
  • Wydawnictwo: Pojezierze
  • Seria:
  • Rok wydania: 1988
  • Nakład: 60000
  • Recenzent: Tomasz Kornaś
  • Broń tej serii: Druga seta



Zmieniał kochanki jak skarpetki

Tadeusz Ostaszewski nie jest z pewnością sztandarowym autorem ukochanego przez nas gatunku, hmmm, literackiego. Opublikował kilka kryminałów, ale wszystkie w wydawnictwie „Pojezierze”; wśród jamników, kluczyków i labiryntów tego nazwiska nie spotkamy.
Książka „Jak kot” wydana została w roku 1988. Jest to nawet przyzwoicie napisana rzecz, trzymająca we względnym napięciu i napisana dość „zręcznym” językiem. Akcja umiejscowiona została w mazurskim miasteczku Satanowie (chyba fikcyjnym), gdzie to w hotelu „Europa” zamordowany został – przy pomocy bagnetu – dziennikarz Jan Rawski. Prowadzone śledztwo obejmuje sporą rzeszę osób, pojawiają się różne poboczne (jak potem się okaże) wątki. Jedna ze ścieżek poprowadzona jest w myśl wzoru „ślad prowadzi w przeszłość”, jeden z tropów wiedze do państwowej kaflarni, gdzie miano na lewo opylać tamtejsze wyroby.
Jeden z głównych podejrzanych miał na sumieniu „szastanie państwowymi pieniędzmi pochodzącymi ze sprzedaży domków montowanych w »Budramie«”. Najwyraźniej był to intratny interes, gdyż stać go było na liczne kochanki: „Zbigniew Rulak zmieniał kochanki jak skarpetki”.
Najsmakowitszy opis z książki brzmi tak: „przyjrzał się idącej przed nim kobiecie. Była niemłoda i bardzo tęga, mogła ważyć – ocenił Rajski – około stu kilogramów, co przy jej średnim wzroście powodowało, że wyglądała zgoła monstrualnie. Miała krótko ostrzyżone włosy, twarz szeroką, oczy małe, świdrujące chód ciężki i kaczkowaty. »Nie – pomyślał Rajski – ta kobieta nie mogła podobać się mężczyznom, a jeśli tak to nielicznym«”. Opis zaiste barwny; najbardziej zastanawia mnie, jak kapitan Rajski mógł zobaczyć oczy owej damy, skoro szedł za nią, ale najwidoczniej milicjant potrafi wszystko. A równie dosadną charakterystykę owej niewiasty dał jeden z przesłuchiwanych w śledztwie kelnerów: „niska, nie, raczej średniego wzrostu, na oko ponad cetnar, krótko strzyżona, palce upierścienione, oczka pod niskim czółkiem. Szkaradzieństwo – podsumował”.
Autor – prowincjusz z Warmii i  Mazur – oddał też hołd Warszawiakom i ich manierom. Uczynił to w formie monologu wewnętrznego jednego z funkcjonariuszy MO, sierżanta Brony. Otóż sierżant Brona otrzymał polecenie od przybyłego ze stolicy kapitana Rajskiego, wydane w niezwykle uprzejmej formie. Wzruszyło to owego Bronę: „No i proszę. Mój porucznik nie bawiłby się w żadne prośby, tylko wydałby rozkaz i po krzyku. A ten kapitan... Wiadomo, Warszawa, dobre wychowanie i szacunek dla ludzi...”.
Podsumowując: kryminał na przyzwoitym poziomie, w akcji spora rzesza podejrzanych, zgrabne (mimo przeszkód i różnorakich błędów) śledztwo. Co prawda dość wcześnie udało mi się rozszyfrować rozwiązanie, ale nie mam pewności, czy to ja jestem taki bystry czy rzecz tak toporna. Zapewne to pierwsze!

Komentarze

Pokaż/Ukryj ramkę
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.