- Autor: Opatowski Krzysztof
- Tytuł: To nie oryginał, Hieronimie
- Wydawnictwo: Iskry
- Seria: Ewa wzywa 07
- Zeszyt nr 9
- Rok wydania: 1969
- Nakład: 100000
- Recenzent: Ewa Helleńska
- Recenzja: 24/2011
LINK Recenzja Tomasza Kornasia

O CZYM ŚWIADCZĄ POMIDORY NA SIEDEMNASTOWIECZNYM OBRAZIE? Jeden z najdawniejszych zeszytów z serii "Ewa wzywa 07..." to dzieło Krzysztofa Opatowskiego "To nie oryginał, Hieronimie!" Powiedzmy od razu: arcydzieło to nie jest. Tytuł tego kryminału sugeruje, że chodzi w nim o dzieło sztuki, i tak istotnie jest. Oto na samym początku pani Anna Krawiec, muzealna sprzątaczka, znajduje w jednym z pokoi zwłoki magistra Adama Małeckiego. W pierwszej chwili pani Anna nie orientuje się, że Małecki nie żyje. Pracownik muzeum wiele razy zostawał w swej pracowni na noc, rano znajdowano go często śpiącego nad papierami i maszyną do pisania. Tym razem jednak Małecki spał snem wiecznym, a na jego głowie widniał ślad uderzenia ciężkim narzędziem. Po chwili okazuje się, że zniknął cenny obraz Jana Vermeera van Delft, holenderskiego malarza żyjącego w XVII wieku. Śledztwo prowadzi porucznik Hieronim Bielina, milicjant interesujący się sztuką. W wolnym czasie posiadacz rzadkiego imienia chodzi na wykłady o sztuce organizowane przez muzeum. Metody pracy, jakimi posługuje się porucznik, są dość dziwne. Hieronim chyba zbytnio wierzy swojej intuicji, trochę buja w obłokach, dziwny jest. Udaje mu się jednak dość szybko doprowadzić sprawę do końca. Oczywiście, śmierć kustosza Małeckiego i brak obrazu miały ze sobą ścisły związek. W trakcie śledztwa obraz znajduje się w toalecie pociągu jadącego do Wiednia. Bielina od razu stwierdza, że jest to kopia, i to nieudolna. "- Obywatelu majorze... według mnie... nie wiem, czy się nie mylę... ale według mnie... - Wyduście nareszcie z siebie. - ... mnie się wydaje, że to nie jest ten obraz -- kończy. - Jak to nie ten? -- major na razie nie rozumie. - Bo to nie jest tak namalowane jak trzeba. [...] - Ciekawe -- twarz majora zasępia się -- a po czym to poznajecie? - Jest źle namalowany. Źle." Muzealny konserwator potwierdza przypuszczenia porucznika. Przy okazji czytelnik dowiaduje się, co widać na obrazie podczas analizy rentgenowskiej, jakich farb mógł używać mistrz Vermeer, a jakimi namalowana jest kopia. Udaje się nawet stwierdzić, kto wykonał kopię -- jest to niejaki Krzysztof Brodowski, miejscowy malarz. Okazuje się, że analiza rentgenowska obrazu nie była konieczna. "- Tak? Być może. Poza tym, jeżeli już tak wszystko wiecie, to powiem też, że domalowałem kilka owoców, których tam nie ma w oryginale. O, właśnie... na przykład na tacy leżą pomidory, a tego przecież wówczas w Europie nie było. - Tak? -- porucznik jest zdziwiony, ani on, ani nawet konserwator tego nie zauważył. - Naturalnie. Kiedyś jeden facet, który koniecznie chciał podrabiać gotyckie malarstwo, zrobił dobrą polichromię kościoła, tylko się nieco przemalował i wydusił z siebie fryz z indyków... i tu wpadł... - Dlaczego? - Bo, proszę pana, indyk w Europie jest znany dopiero od szesnastego wieku." Jak widać, znawcy malarstwa muszą być ludźmi wszechstronnie wykształconymi. Czasem znając dzieje pomidora lub hodowli drobiu w Europie można odróżnić oryginał od kopii bez konieczności przeprowadzania kosztownych i czasochłonnych badań rentgenowskich.
|
Komentarze